Co najważniejsze, Lech Poznań awansuje do ćwierćfinału Pucharu Polski. „Kolejorz” wykonał swoje zadanie w Gdyni pokonując Arkę 1:0 i można rzec, że trzyma się przy życiu. Nie jest to zwykłe zwycięstwo na liderem Fortuna 1. ligi, ale triumf, który daje możliwość wciąż walczenia o dublet. Było wiele obaw przed tym spotkaniem, ale skończyło się wszystko szczęśliwie dla Johna van den Broma, który dał sobie czas tym awansem.
Być może zwycięstwo nad zespołem pierwszoligowcem to nie jest coś nadzwyczajnego dla takiego klubu jak Lech Poznań, ale tu chodziło o coś więcej. Ewentualna przegrana byłaby katastrofą i czymś nie do wybaczenia. W zasadzie można by zamknąć sezon i się rozejść. Zapewne już bez Holendra na ławce. Mimo że ciężko chwalić „Kolejarza” po tym meczu, to wciąż jest w grze o dublet. Nadal może zakończyć ten sezon sukcesem i z pucharami w gablocie, na które wszyscy liczą.
Przełamanie Marchwińskiego i Velde dający czadu
Mimo że Lech Poznań mierzył się pierwszoligowcem, to w Wielkopolsce był bardzo duży niepokój przed tym spotkaniem. Nikt raczej nie nastawiał się na łatwy mecz. Wszyscy spodziewali się, że będzie ciężko i mogą nastąpić komplikacje. Nie tylko dlatego, że Arka Gdynia jest w rewelacyjnej formie i zajmuje pozycję lidera na zapleczu ekstraklasy, ale również wpływ na to miała obecna niepewna postawa „Kolejorza”.
Kibice w Poznaniu już przyzwyczaili się, że takie mecze potrafią być zgubne. Tym razem mogło być podobnie. Większość pierwszej połowy wskazywało na to, że Arka Gdynia bardzo mocno postawi się Lechowi. Arkowcy wychodzili z kontrami, które wprawiły w osłupienie kibiców Lecha. Wręcz Karol Czubak powinien otworzyć wynik spotkania. To nie tak, że był to lekki, łatwy i przyjemny mecz dla Filipa Bednarka. Podziękować może za to swoim kolegom. Zwłaszcza Antonio Miliciovi, który nie jest sobą ostatnio i popełnia bardzo głupie błędy. W Gdyni też się nie popisał.
Bramka Filipa Marchwińskiego wylała miód na serca poznańskich kibiców. Wszyscy odetchnęli z ulgą, że udało się pokonać . Trochę uspokoić ten niepewny mecz. Tak bardzo ważny mecz, bo przecież w przypadku przegranej John van den Brom nie miałby po co wracać do Poznania.











