Po Wiśle i Śląsku do walki o awans do kolejnej fazy europejskich pucharów przed własną publicznością powalczy Legia Warszawa. Klub ze stolicy będzie bronić zaliczki z pierwszego, wygranego 1:0, spotkania z Gaziantepsporem.
Pierwszy mecz na Pepsi Arena
Legia Warszawa po dobrej, konsekwentnej grze na południu Turcji przed tygodniem wywalczyła świetny rezultat i powalczy o możliwość występów w pierwszej rundzie Ligi Europy. Szanse na awans są spore. Wyjazdowe zwycięstwo 1:0 daje drużynie Macieja Skorży duży komfort przed rozstrzygającym meczem, a wygłodniała po odwołanym w niedzielę meczu ligowym warszawska publiczność stanowi dodatkowy atut w rękach Legii.
Fatalna pogoda, która skutkowała przełożeniem ligowych obowiązków, być może okaże się sojusznikiem trzeciej drużyny ubiegłego sezonu. Tak sądzi przynajmniej Marek Bajor:

– Na grę Legii pozytywnie może wpłynąć dłuższy niż planowano odpoczynek w związku z przełożonym meczem z Zagłębiem. Piłkarze z Warszawy nie stracili niepotrzebnie zdrowia na kiepskiej murawie i mogli się skoncentrować na starciu z Gaziantepsporem. Na pewno Legia jest zdecydowanym faworytem jutrzejszego spotkania. Już w pierwszym meczu pokazała, że jest w stanie wyeliminować turecki zespół. Na pewno nie zabraknie jej motywacji przy grze przed własną publicznością – twierdzi wicemistrz olimpijski z Barcelony.
Nie zepsuć statystyk
Mecz przed tygodniem był pierwszym w historii starciem obu drużyn. Legia rywalizowała jednak wcześniej w europejskich pucharach z innymi tureckimi klubami. Starsi kibice z pewnością pamiętają zaciętą, przegraną przez Legię rywalizację z Besiktasem w Pucharze UEFA w sezonie 1996-1997. Ci z lepszą pamięcią, większym doświadczeniem czy po prostu dobrze znający historię Legii wiedzą też, że w sezonie 1964-1965 i 1969-1970 „Wojskowi” odprawiali z kwitkiem stambulski klub Galatasaray. „Lwy” przegrywały z Legią zarówno w Pucharze Zdobywców Pucharów, jak i Pucharze Europy.
Trener Skorża ma bardzo dobrą sytuację kadrową. Tajemniczy wirus, który gnębił zawodników w ostatnim czasie, ustąpił, w dodatku po kontuzji do pełni zdrowia powrócił Dickson Choto. Do gry gotowi są również narzekający na problemy zdrowotne w ostatnich dniach Michał Kucharczyk i Michał Żewłakow. Szkoleniowiec Legii będzie mógł również dać szansę debiutu najnowszemu nabytkowi klubu, Moshe Ohayonowi.
Trener gości, Tolunay Kafkas, który podobnie jak Maciej Skorża nie dysponuje zawodnikami w rytmie meczowym, także nie może narzekać na kontuzje swoich piłkarzy. Wydaje się, że tempo atakom Gaziantepsporu, podobnie jak w pierwszym starciu, będą nadawać Argentyńczyk Ismael Sosa i Bułgar Iwelin Popow.










