Znów mecz przy Bułgarskiej dostarczył emocji. Czy usatysfakcjonował obie drużyny? Cóż, GKS Katowice wywiózł punkt z terenu mistrza Polski raptem trzy dni po rozegraniu 120 minut z Rakowem Częstochowa w Pucharze Polski. Nie brzmi to tak źle. Lech w drugiej połowie ratował mecz – ta sztuka się udała, ale przed pierwszym gwizdkiem kibice „Kolejorza” liczyli chyba na nieco więcej.
Lech Poznań – GKS Katowice. Znów gorąco przy Bułgarskiej
Poprzedni mecz domowy Lecha Poznań był starciem z Rakowem Częstochowa. Gospodarze po bardzo zaciętym spotkaniu wygrali 4:3. Tym razem nie brakowało bramek i emocji, jednak na dobry futbol z obu stron – w przeciwieństwie do meczu z „Medalikami” – musieliśmy czekać do drugiej połowy. Pierwsza część nie zapowiadała tylu emocji. Zresztą za każdym razem, gdy Lech wyrównywał, nie wydawało się, że GKS Katowice pozbiera się i ponownie wyjdzie na prowadzenie, a taka sytuacja miała miejsce aż dwukrotnie.
Bardzo spokojna pierwsza połowa to w ogromnej części zasługa GKS-u Katowice. „Gieksa” przejęła kontrolę nad meczem. Nie grała turboofensywnie, szukała swoich sytuacji po wrzutkach czy stałych fragmentach gry, starannie także wykorzystywała prezenty Lecha Poznań. Katowiczanie także wykorzystywali atuty fizyczne, które stoją na bardzo wysokim poziomie w przypadku Ilii Szkurina, Emana Markovicia czy defensywnych graczy takich jak Arkadiusz Jędrych. Z dobrej strony zaprezentował się także debiutant Marius Olsen.
Lech Poznań – GKS Katowice. W pierwszej połowie lepsza „Gieksa”
„Kolejorz” był bardzo niechlujny. Niedokładne przyjęcia, podania. W 21. minucie piłkę otrzymał Joel Pereira, źle przyjął, dzięki czemu goście wywalczyli aut. W środku pola dużo lepiej radził sobie duet Sebastian Milewski – Damian Rasak niż Pablo Rodriguez z Antonim Kozubalem. Jeśli chodzi o Lecha, non stop pojawiały się straty, nieprzemyślane podania i błędy w defensywie. GKS Katowice w środku był zaś bardziej kreatywny i spokojny. Gdy było trzeba, potrafił też grać z pominięciem drugiej linii i długimi, wysokimi podaniami szukać wychodzących na dobieg Szkurina czy Markovicia.
To Lech Poznań wygląda jakby parę dni temu męczył się 120 minut w Pucharze Polski. Gieksa robi co chce. #LPOGKS
— Ziemowit Dziopa (@dziopixz) April 12, 2026
— Jeden z gorszych meczów, jaki rozegrałem w Lechu po powrocie, dramat. Zdobyliśmy jednak ważny punkt, choć drużynowo czujemy się rozczarowani, bo liczyliśmy na więcej – w krytyczny sposób podsumował mecz 22-latek.
To wszystko zaprocentowało, najpierw golem Emana Markovicia po kapitalnej wrzutce Alana Czerwińskiego. Lech Poznań obudził się, ale na niewiele się to zdało. Strzały oddawał Joel Pereira – tutaj czujnie interweniował dobrze wyglądający Rafał Strączek, następnie dobrą sytuacje miał Mikael Ishak. Po raz kolejny golkiper gości nie dał się zaskoczyć.
Pierwsza połowa z perspektywy GKS-u Katowice wyglądała nieźle. Wszystko szło zgodnie z planem. Lech Poznań miał trudności, by przenieść grę pod pole karne Strączka, był mało kreatywny, brakowało też groźnych sytuacji. W pierwszej połowie „Kolejorz” oddał cztery strzały, jego rywale aż dziesięć. Podopieczni Rafała Góraka wykręcili ponaddwukrotnie wyższe xG – w tej statystyce było 0,65 do 0,29.
— W pierwszej połowie każdy z moich zawodników wypadł gorzej, niż mnie do tego przyzwyczaił. Dzisiaj nie było poziomu prezentowanego z reguły przez piłkarzy. Jestem bardzo niezadowolony z tego, jak to wyglądało. Jestem jednak pewien, że jesteśmy w stanie wrócić na odpowiedni poziom. […] W przerwie krzyczałem nieco głośniej niż zazwyczaj. Przede wszystkim artykułowałem, że mam wyższe oczekiwanie od moich zawodników niż to, co pokazywali na boisku. Nawoływałem do tego, że musimy stanąć na wysokości zadania w drugiej połowie – nie krył niesmaku po pierwszej części Niels Frederiksen.
Lech Poznań – GKS Katowice. Zdenerwowany Niels Frederiksen
Podwyższenie stopnia decybeli i wyartykułowanie frustracji przez Frederiksena być może pomogły w drugiej odsłonie spotkania, lechici rozpoczęci ją bowiem od bramki na wyrównanie. Ali Gholizadeh świetnie zagrał do wbiegającego Pablo Rodrigueza, Hiszpan zagrał w stronę Mikaela Ishaka, piłka jednak odbiła się od źle ustawionego Arkadiusza Jędrycha, który strzelił gola samobójczego. Dziesięć minut później GKS Katowice wypracował piękną akcje. Bartosz Nowak pięknie zagrał do Ilii Szkurina. Piłkarze Lecha wokół niego padali jak muchy, próbując dobrać się do piłki i wyrzucić ją z dala od bramki, Białorusin oddał jednak strzał i pokonał Bartosza Mrozka.
Ponownie „Gieksa” próbowała tego, co żarło. Strzały z dystansu, wrzutki, stałe fragmenty gry. Przewagi nie udało się powiększyć, tym razem Daniel Hakans dostał bowiem kapitalne podanie od Luisa Palmy. Dużo wolnej przestrzeni na lewej stronie, autostrada do bramki Strączka, wystarczy minimalnie ściąć w kierunku pola karnego i strzelić w okno. Sytuacja skrojona idealnie pod Daniela Hakansa, Fin musiał to wykorzystać. Był to jego pierwszy gol po długiej przerwie spowodowanej kontuzją.
Lech Poznań – GKS Katowice. Wet za wet
I znów w Poznaniu wydawało się, że jest spokojnie. Po raz kolejny, daremnie. Marcin Wasielewski wrzucił, piłkę przyjął niepilnowany Erik Jirka. Z linii przytomnie wybił ją Wojciech Mońka, jednak ta zaprzyjaźniła się z nogą Emana Markovicia, który pewnie strzelił drugiego gola. Po raz kolejny był tam, gdzie zespół go potrzebował.
Dosłownie chwilę później pod polem karnym GKS-u Katowice Ali Gholizadeh po profesorsku zagrał do Luisa Palmy. Honduranin znalazł się w takiej pozycji, że grzechem byłoby zmarnowanie tak dogodnej sytuacji. Oddał pewny strzał i ustawił wynik.
W 1. minucie – strata Antoniego Kozubala, potem jednak naprawił swój błąd, piłkę wybił Pablo Rodriguez. Pierwsze 10 minut – Lech Poznań kontroluje grę, trochę niepotrzebnych strat, najgroźniejsza sytuacja – GKS Katowice po rzucie rożnym, z główki gola był bliski Borja Galan.
„Gieksa” próbuje ukąsić głównie z rzutów rożnych – po kwadransie gry ma ich już cztery. Lech ma problemy z przeniesieniem gry na połowę rywala. Jest bardzo niedokładny, ma problemy z celnością podań, przyjęciem piłki. W 21. minucie dobre zagranie do Joela Pereiry na drugą stronę boiska, jednak źle przyjął, „Gieksa” wywalczyła aut.
Wygrać mógł każdy
Gdybać po tym mecz może każdy. Bo przecież pod koniec spotkania świetnie strzelił głową Yannick Agnero, ale „Gieksę” uratował Rafał Strączek. Jeszcze jedno wyjście sam na sam miał Daniel Hakans, ale również musiał uznać wyższość golkipera GKS-u. A i Katowiczanie w pierwszej połowie mogli bezlitośniej wykorzystać deficyty w kreatywności i straty w środku pola Lecha Poznań. W 22. minucie Ilia Szkurin przecież miał świetną szansę na gola. Dobra pozycja, dużo przestrzeni, zbyt rozproszona defensywa Lecha, brakowało jedynie groźniejszego strzału.
Koniec końców więcej gdybać będą kibice Lecha. Bo znowu zabrakło spotkania, które od początku do końca zostaje rozegrane co najmniej poprawnie. Umiejętność ratowania meczów, grania do końca, nadrabiania niekorzystnych rezultatów jest bardzo ważna, ale gdy walczy się o tytuł mistrzowski – nawet w tak pokręconym sezonie – jeszcze istotniejsze jest niedopuszczanie do sytuacji, w której traci się aż trzy gole na własnym stadionie. Ci, którzy ze spokojem w głosie i ponadprzeciętną pewnością siebie ochrzcili Lecha Poznań jako zdobywcę drugiego z rzędu tytułu mistrza kraju, muszą jeszcze poczekać. Sezon jeszcze trwa, Lech wciąż ma swoje demony, choć oczywiście sporo problemów z rundy jesiennej udało się rozwiązać.
Warto było czekać przez te wszystkie lata na GKS Katowice. Piękne widowiska tworzą. Kibicowsko też top!
— Piotr Koźmiński (@UEFAComPiotrK) April 12, 2026
Kibice GKS-u muszą marzyć
GKS Katowice z kolei znów zdobywa ważne punkty. To remis ważny także z perspektywy budowy pewności siebie. Wydarcie punktu mistrzowi Polski, rozgrywając mecz chwilę po 120-minutowej męczarni z Rakowem Częstochowa to duża rzecz. Pod kątem zaangażowania, teamworku, cech wolicjonalnych Rafał Górak stworzył najlepszą drużynę w lidze.
Znakomita do oglądania 2. połowa. Fakty są takie: całościowo Lech zepsuł sprawę, zawiódł, a dla GKS-u pełen szacunek za ten mecz i postawę w ostatnim czasie. #LPOGKS 3:3
— Rafał Wolski (@rwolski75) April 12, 2026
— Kibice GKS-u nie mają prawa nie marzyć. Muszą marzyć, muszą nas wspierać, te marzenia niekiedy muszą być na wyrost, żeby w nas je rozpalać, żeby wiedzieli, że w takich rzeczach jest taka duża siła. Nic nie pomaga drużynie tak jak frekwencja na trybunach i doping. Dzisiaj również było cudownie i wyobrażam sobie, jak zawodnicy doceniają to, co dzieje się na trybunach. Bardzo proszę kibiców, żeby mieli marzenia, rozpalali je w nas i to nie gasło, bo w Katowicach jest piękny czas dla piłki nożnej – zaapelował po meczu Rafał Górak
Lech Poznań po tym spotkaniu utrzymuje prowadzenie w PKO BP Ekstraklasie. Jego przewaga uszczupliła się do dwóch punktów nad drugim Zagłębiem Lubin. GKS Katowice jest siódmy i traci zaledwie trzy punkty do 4. miejsca i zarazem pierwszego premiowanego awansem do eliminacji do europejskich pucharów.