Lechia Gdańsk bez litości dla kolejnego rywala


Lider Fortuna 1. Ligi odniósł piąte zwycięstwo w tym roku i nie zamierza się zatrzymywać

16 marca 2024 Lechia Gdańsk bez litości dla kolejnego rywala
GRZEGORZ RADTKE / 058sport.pl

Lechia Gdańsk w tym roku idzie jak burza. Świetnie dysponowana drużyna Szymona Grabowskiego w piątkowy wieczór bez problemu pokonała u siebie ostatnie w tabeli Zagłębie Sosnowiec. Wynik 4:0 budzi jednak pewien niedosyt, bo przy lepszej skuteczności można było w tym meczu strzelić jeszcze kilka bramek. O ile do postawy napastników można mieć zastrzeżenia, to docenić należy Camilo Menę, który w końcu zaczyna wchodzić na oczekiwany poziom.


Udostępnij na Udostępnij na


W Gdańsku od wielu tygodni panują świetne nastroje, a podstaw jest ku temu wiele. Drużyna jest ze sobą coraz mocniej zżyta, trener świetnie trafia do piłkarzy, a skutkiem tego są osiągane świetne wyniki. Po poprzedniej kolejce i wyrwanym wyjazdowym zwycięstwie z Podbeskidziem Bielsko-Biała Lechia Gdańsk w końcu awansowała na pozycję lidera Fortuna 1. Ligi.

Taki stan rzeczy nie zmienia jednak ani trochę nastawienia wszystkich w klubie. Kluczem jest zachowanie chłodnej głowy, nawet będąc na czele tabeli. To też Lechia Gdańsk udowodniła w piątek, bez żadnych problemów pokonując przed własną publicznością Zagłębie Sosnowiec. Chociaż piłkarze rozkręcali się nieco dłużej niż zwykle, to i tak kilka bramek w tym meczu padło i bilans bramkowy pozwoli zachować pozycję lidera po 24. kolejce.

Tym razem lepsza druga połowa

W ostatnich dwóch domowych spotkaniach Lechia Gdańsk imponowała skutecznością w pierwszych 45 minutach. Efektem tego było prowadzenie 2:0 z Wisłą Płock i aż 4:0 z Resovią Rzeszów. Tym razem chyba nieco czkawką odbił się ostatni wyjazd do Bielska-Białej, bo ponownie do przerwy gra gdańszczan była bardzo chaotyczna. Niewiele im się kleiło, a i dosyć wąsko ustawiona drużyna Zagłębia Sosnowiec skutecznie kasowała ich zapędy ofensywne. Oczywiście kilka składnych akcji gospodarze stworzyli, ale jako ogół było to poniżej oczekiwań. Na pomoc przyszedł rzut karny w 27. minucie, który bez problemu na gola zamienił Tomasz Neugebauer. To dało trochę spokoju w głowach podczas przerwy i odpowiednie zmotywowanie na drugą odsłonę spotkania.

Skoro nie szło do przerwy, to musiało tak jak przed kilkoma dniami ruszyć po przerwie. Na to nie trzeba było długo czekać, bo już po kilku minutach Lechia Gdańsk wyszła na dwubramkowe prowadzenie. Sprawy we własne ręce wziął Camilo Mena i potwierdził wszystkim, że jego forma idzie w górę. Fenomenalne trafienie, które dodało drużynie jeszcze większej pewności siebie na boisku.

***

Zagłębie Sosnowiec po tej bramce już się nie podniosło, chociaż w sumie przez całe spotkanie wyglądało, jakby nie wyszło z szatni. Potwierdził to w 59. minucie dobrze znany defensor William Remy, kierując piłkę do własnej bramki po dośrodkowaniu Tomasa Bobceka. Zmiany trenera Chackiewicza też nic pozytywnego nie wniosły i goście przez całe spotkanie oddali zaledwie cztery strzały, w tym jeden celny. To był ich kolejny beznadziejny występ na wyjeździe. Gdy wydawało się, że wynik pozostanie bez zmian, w doliczonym czasie gry na 4:0 podwyższył Łukasz Zjawiński.

Na oddzielną wzmiankę zasługuje wypowiedź trenera Zagłębia Sosnowiec po tym meczu:
– Niektórych piłkarzy ten stadion przytłoczył i przez 15 minut nasi zawodnicy nie wiedzieli, co robić na boisku. Może gdzieś było za duże ciśnienie na piłkarzach i może sobie z tym nie poradzili.

Naprawdę jest to oryginalne tłumaczenie tak wysokiej porażki. Jeżeli obecność 8432 kibiców może działać przytłaczająco, to coś jest tam bardzo nie tak. Oczywiście należy to traktować z przymrużeniem oka, bo to wygląda na bardzo tanią próbę usprawiedliwiania kolejnej porażki. Warto byłoby jednak skupić się na błędach taktycznych, bo w Sosnowcu Fortuna 1. Liga zaczyna odjeżdżać. Nie widać tam żadnych podstaw do tego, by wierzyć w utrzymanie.

Skuteczność nadal do poprawy

Lechia Gdańsk przedłużyła swoją serię i ma już na koncie pięć wygranych z rzędu. W teorii wszystko wygląda prawie idealnie, bo dorobek piętnastu strzelonych goli w tych meczach jest bardzo okazały. Nadal są jednak pewne mankamenty, nad którymi trener i cały sztab muszą mocno pracować. Mowa tu przede wszystkim o napastnikach, bo z ich skutecznością w tym roku jest jeszcze większy problem niż jesienią. Na ten moment Tomas Bobcek i Łukasz Zjawiński mają na swoim koncie po jednym golu w tym roku.

Nasza skuteczność nie pozwoliła odnieść jeszcze bardziej efektownego zwycięstwa. Mamy na co poświęcić czas przez te dwa tygodnie i mam nadzieję, że doprowadzimy do tego, że będziemy bardziej skuteczni. Sam ze zniecierpliwieniem czekam na więcej – Szymon Grabowski na konferencji pomeczowej.

Szczególnie postawa Słowaka zaczyna mocno niepokoić. Przecież jeszcze niedawno zanotował najlepsze spotkanie w sezonie, gdy w meczu z Wisłą Płock do gola dołożył dwie asysty. Wtedy wydawało się, że to wszystko idzie w dobrym kierunku, aż następnie stało się zupełnie inaczej. Jego wpływ na grę drużyny jest nadal spory, ale oczywiście napastnika należy rozliczać z goli. Na dłuższą metę ogólne dobre wyniki nie będą mogły przysłaniać tej skuteczności, o ile się to nie poprawi już po przerwie reprezentacyjnej.

Patrząc na to nieco przychylniej, z całą pewnością korzyścią jest fakt, że wielu ofensywnych zawodników odpowiada za strzelanie goli. Świetnie to pokazuje charakter całej drużyny i umiejętność brania odpowiedzialności za wynik. Jak ktoś ma gorszy dzień, to do siatki trafia ktoś inny. W meczu z Zagłębiem nieco schowany był Maksym Chłań, więc drugi skrzydłowy Camilo Mena zrobił, co trzeba. Niedługo do drużyny dołączą Luis Fernandez i Bohdan Viunnyk, więc i siła ataku jeszcze wzrośnie. Dodatkowo zwiększona rywalizacja powinna lepiej podziałać na dwóch wspomnianych snajperów.

Mena coraz ważniejszą postacią

Jesienią Camilo Mena był mocno krytykowany przez kibiców za brak odpowiednich decyzji pod bramką rywala. Mimo regularnej gry cały czas brakowało u niego konkretów, chociaż jego współpraca na prawej stronie z Dawidem Bugajem wyglądała pozytywnie. Były dyskusje o tym, czy aby nie lepiej wystawiać za niego Jakuba Sypka bądź Kacpra Sezonienkę. Szymon Grabowski podchodził do tego jednak ze spokojem i można rzec, jak zwykle wychodzi na jego. Przerwa zimowa mocno pomogła młodemu Kolumbijczykowi i w tej rundzie w końcu można oglądać jego lepszą wersję:
Wisła Płock (gol)
Znicz Pruszków (asysta)
Resovia Rzeszów (gol)
Zagłębie Sosnowiec (gol)

Trzy bramki i asysta w pięciu meczach, a w całej rundzie jesiennej jego dorobek to gol i dwie asysty. Postęp? Jak najbardziej widoczny. Każde kolejne dobre spotkanie na pewno będzie Menę dodatkowo budować, bo trzeba zaznaczyć, że nadal miewa sytuacje, gdzie mógłby zachować się lepiej. Jest ich jednak coraz mniej i tutaj duże brawa dla sztabu szkoleniowego, bo potrafili do niego trafić i efektem tego Camilo odpowiednio się rozwija.

Komentarze
Krzysiek (gość) - 1 miesiąc temu

Lechia Gdańsk daje ostatnio czadu - biało-zieloni są mega zgrani na boisku ;)

Odpowiedz
Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze