To był spacerek. Rozgrzewka przed Djurgardens. Choć było to na pozór bardzo łatwe zwycięstwo, to z pewnością bardzo ważne zwycięstwo. Lech Poznań zmazał plamę z ostatnich słabych występów w lidze i dosłownie przejechał się po do bólu bezbarwnej Lechii.
Pierwszy skład Lech zrobił różnicę i nie dał żadnych szans będącej w strefie spadkowej Lechii. Zresztą wynik 5:0 chyba mówi wszystko. To była masakra piłą łańcuchową. Nie było co zbierać. Udało się dobrze nastroić przed Djurgardens, zainkasować trzy punkty w walce o podium i odbudować choćby Kristoffera Veldego.
Szeroka kadra?
Lech Poznań przed sezonem szczycił się i chwalił wyrównaną kadrą, która spokojnie jest w stanie sobie poradzić na trzech frontach. Tym razem wyciągnięto wnioski sprzed dwóch lat, gdy sukces w europejskich pucharach był pocałunkiem śmierci. Przyznajemy, że wyglądało to nie tylko na mydlenie oczu, ileale jak na faktyczny stan rzeczy. Spoglądając na tę kadrę przed sezonem czy po awansie do fazy grupowej, można by spokojnie zgodzić się z tym stwierdzeniem.
Zawsze jednak prędzej czy później przychodzi weryfikacja. Zazwyczaj dla polskich klubów brutalna. Lech Poznań i John van den Brom jednak nie upadli gdzieś na miejsca poniżej 10., ale dzielnie trzymają się czołówki i wciąż walczą o podium, czyli taki cel minimum na ten sezon. Za to naprawdę trzeba pochwalić „Dumę Wielkopolski”. Udało się rotować składem na tyle, że na dwóch frontach „Kolejorz” prezentuje się dobrze. Zawalił jedynie Puchar Polski, a zrobił to w sumie drugi garnitur z Arturem Rudką na czele.
Lech Poznań – zmiennicy niegodni zaufania
Wbrew pozorom jednak to, że sytuacja Lecha jest wciąż dobra i stoi on właśnie przed wielką szansę na ogromny sukces, nie oznacza, że na każdej pozycji ma dwóch równorzędnych graczy. Mało tego, jego gra opiera się w zasadzie na 15 zawodnikach, którzy trzymają poziom. Co potrafi się dziać, gdy John van den Brom daje pograć innym, pokazał mecz we Wrocławiu, a przed „Kolejorzem” kolejny bardzo intensywny okres, w którym rotacje będą nieuniknione.
I jak w defensywie John van den Brom raczej bez obaw może dać odpocząć Bartoszowi Salamonowi czy Joelowi Pereirze – choć i tutaj już pojawiają się wątpliwości – tak w ofensywie jest totalna posucha. Wyciągasz Ishaka i Skórasia i ta drużyna nie istnieje. To, co potrafią ich zmiennicy, już udowodnili. Trudno zaufać Gio Citaishviliemu czy Filipowi Marchwińskiemu, a jak Artur Sobiech jest zdrowy, to mamy święto lasu. Do spotkania z Lechią do tego grona dołożylibyśmy Veldego, ale ten przypomniał sobie, jak gra się w piłkę.











