2,77 xG Lecha Poznań, 1,93 – Rakowa Częstochowa. 24 strzały „Kolejorza”, 14 „Medalików”. Pięć żółtych kartek, kilka interwencji systemu VAR, siedem goli. Robi wrażenie, prawda? Tej historii nie da się jednak opowiedzieć w liczbach. Napisały ją ekipy Nielsa Frederiksena i Łukasza Tomczyka przy Bułgarskiej, w pierwszą niedzielę marca. Mecz sezonu. Absolutne kino.
Lech Poznań-Raków Częstochowa. Kuriozalny błąd na dzień dobry
Najpierw Michał Gurgul popełnił błąd przy rozegraniu, Patryk Makuch dzięki temu dopadł do piłki, wyszedł jeden na jednego z Bartoszem Mrozkiem, który w obronie własnej bramki sfaulował ofensywnego pomocnika. Decyzja mogła być jedna, Frankowski wskazał na jedenasty metr, z którego pewnie uderzył Jonathan Braut Brunes. Mija parę minut, Ali Gholizadeh oddaje strzał, który odbija się od ręki Ariela Mosóra. Arbiter pierwotnie nie przerywa gry, po wysłuchaniu opinii z wozu VAR podejmuje decyzję i wskazuje na jedenasty metr dla „Kolejorza”. Futbolówkę ustawia Mikael Ishak i pewnie wyrównuje. Minuta 36. – Karol Struski wrzuca do Brunesa, Norweg z szansą na powiększenie dorobku bramkowego – tym razem interweniuje Bartosz Mrozek, piłka jednak odbija się od niego, ląduje pod nogami Jeana Carlosa. „Medaliki” wracają na prowadzenie.
Gola do szatni ustrzelił Luis Palma po świetnej asyście Ali Gholizadeha, którego to obsłużył technicznym, kapitalnym zagraniem Pablo Rodriguez. Przerwa, doskonały czas na zażycie tabletek na nadciśnienie i impreza nie zwalnia. 10 minut ostrzału „Kolejorza” zaowocowało kolejną znakomitą akcją. Ali Gholizadeh zagrywa na dobieg do Mikaela Ishaka, broni Oliwer Zych – piłka odbija się od bramkarza, przy niej trochę niespodziewanie znajduje się Antonio Milić. Doświadczony Chorwat z zimną krwią strzela, Lech Poznań po raz pierwszy w tym meczu jest na prowadzeniu. Na liczniku pięć goli, a nie minęła nawet godzina gry.
Niecałe 20 minut ekstazy przy Bułgarskiej, bo jak piłkę do rzutu wolnego ustawia Ivi Lopez, już podświadomie czuje się, że zaraz padnie gol. I tak było. Show trwało dalej. Wydawało się, że może teraz karuzela się zatrzyma, ale nie, skądże. Raków znów uwierzył, że może wygrać i miał ku temu logiczne uzasadnienie – strzelił w tym meczu już trzy gole, to jakim problemem będą kolejne?











