Lechia Gdańsk w tym roku idzie jak burza. Świetnie dysponowana drużyna Szymona Grabowskiego w piątkowy wieczór bez problemu pokonała u siebie ostatnie w tabeli Zagłębie Sosnowiec. Wynik 4:0 budzi jednak pewien niedosyt, bo przy lepszej skuteczności można było w tym meczu strzelić jeszcze kilka bramek. O ile do postawy napastników można mieć zastrzeżenia, to docenić należy Camilo Menę, który w końcu zaczyna wchodzić na oczekiwany poziom.
W Gdańsku od wielu tygodni panują świetne nastroje, a podstaw jest ku temu wiele. Drużyna jest ze sobą coraz mocniej zżyta, trener świetnie trafia do piłkarzy, a skutkiem tego są osiągane świetne wyniki. Po poprzedniej kolejce i wyrwanym wyjazdowym zwycięstwie z Podbeskidziem Bielsko-Biała Lechia Gdańsk w końcu awansowała na pozycję lidera Fortuna 1. Ligi.
Taki stan rzeczy nie zmienia jednak ani trochę nastawienia wszystkich w klubie. Kluczem jest zachowanie chłodnej głowy, nawet będąc na czele tabeli. To też Lechia Gdańsk udowodniła w piątek, bez żadnych problemów pokonując przed własną publicznością Zagłębie Sosnowiec. Chociaż piłkarze rozkręcali się nieco dłużej niż zwykle, to i tak kilka bramek w tym meczu padło i bilans bramkowy pozwoli zachować pozycję lidera po 24. kolejce.
Tym razem lepsza druga połowa
W ostatnich dwóch domowych spotkaniach Lechia Gdańsk imponowała skutecznością w pierwszych 45 minutach. Efektem tego było prowadzenie 2:0 z Wisłą Płock i aż 4:0 z Resovią Rzeszów. Tym razem chyba nieco czkawką odbił się ostatni wyjazd do Bielska-Białej, bo ponownie do przerwy gra gdańszczan była bardzo chaotyczna. Niewiele im się kleiło, a i dosyć wąsko ustawiona drużyna Zagłębia Sosnowiec skutecznie kasowała ich zapędy ofensywne. Oczywiście kilka składnych akcji gospodarze stworzyli, ale jako ogół było to poniżej oczekiwań. Na pomoc przyszedł rzut karny w 27. minucie, który bez problemu na gola zamienił Tomasz Neugebauer. To dało trochę spokoju w głowach podczas przerwy i odpowiednie zmotywowanie na drugą odsłonę spotkania.
Skoro nie szło do przerwy, to musiało tak jak przed kilkoma dniami ruszyć po przerwie. Na to nie trzeba było długo czekać, bo już po kilku minutach Lechia Gdańsk wyszła na dwubramkowe prowadzenie. Sprawy we własne ręce wziął Camilo Mena i potwierdził wszystkim, że jego forma idzie w górę. Fenomenalne trafienie, które dodało drużynie jeszcze większej pewności siebie na boisku.











