Legia Warszawa do niedzielnego spotkania z Koroną podchodziła z wielkimi nadziejami. Drużyna pod wodzą nowego trenera Marka Papszuna miała wrócić na dobre tory i zwycięską ścieżkę. Niestety, ciągle jest od tego daleko, ponieważ stołeczna drużyna przegrała mecz otwarcia nowej rundy 1:2 i odniosła ósmą porażkę w obecnym sezonie. Przebieg niedzielnego spotkania pokazał, że Marek Papszun wykonał pewną pracę, aby podnieść Legię z dna. Dalej nie był to jednak poziom, który stołeczni powinni prezentować.
Przebieg meczu
Początek meczu przebiegał pod dyktando Legii. Od pierwszych minut bardzo aktywny był Jurgen Elitim, który kreował akcję za akcją, jednak bez większych rezultatów. W 10. minucie dobrą okazję miał Mileta Rajović, jednak jego strzał został obroniony przez Xaviera Dziekońskiego. 13 minut później potwierdził się znany scenariusz: Legia gra, rywal strzela. Artur Jędrzejczyk nie upilnował w polu karnym Mariusza Stępińskiego, który wykorzystał dośrodkowanie od Tamara Svitlina i zdobył debiutancką bramkę dla „Scyzorów”. Kolejne minuty pokazały nowe oblicze Legii, ponieważ stołeczna drużyna jeszcze kilka miesięcy temu po stracie gola nie potrafiła się zorganizować, a teraz dość szybko przeszła do pressingu, którego efektem był wywalczony rzut karny w 44. minucie. Do jedenastki podszedł Mileta Rajović, który w ostatnich miesiącach ma spore problemy ze zdobywaniem bramek. Niestety, ponownie odezwały się jego stare kłopoty i Rajović najpierw nie wykorzystał rzutu karnego, a później dobitki. Legia schodziła na przerwę, przegrywając 0:1.
W drugiej połowie zmieniony został Kacper Urbański, za którego wszedł Ernal Krasniqi. Były piłkarz Bolonii, uważany za jednego ze zwycięzców zgrupowania, pokazał się z bardzo złej strony i przez większość spotkania był niewidoczny, więc jego zmiana nie dziwiła. Legia na drugą połowę wyszła nieodmieniona. Teoretycznie drużyna Marka Papszuna prowadziła grę, jednak nic z tego nie wynikało, ponieważ „Wojskowi” nie tworzyli sobie poważnych sytuacji. Korona, która przeszła do głębokiej defensywy, skutecznie neutralizowała ataki zespołu Papszuna. Sytuacja zmieniła się w 75. minucie, kiedy sfaulowany został Jurgen Elitim i stołeczna ekipa otrzymała kolejną jedenastkę. Tym razem do piłki podszedł Bartosz Kapustka, który pewnie wykorzystał okazję i przy Łazienkowskiej był remis.











