Bieżący sezon w wykonaniu legionistów jest fatalny. Idealnie obrazuje to 16. lokata w ligowej tabeli. Jedyną możliwością na poprawienie nastrojów jest więc triumf w krajowym pucharze. A właśnie w tym kierunku Legia poczyniła wczoraj spory krok. Wygrała z Górnikiem Łęczna 2:0 i zameldowała się w przedostatniej fazie całego turnieju.
„Wojskowi” w pełni zasłużyli na ten triumf. Stworzyli sobie więcej podbramkowych sytuacji, a i w innych aspektach wyglądali solidnie. Na pewno lepiej od rywala. Wynik zatem rzetelnie odzwierciedla przebieg tego spotkania.
– Z perspektywy meczu uważam, że Legia wygrała zasłużenie. Miała od nas dużo więcej sytuacji na zdobycie bramek – mówił Kamil Kiereś na konferencji prasowej po przegranym 0:2 ćwierćfinale Pucharu Polski.
Legia wreszcie zagrała…
Przyzwoicie. Naprawdę. Tę potyczkę trzeba potraktować jako najlepszy z oficjalnych meczów warszawian w 2022 roku. Oczywiście nie da się go nazwać doskonałym, lecz wypada pochwalić w nim wiele czynników.
Zdecydowanie sporym atutem było utrzymanie odpowiedniego tempa przez pierwszą połowę i pewną część drugiej. Legia w końcu pokazała, że ma wystarczająco dużo sił, aby narzucić swój styl gry oponentom dłużej niż przez 15 minut. Rzeczywiście, w drugiej odsłonie konfrontacji widzieliśmy chwile niepewności. Szczególnie przy stanie 1:0, gdy pięć metrów przed bramką Cezarego Miszty znalazł się Michał Mak. Mimo to Legia udanie przetrwała ten lekki napór ze strony „Zielono-czarnych”, zamykając później spotkanie skutecznym kontratakiem.
U podopiecznych Vukovicia wyróżnić trzeba również to, że momentami widzieliśmy w ich wykonaniu skuteczną grę na jeden kontakt. Do tego doszła dobra dyspozycja zawodników środka pola oraz mocne zaangażowanie ze strony bocznych obrońców. Taka postawa, choć daleka od ideału, ma prawo napawać sympatyków mistrza Polski optymizmem.

– Mamy świadomość tego, że robimy postępy, ale powinniśmy również wymagać od siebie więcej. Nie można jednak nie pochwalić drużyny za to spotkanie – powiedział na pomeczowym spotkaniu z prasą Aleksandar Vuković.











