Runda finałowa nie zaczęła się zbyt dobrze dla gdańszczan. Już w pierwszej kolejce w rundzie mistrzowskiej Lechia przegrała u siebie z mocnym Piastem Gliwice i tym samym straciła pozycję lidera. Na szczęście dla ekipy Piotra Stokowca rozstanie z pierwszym miejscem nie trwało zbyt długo. Już w środę lechiści mogli się cieszyć z powrotu na szczyt tabeli.
Lechia udowodniła środowym spotkaniem, że cały czas nie można jej skreślać. Lechiści najpierw stracili bramkę w 51. minucie spotkania. Dwadzieścia minut później wyrównali i minutę później objęli prowadzenie. Niestety dziesięć minut później przeżyli prawdziwą podróż z nieba do piekła. Otóż na dziesięć minut przed końcem meczu przegrywali 2:3. Ostatecznie wyżej wymieniona podróż nie dokonała się. Ostatnim przystankiem podopiecznych Piotra Stokowca było niebo, gdyż schodzili oni z podniesionym czołem. Wygrali bowiem 4:3…
„Morale na pewno wzrośnie”
To jeden z najbardziej doświadczonych piłkarzy dał Lechii nadzieję w walce o mistrzostwo Polski. W meczu z Pogonią wszedł na boisko w 56. minucie i kilkanaście minut później zdobył pierwszą bramkę dla Lechii z rzutu karnego. A kiedy już wydawało się, że mecz zakończy remisem 3:3, na minutę przed końcem podstawowego czasu gry zapewnił swojej drużynie trzy punkty.
Mowa oczywiście o Arturze Sobiechu, dla którego mecz w Szczecinie mógł być wyjątkowy. Wcześniej jego gole dawały komplet punktów gdańszczanom z Lechem i w Częstochowie w półfinale Pucharu Polski. Jednakże środowy mecz z Pogonią pokazał, że drużyna może na niego w pełni liczyć. Zwłaszcza w takim momencie, kiedy każde zwycięstwo jest na wagę złota.
– Przegrywaliśmy 0:1, potem wyszliśmy na prowadzenie, a w 83. minucie znowu przegrywaliśmy. Szalony mecz, nigdy w takim nie grałem, ale najważniejsze, że wygraliśmy. Najważniejsze dla nas są trzy punkty, zwłaszcza po dwóch porażkach z rzędu. Morale na pewno wzrośnie – mówił szczęśliwy po zwycięstwie nad Pogonią Artur Sobiech.
Niewykluczone, że tym spotkaniem gdańszczanie zapewnili sobie pokłady nowej energii na resztę spotkań. Psychologicznie z pewnością owe zwycięstwo dało się we znaki obecnemu liderowi tabeli. – Trzeba walczyć do ostatniej kolejki i uważam, że tak będzie wyglądała rywalizacja o mistrzostwo Polski. W Szczecinie zatankowaliśmy pewność siebie – dodawał Sobiech.











