Cracovia podejmowała Arkę Gdynia w ramach 28. kolejki PKO BP Ekstraklasy w meczu, w którym nikogo nie satysfakcjonował remis. Finalnie spotkanie zakończyło się podziałem punktów i „Pasy” mają czego żałować. Zespół Luki Elsnera zaprezentował się naprawdę dobrze, jednak czegoś zabrakło, aby wygrać drugi mecz z rzędu przed własnymi kibicami.
Oczy się cieszyły
Cracovia zaprezentowała grę, która była przyjemna dla oka. W niedzielne południe widzieliśmy piłkarzy, którzy chcieli tworzyć sytuację bramkowe w sposób kreatywny. Dostrzegaliśmy wiele prób ataków poprzez szybką wymianę podań na małej przestrzeni. Gracze Luki Elsnera wyglądali na zespół, który rozumie się na boisku. Środkowa linia nie bała się odważnego prowadzenia rywalizacji z Arką Gdynia. Mateusz Klich i Amir Al-Ammari spisali się bardzo solidnie. Chociaż reprezentant Iraku zanotował mniej celnych podań od byłego reprezentanta Polski, musimy wyróżnić pass z 17. minuty tej potyczki. Gabriel Champentier wzorowo wykorzystał szansę, którą zapoczątkował dla niego jego kolega z drużyny.
Pau Sans był aktywny w tej rywalizacji. Hiszpan nie trzymał się swojej prawej strony, ale często schodził do środka i w pierwszej połowie szukał gry na klepkę z napastnikiem z Kongo. Boczne sektory boiska podłączały się w akcje ofensywne i obrońcy wspierali zamiary pokonania Jędrzeja Grobelnego. Najlepszym przykładem na to jest bramka na 2:2, która padła po zamknięciu dośrodkowania Ajdina Hasicia przez Mauro Perkovicia.
Czego zabrakło?
Cracovia była kompletna, jeśli chodzi o aspekty gry do przodu. Podopieczni Luki Elsnera uderzali zza pola karnego. Bramkarz Arki musiał interweniować po rzutach różnych w wykonaniu „Pasów”. Nie było problemów z budowaniem ataków w fazach przejściowych. Fani radowali się dwukrotnie po tym, jak piłka znajdowała się w bramce, a i tak całe środowisko gospodarzy czuje niedosyt po tej rywalizacji. Odpowiedź na pytanie czego zabrakło jest bardzo prosta, ale trudna do zrealizowania. Decyzyjność i złe wybory – tak brzmi odpowiedź na kluczowe zagadnienie dla zawodników słoweńskiego trenera.
Druga połowa klarowała się pod dyktando Cracovii, jednak możliwości na zadanie decydującego ciosu zostały zaprzepaszczone. Ajdin Hasić dostał wystawkę od Mateusza Praszelika, lecz on przyjął piłkę zamiast uderzać od razu z lewej nogi. Ta poprawka okazała się punktem kulminacyjnym dla losów tej sytuacji. Krakowanie wpadali w pole karne gości, ale kilkukrotnie brakowało podjęcia dobrej decyzji.











