Legia Warszawa w tym sezonie zbyt często gra na styk i nie potrafi zabić meczu. Edward Iordanescu mówi, że woli wygrać 1:0 niż więcej po szalonym meczu i z Pogonią to mu się udało. Ale kibic oglądający mecz wie, że przeciwko tak słabej Pogoni powinno paść więcej goli dla „Wojskowych”.
Gdyby to jeszcze było tak, że kadra nie została wzmocniona, że przespano letnie okienko. Jednak nic takiego nie miało miejsca. Ba, to było jedno z najlepszych okienek transferowych Legii od lat. Michał Żewłakow nie wahał się sięgnąć do kieszeni i jako dyrektor sportowy wraz z Fredim Bobiciem spisali się naprawdę rewelacyjnie, ściągając uznane polskie nazwiska jak Damian Szymański czy młody i utalentowany Kacper Urbański. Ściągnął również do ataku Miletę Rajovicia czy Noaha Weisshaupta.
Legia otwiera wynik po karnym
I już w 3. minucie te dwa ostatnie letnie nabytki zrobiły bramkę. Najpierw Noah Weisshaupt swoim minięciem sprowokował głupi faul Musy Juwary. Do jedenastki podszedł Mileta Rajović, który pokonał Valentina Cojocaru.
Niemiec był chyba jedną z jaśniejszych postaci gospodarzy. Na prawej stronie z uporem maniaka uprzykrzał życie obronie „Dumy Pomorza”. To na nim był karny, to po faulu na nim zarobił kartkę Marian Huja. W większości akcji to właśnie skrzydłowy miał w tym swój udział.
Pragmatyzm, który może Legię drogo kosztować
I gdy zdawało się, że w tym meczu wreszcie będzie trochę więcej goli, to zaczął wychodzić największy mankament stołecznego zespołu – pragmatyzm. Legia, podobnie jak z „Jagą”, zyskiwała przewagę, podchodziła wyżej do pressingu. Metodycznie zamykała szczecinian, ale to też nie było tak, że goście wybijali tylko piłkę z własnej szesnastki. Brakowało konkretów – poza karnym świetną szansę miał Kapustka (zmarnował) oraz Damian Szymański (obronił Cojocaru). To właśnie dzięki rumuńskiemu golkiperowi Pogoń mogła jeszcze marzyć o wywiezieniu z Łazienkowskiej korzystnego rezultatu.
Irytować też mogło po raz kolejny niewykorzystywanie atutów duńskiego napastnika. Wszyscy wiedzą, że Mileta Rajović musi mieć serwis w postaci dośrodkowań. Czy Legia wykorzystuje atut tej wysokiej „dziewiątki”? A gdzie tam. Nawet, gdy ktoś pokusił się o wrzutkę, to była albo za krótka, albo za niska, albo totalnie niecelna…











