Mistrz Polski przeszedł, a nie przefrunął, przez II rundę eliminacji Ligi Mistrzów. Kluczową obserwacją po tym spotkaniu jest to, że z tak obsadzonymi bocznymi strefami boiska klub z Warszawy będzie miał problemy w starciu kolejnej rundy (prawdopodobnie z Trenczynem), nie mówiąc już o dalszych fazach elitarnego europejskiego turnieju.
Styl gry? Daleko mu było do poziomu z pierwszej połowy ligowego starcia z Jagiellonią. Tamte 45 minut to na razie najlepszy epizod gry Legii za kadencji Besnika Hasiego. Wynik? Zgadza się. 2:0 dało awans, choć potrzebne były ekwilibrystyczne popisy Arkadiusza Malarza w bramce, by zachować czyste konto. Tak, mistrz Polski grał z mistrzem Bośni i zwycięstwo wcale nie było znaczące ani pewne (w wymiarze samej gry).
– W pierwszej połowie dawaliśmy Zrinjskiemu zbyt dużo miejsca, byliśmy zbyt daleko od rywali. Notowaliśmy straty, brakowało nam dobrego tempa. Gdy Guilherme zszedł z powodu kontuzji, zrobiło się jeszcze trudnej. Musieliśmy zmienić system gry. Nie radziliśmy sobie dobrze z odbiorem piłki. Udało nam się strzelić gola, ale szczerze mówiąc, w pierwszej połowie na niego nie zasłużyliśmy. Po przerwie prezentowaliśmy się już lepiej, ale nadal jest to dalekie od tego, co chcielibyśmy grać – mówił po meczu Hasi.
Jaka przyszłość czeka Kucharczyka?
Warszawianie wyszli na daleki od zapełnienia stadion Wojska Polskiego z następującymi duetami na bokach: Broź z Aleksandrowem na prawej stronie i Hlousek z Kucharczykiem na lewej. Żaden nie funkcjonował jak należy.
Po pierwsze dlatego, że od poziomu Ligi Mistrzów (co widać już na tak wczesnym etapie), a także od sposobu gry do jakiego dąży nowy trener, odstają przede wszystkim Łukasz Broź i Michał Kucharczyk. Dawno nie było na Łazienkowskiej tak energicznego trenera przy linii bocznej jak Albańczyk, a liczby upomnień, wskazówek, krzyków i lamentów, które wczoraj pod adresem Kucharczyka adresował nowy szkoleniowiec, nie sposób zliczyć.
Skrzydłowy miał problemy z grą, gdy drużyna była przy piłce, gdy on był przy piłce (szczególnie chodziło o szybkość podania do partnera po otrzymaniu piłki) i z grą w defensywie. Zwalniał akcje zespołu, źle się ustawiał w ataku, a że grał w pierwszej połowie tuż obok linii bocznej, przy której stał Hasi, to był wielokrotnie napominany przez szkoleniowca. Jego problemem (w bieżącej sytuacji) jest też to, że bazuje na szybkości i bezpośrednich pojedynkach z innymi, w pełnym biegu.
W ataku pozycyjnym wymaga od swoich bocznych obrońców o wiele więcej, jeśli chodzi o atakowanie, niż poprzedni szkoleniowcy. Dlatego 25-latek musi schodzić wtedy bliżej środka, by zrobić miejsce wchodzącemu Hlouskowi. A w tej części boiska nie czuje się pewnie. Pytanie więc, czy albański trener dostosuje system tak, by bardziej efektywnie korzystać z niego, czy skutecznie wyprosi u władz klubu sprowadzenie nowego skrzydłowego?











