W meczu 12. kolejki PKO Ekstraklasy Legia Warszawa podjęła na własnym boisku Wartę Poznań. Drużynie Kosty Runjaicia udało pokonać się przyjezdnych 1:0. Gola na wagę zwycięstwa strzelił Maciej Rosołek. Jakie wnioski można wyciągnąć po tym meczu?
Legia Warszawa wróciła na pozycję lidera tabeli PKO Ekstraklasy po wygranej 1:0 z Wartą Poznań. Warszawiacy rozegrali solidny mecz i wywiązali się z tego zadania, bo choć po tabeli tego nie widać, mecze z Wartą są naprawdę wymagające i trudne.
„Poznański tydzień” zakończony pomyślnie
– Tak naprawdę ten poznański tydzień zakończy się dobrze tylko wtedy, gdy wygramy z Wartą. W sobotę zdobyliśmy cenny punkt w spotkaniu z Lechem. Warta jest najlepszą drużyną, jeśli chodzi o mecze wyjazdowe, bardzo dobrze radzi sobie w delegacji. Rywale wygrali cztery takie spotkania, jedno zremisowali i jedno przegrali. Tracą również mało bramek. Udało nam się odrobić zadanie domowe. Większość spotkań na własnym stadionie wygraliśmy, ale chcemy więcej. Mieliśmy też mecze, które musieliśmy wygrać. W sobotę również musimy zdobyć trzy punkty. Warta gra regularnie i stabilnie. Dobrze prezentuje się na boisku, jest dobrze zorganizowana – szczególnie w defensywie. Mają swój styl i są groźni dla przeciwnika w kontratakach. Pokazali także, że potrafią wysoko pressować już na połowie rywala – tak przed meczem o Warcie wypowiadał się Kosta Runjaić.
Legia po zamkniętym meczu z Lechem przy Bułgarskiej wyszła na Wartę i zdobyła cenne trzy punkty. Chociaż można powiedzieć, że warciarze na własne życzenie nie zdobyli w tym spotkaniu punktu, bo do swoich okazji dochodzili w miarę regularnie. Dużo zamieszania z przodu robili Szmyt ze Szczepańskim.
Pierwszą połowę legioniści zagrali lepiej. Zmusili Wartę do przesuwania i częściej utrzymywali się przy piłce, a gdy już goście byli w posiadaniu futbolówki, na ogół było to rozgrywanie z dala od bramki strzeżonej przez Kacpra Tobiasza. Zdarzały się jednak raz na jakiś czas momenty dekoncentracji, w których „Zieloni”, najczęściej podaniem górą z bocznej strefy boiska, uruchamiali ofensywę.
W drugiej odsłonie spotkania, mimo że Legia Warszawa ponownie częściej utrzymywała się przy piłce, nie miała już takiej kontroli jak wcześniej. Ekipa Dawida Szulczka wpuściła „Wojskowych” na swoją połowę, aby odbierać im piłkę i wychodzić z kontrami, co czasami się udawało.
Na pewno Kostę Runjaicia mogą niepokoić niepotrzebnie złapane żółte kartki. Dla przykładu Ernest Muci otrzymał napomnienie po wślizgu w okolicach pola karnego Warty. Byłoby to zrozumiałe, gdyby istniało zagrożenie kontrataku. Nic takiego jednak miejsca nie miało, a Albańczyk ominięty w prosty sposób nieprzepisowo zatrzymał rywala, co musiało się w tym przypadku zakończyć kartką. Nie do końca potrzebna była też kartka Slisza, ale tutaj Polaka można z niej w jakimś stopniu rozgrzeszyć.











