Legia bez Radovicia nadaje się do bicia — taki wniosek można wyciągnąć po dwumeczu z Ajaksem. Drużyna z Warszawy przegrała u siebie przy pustych trybunach 0:3 i odpadła z Ligi Europy. A miało być tak pięknie…
Przegrany tydzień temu 0:1 mecz w Amsterdamie pokazał, że Ajax jest do ogrania, wystarczy tylko poprawić skuteczność i odpowiednio nastawić się psychicznie. Fakt pustych trybun nie bolał, jak się obawiano, bo tłumy kibiców zgromadziły się pod stadionem i stąd prowadziły głośny doping.
Jeśli chodzi o składy, zaskoczył nieco Henning Berg, nie powołując do osiemnastki meczowej Dominika Furmana, który jako jedyny mógł się podobać w ostatnim ligowym spotkaniu z Koroną Kielce (0:0). Poza tym żadnych zmian w stosunku do pierwszego meczu nie było. Bo i z drugiej strony, na kogo nowego miał postawić 45-letni szkoleniowiec? Na Koseckiego, któremu nawet szybkie bieganie nie wychodzi? Na wiecznie zaspanego na boisku Helio Pinto? Choć do kadry zgłoszony został Duda, szkoda było ryzykować jego zdrowie. Jasne, można było przesunąć jeszcze Guilherme do przodu, a na lewą obronę wrzucić Brzyskiego. To już jednak nic nieznaczące gdybanie.
Ajax? Jedna zmiana w obronie. Tu zresztą żadnych korekt nie trzeba było robić. Grali przecież Cilessen i Milik.
https://vine.co/v/O257J3BgEDW
Zaczęło się nieźle. Na początku dobre wrażenie robił nawet Żyro, który dobrze wszedł w mecz, ruszał się, podawał, próbował strzału czy dośrodkowań. Legioniści nie czekali na wykreowanie stuprocentowej sytuacji, atakowali jak tylko się dało i próbowali strzelać, gdy mogli. Już na początku huknął Jodłowiec, potem zaś kolejną bramkę w dwumeczu strzelił Milik. Linia defensywna zawaliła gola, żaden z zawodników nie wiedział, kto ma podejść do pędzącego na bramkę Kuciaka, a były atakujący Górnika strzelił… I to prawą nogą. A była to zaledwie 11. minuta.
Legia, aby odrobić straty, potrzebowała trzech bramek, co na upartego było stratą do odrobienia. Nikt jednak nie zdążył nawet o tym pomyśleć, a goście trafili jeszcze raz. Dośrodkowanie z rzutu wolnego, kolejny błąd defensorów oraz Kuciaka, który nie trafił w piłkę, wychodząc z bramki i gol na 0:2. To był moment, w którym legioniści przegrali definitywnie. Nie chodzi tu już o sam wynik, ale o psychikę. Dobrze od początku nastawieni piłkarze Berga stracili wiarę, zaczęli grać nerwowo, byleby pójść do przodu. Zaczęli w głupi sposób łapać żółte kartki (np. Sa postanowił poodbijać futbolówkę ręką w polu karnym Cillessena), aż cud, że żaden z piłkarzy nie wyleciał z boiska, a sędzia nie odgwizdał w jednej z akcji karnego dla amsterdamczyków. Zawodnicy Ajaksu sprawiali zaś wrażenie, jakby mogli, ale im się nie chciało. Co jakiś czas wychodzili z własnej połowy, ale nie sprawiali wrażenia, jakby specjalnie zależało im na strzeleniu bramki. W końcówce pierwszej połowy kropkę nad i postanowił postawić Milik, przeskoczył nad robiącym wślizg Rzeźniczakiem i trafił jeszcze raz.











