Spotkanie Lechii Gdańsk z Zawiszą Bydgoszcz zakończyło się remisem 1:1. Po typowym meczu walki, pełnym starć w środku pola i niedokładnych zagrań przed bramkami, taki wynik można jednoznacznie nazwać sprawiedliwym.

Na początku spotkania akcja toczyła się głównie w środku pola. Mimo że nie było zbyt wielu fauli, oba zespoły walczyły o każdą piłkę z dużym zaangażowaniem. W 6. minucie dobrą sytuację miał Buzała, ale po dośrodkowaniu z prawej strony źle przyjął futbolówkę, która padła łupem Kaczmarka. W pierwszym etapie starcia zdecydowanie brakowało składnych akcji ofensywnych. W 15. minucie Grzelczak wykonywał rzut wolny dla Lechii. Piłkę przechwycił Kaczmarek, który wyekspediował ją długim wykopem do Luisa Carlosa. Ten, wykorzystując błąd Deleu, wparował z pełnym impetem w pole karne, ale jego kąśliwe dośrodkowanie nie bez problemów przechwycił Małkowski. Gospodarze zagrożenie (i to niewielkie) sprawiali po stałych fragmentach gry, goście próbowali kontratakować, jednak Lechia była wyjątkowo konsekwentna w defensywie.
W 22. minucie po dośrodkowaniu z prawej strony Ziajka dotknął piłki ręką, ale że było to zagranie przypadkowe, sędzia nie zareagował. Michał Probierz strasznie się tą sytuacją zirytował, ale już chwilę później mógł wznieść ręce w geście triumfu. W 24. minucie niemalże identycznej akcji nie udało się zawiszakom zastopować i po strzale Grzelczaka piłka zatrzepotała w siatce. Gospodarze koniecznie próbowali pójść za ciosem, ale strzał Deleu chwilę później daleko minął bramkę bydgoszczan. W zespole Zawiszy zupełnie nie układała się gra do przodu, goście z ulicy Gdańskiej nie potrafili podejść za 35. metr przed bramką Lechii. Po pół godziny gry dość rozpaczliwy strzał nożycami próbował oddać Drygas – bez skutku. W 34. minucie goście jednak wyrównali. Po błędzie Grzelczaka przy wybiciu piłki w środku pola z futbolówką ruszyli piłkarze Ryszarda Tarasiewicza, potem Madera, próbując wybić piłkę, trafił prosto w Vasconcelosa, a do niej dopadł rozgrywający do tej pory naprawdę słabe zawody Luis Carlos. Brazylijczyk świetnie minął najpierw Bieniuka, potem na identyczny zwód nabrał bramkarza i wbił futbolówkę do pustej bramki. Chwilę później próbował Vasco, ale Małkowski pewnie wyłapał strzeloną na krótki słupek piłkę. Na pięć minut przed końcem pierwszej połowy w ataku Lechii świetnie dośrodkowywał Frankowski, ale wolej Grzelczaka z pierwszej piłki padł łupem bramkarza gości. Do końca pierwszej połowy nie oglądaliśmy zbyt wiele dokładnej gry do przodu i na przerwę piłkarze obu drużyn schodzili z identycznym dorobkiem bramkowym. Pierwsza część to był typowy mecz walki, pełen ambicji i starć w środku pola, ale z dość małą ilością finezji czy konkretnej gry ofensywnej ze strony obu ekip.












