W czwartek o godzinie 19:00 Lech Poznań, Legia Warszawa i Ruch Chorzów rozpoczną batalię o awans do kolejnej rundy Ligi Europy. Przeciwnikami w pierwszych meczach III rundy kwalifikacyjnej będą odpowiednio AIK Solna Sztokholm, SV Ried i FC Viktoria Pilzno.
AIK Solna Sztokholm – Lech Poznań
W pierwszych dwóch rundach eliminacyjnych do fazy grupowej Ligi Europy lechici trafili na dość egzotyczne i mało znane zespoły, toteż możemy wysuwać wnioski, iż podopieczni Mariusza Rumaka do meczów podchodzili nieco zmęczeni. Teraz wymówek szukać już nie można. Sztab szkoleniowy Lecha może bez problemu rozpracować swojego przeciwnika, a do Szwecji, gdzie rozegrany zostanie pierwszy mecz pomiędzy obydwoma zespołami, uda się prosto z Niemiec. Poznaniacy właśnie tam – a dokładniej w miejscowości Bad Goegging – przygotowywali się do pojedynku III rundy kwalifikacyjnej.
Aleksandar Tonew strzelający na bramkę Żetysu (fot. Hanna Urbaniak / iGol.pl)
Niewielkim faworytem bukmacherów w meczu AIK-u z Lechem są gospodarze, na których średni kurs wynosi 2,2 (3,3 to kurs na remis, a 3,2 na zwycięstwo Polaków). Nikogo szczególnie dziwić to nie powinno. Sztokholmski zespół jest obecnie w środku ligowego sezonu i w tabeli zajmuje na ten moment trzecią lokatę, będąc jedynie za Elfsborgiem i Malmo. Na korzyść AIK-u przemawia również atut własnego boiska, a także bardzo solidna linia defensywna, z którą wiele problemów mogą mieć nieskuteczni napastnicy Lecha. Największą gwiazdą obrony jest bez wątpienia Nils-Erik Johansson, który swoje pierwsze piłkarskie kroki stawiał w Bayernie Monachium. Tam oszałamiającej kariery nie zrobił, ale w kolejnych zespołach z powodzeniem prezentował swoje piłkarskie umiejętności.
Sami lechici zwracają uwagę na styl gry swojego czwartkowego przeciwnika. – Wydaje się, że AIK ma nieco większy potencjał niż Khazar i na pewno będzie trudnym przeciwnikiem. Styl gry oparty jest przede wszystkim na długich podaniach do napastnika, który z kolei zgrywa piłki do skrzydłowych. Na to na pewno musimy się nastawić i zachować czujność w takich sytuacjach – twierdzi Hubert Wołąkiewicz, defensor poznańskiego zespołu. Z klasy rywala zdaje sobie sprawę również Krzysztof Kotorowski: – AIK to dobry przeciwnik i na pewno trzeba być maksymalnie skoncentrowanym. Musimy zrobić wszystko, by narzucić swoje warunki.
Luis Henriquez powinien być częstym bywalcem pod polem karnym AIK-u (fot. Hanna Urbaniak / iGol.pl)
Narzucenie swoich warunków będzie możliwe tylko wtedy, gdy poznaniacy w pełni wykorzystają swój potencjał. Trener Mariusz Rumak nie ma żadnych problemów kadrowych i może desygnować do gry najlepszych zawodników. Jedyną wątpliwość wzbudzał Jasmin Burić, który zmagał się z przeziębieniem, ale ostatecznie otrzymał powołanie na to spotkanie. Do kadry po meczowym zawieszeniu wraca ponadto Szymon Drewniak, który zastąpi Tomasza Kędziorę. Jakiego pojedynku należy się spodziewać? Nie powinno być to spotkanie do jednej bramki. AIK nie należy do drużyn mocnych w ofensywie i w II rundzie kwalifikacyjnej (na niej też Szwedzi rozpoczynali bój o Ligę Europy) zawodnicy mogli mocno obawiać się o swoją przyszłość. Rywalem sztokholmczyków był islandzki Hafnarfjördur, który wywiózł ze stolicy Szwecji cenny remis 1:1. AIK sprężył się jednak w rewanżu i pokonał swojego przeciwnika 1:0, awansując do kolejnej rundy. Wypada liczyć na to, że Mariusz Rumak zdecyduje się ustawić swoją drużynę w miarę ofensywnie, bo wywalczenie zwycięstwa jest jak najbardziej możliwe, o ile napastnicy lechitów wykażą się należytą skutecznością. Nie można oczywiście zapomnieć o defensywie, ale – jak już zauważyli sami poznaniacy – ofensywa do mocnych stron AIK-u nie należy.
SV Ried – Legia Warszawa
Zdecydowanie to może zbyt wielkie słowo, ale legioniści bez wątpienia mają łatwiejszego rywala niż poznaniacy. Chodzi przede wszystkim o doświadczenie, a dokładniej jego brak. SV Ried to drużyna złożona przede wszystkim z młodych zawodników, którzy dopiero wkraczają w europejską piłkę i wcześniej nie mieli z nią zbyt wiele styczności. Legia również na międzynarodowej scenie nie może pochwalić się licznymi osiągnięciami, ale ma w zespole zawodników, którzy mogą i będą rywalizować o jak najlepsze wyniki w Lidze Europy. Odpadnięcie Legii z austriackim SV Ried byłoby wielką niespodzianką – nawet porażkę w czwartkowym meczu, pomimo faktu, że jest on wyjazdowy, trzeba będzie rozpatrywać w kategoriach niespodzianki. Niemniej jednak, podobnie jak w przypadku Lecha Poznań, również i w tym pojedynku bukmacherzy dają minimalnie większe szanse na zwycięstwo Austriakom.
Czy Danijel Ljuboja zagra przeciwko SV Ried od pierwszej minuty? (fot. Rafał Rusek /iGol.pl)
To, że Legia jest faworytem, już ustaliliśmy. SV Ried ma jednak przewagę nad polską ekipą w postaci większego ogrania i być może lepszej formy fizycznej. „Wikingowie” rozpoczęli już bowiem rozgrywki ligowe. W austriackiej Bundeslidze rozegrano dwie kolejki, po których przeciwnik warszawskiej ekipy ma na swoim koncie trzy punkty wywalczone w pierwszej serii gier przeciwko Admirze, która została pokonana 2:0. „Czarno-zieloni” rozegrali także dwa spotkania w II rundzie kwalifikacyjnej do Ligi Europy. Przeciwnikiem był białoruski Szachtior Soligorsk, z którym austriacka drużyna wcale nie miała lekko. W pierwszym meczu na Białorusi padł remis 1:1 i to właśnie zdobyta na wyjeździe bramka dała drużynie awans, ponieważ w rewanżu na Keine Sorgen Arena gole nie padły.
– Jeżeli zawodnicy z Warszawy nie zlekceważą rywala, to jestem pewien ich awansu – to słowa Macieja Śliwowskiego, byłego polskiego zawodnika, który w swojej karierze występował w obydwu klubach. – Jeżeli stołeczna drużyna nie da się sprowokować, zagra twardo i mądrze taktycznie, to stać ją na wygraną. Jestem pewien, że legioniści będą posiadali przewagę techniczną, ale nie mogą tylko na tym bazować – dodał. Trudno się z tym nie zgodzić, bo Jan Urban, trener warszawiaków, ma do dyspozycji praktycznie wszystkich swoich zawodników. Do kadry na ten mecz wracają Ivica Vrdoljak i Danijel Ljuboja. Obydwaj bałkańscy piłkarze borykali się ostatnimi czasy z pomniejszymi urazami, jednak ostatecznie będą do dyspozycji selekcjonera. Poza kadrą nadal znajdują się natomiast Rafał Wolski i Dickson Choto.
Kibice Legii mają nadzieję, że będą oglądać mnóstwo takich obrazków (fot. Rafał Rusek /iGol.pl)
Wytypowanie wyjściowej jedenastki Legii jest jednak dość trudnym zadaniem. Pomimo powrotu do kadry Ljuboli i Vrdoljaka nie wiadomo, czy obydwaj wybiegną w czwartkowy wieczór w pierwszym składzie. Stołeczni bez wątpienia mają problem w linii defensywnej. W II rundzie kwalifikacyjnej przeciwko Metalurgsowi Kuciak trzykrotnie był sprawdzany przez ofensywę Łotyszy i trzykrotnie wyciągał piłkę z siatki. Nie wiemy oczywiście, czy Jan Urban zdecyduje się na przetasowania w linii obrony, ale bez wątpienia musi podjąć jakieś kroki, ponieważ z taką defensywną formą legioniści zbyt wiele w Lidze Europy nie osiągną. Wszystko wskazuje jednak na to, że Urban nie będzie zmieniał czwórki obrońców i w Austrii obejrzymy tych samych zawodników, co w meczu przeciwko łotewskiej ekipie.
Ruch Chorzów – FC Viktoria Pilzno
Ostatnim polskim zespołem, który w czwartek walczyć będzie o przepustkę do kolejnej fazy Ligi Europy, jest chorzowski Ruch. „Niebiescy”, w odróżnieniu od Lecha i Legii, swój pierwszy pojedynek III rudny kwalifikacyjnej rozegrają na własnym obiekcie, ale to ich rywal wydaje się najmocniejszy – mowa o czeskiej Viktorii Pilzno, w której nie brakuje zawodników, którzy akurat polskim kibicom muszą być doskonale znani. Piłkarze ci są zresztą jednymi z największych gwiazd ekipy z Pilzna. Daniel Kolar i David Limbersky – bo to o nich mowa – przyczynili się do wyeliminowania z Euro 2012 reprezentacji Polski. W drużynie Ruchu Chorzów nie ma co prawda żadnego reprezentanta Polski, który na mistrzostwach Europy zagrał, jednak Arkadiusz Piech i spółka będą chcieli bez wątpienia odpłacić się Czechom za zepsucie wielkiego piłkarskiego święta.
Arkadiusz Piech dołoży kolejne trafienie w eliminacjach do Ligi Europy? (fot. Rafał Rusek /igol.pl)
Podczas analizowania czeskiej drużyny to właśnie nazwiska Kolara i Limbersky’ego rzucają się w oczy. Żaden z nich na Euro 2012 bramki nie zdobył, ale obydwaj zaprezentowali się z naprawdę dobrej strony, zaostrzając apetyty swoich kibiców przed rozgrywkami Ligi Europy. Grę na europejskiej arenie Viktoria zapewniła sobie, zajmując trzecie miejsce w lidze w minionym sezonie. W II rundzie kwalifikacyjnej Czesi pokonali gruziński Metallurgist Rustawi – na wyjeździe 3:1, przed własną publicznością zaś 2:0. W pierwszym spotkaniu jedną z bramek zdobył wspomniany Kolar. 27-letni pomocnik cieszył się w tym sezonie już z dwóch trafień. W miniony weekend wystartowała bowiem liga czeska, w której na inaugurację Viktoria pokonała 3:0 FC Hradec Kralove.
Z klasy i siły przeciwnika zdają sobie sprawę sami chorzowianie, którzy są przygotowani na bardzo trudny pojedynek. – Czeka nas zupełnie inny mecz niż z Metalurgiem Skopje. O przeciwniku opowiada nam trochę Pavel Sultes, który jest Czechem. Mówi, że to wymagający rywal. Wiem, że nasi trenerzy przygotują fachowy materiał na temat zespołu z Czech. Mam nadzieję, że każdy z nas odpowiednio się do tego spotkania przygotuje, poukłada sobie ten mecz w głowie – powiedział Maciej Sadlok. Na oficjalnej stronie internetowej „Niebieskich” pojawił się nawet specjalnie na tę okazję przygotowany film. Bramkarz Michal Pesković, pomocnik Marcin Malinowski oraz trener Tomasz Fornalik zachęcają w nim do przyjścia na stadion przy ul. Cichej, aby okazać chorzowianom wsparcie, bez którego pokonanie Viktorii bez wątpienia będzie dużo trudniejsze.
Trener Fornalik przy innej okazji informował ponadto, że jedynym osłabieniem Ruchu jest brak czeskiego zawodnika, Pavela Sultesa. Sultes ciągle skarży się na kontuzję stawu skokowego i najprawdopodobniej będzie jedynym niedostępnym dla szkoleniowca zawodnikiem. Swoim kolegom – o czym mówił Maciej Sadlok – będzie mógł pomóc tylko poprzez słowne instrukcje. Reszta piłkarzy ma się dobrze i w czwartkowy wieczór do boju posłana zostanie najmocniejsza jedenastka z możliwych – bardzo możliwa, że taka sama jak w rewanżowym pojedynku z Metalurgiem Skopje.
Co na temat szans polskich drużyn w czwartkowych spotkaniach sądzą redaktorzy iGola?
Maciej Deja, zastępca redaktora naczelnego:– Trzeba jasno powiedzieć, że wszystkie polskie zespoły są faworytami czekających ich konfrontacji. Zdecydowanie najłatwiejszą przeprawę powinna mieć Legia, forma podopiecznych Jana Urbana powoli idzie w górę, a przeciwnik to typowy średniak z nie najsilniejszej przecież ligi austriackiej. Nieco trudniejsze zadanie czekać będzie Ruch Chorzów, jednak dwa pewne zwycięstwa odniesione w poprzedniej rundzie mogą nastrajać optymistycznie. Z polskiego tria najmniejsze szanse na awans ma poznański Lech, któremu trudno będzie wyeliminować wicemistrza Szwecji bez solidnego snajpera w kadrze. Tak czy inaczej, poziom wszystkich przeciwników jak na razie nie powala i wypada mieć nadzieję, że przedstawiciele T-Mobile Ekstraklasy w komplecie awansują do decydującej rundy eliminacyjnej.
Artur Kurzawa, liga polska:– Przed nami bardzo ciekawe pojedynki, po których przekonamy się, w jakim miejscu znajduje się polska piłka. Oczywiście, jak wielu innych kibiców, chciałbym trzech zwycięstw naszych drużyn. Najtrudniejsze zadanie czeka Ruch Chorzów, ponieważ Viktoria Pilzno już w tamtym sezonie występowała w fazie grupowej Ligi Mistrzów i to ona jest faworytem czwartkowego spotkania. Bardzo jestem ciekaw występu Lecha. W swoich pierwszych meczach eliminacyjnych nie potrafił pokonać zdecydowanie niżej notowanych rywali i tylko dzięki bramkom strzelonym przy Bułgarskiej zagwarantował sobie awans kolejno do drugiej i trzeciej rundy. Drużyna AIK-u zajmuje obecnie trzecie miejsce w szwedzkiej lidze i fakt, że jest w ciągłej grze, może zgubić Lecha. Legia Warszawa, przynajmniej na papierze, ma najłatwiejszego przeciwnika. SV Ried w drugim meczu męczył się z białoruską drużyną z Soligorska. Nie pozostaje nic innego, jak zapewnić sobie awans w pierwszym meczu. Mimo że większość polskich drużyn jest faworytem w swoich meczach trzeciej rundy, to należy pamiętać o tym, że futbol jest nieprzewidywalny i nasi przeciwnicy również nie marzą o niczym innym jak o awansie do kolejnej rundy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego tekstu. Bądź pierwszy.
Dodaj komentarz
W czwartek o godzinie 19:00 Lech Poznań, Legia Warszawa i Ruch Chorzów rozpoczną batalię o awans do kolejnej rundy Ligi Europy. Przeciwnikami w pierwszych meczach III rundy kwalifikacyjnej będą odpowiednio AIK Solna Sztokholm, SV Ried i FC Viktoria Pilzno.
AIK Solna Sztokholm – Lech Poznań
W pierwszych dwóch rundach eliminacyjnych do fazy grupowej Ligi Europy lechici trafili na dość egzotyczne i mało znane zespoły, toteż możemy wysuwać wnioski, iż podopieczni Mariusza Rumaka do meczów podchodzili nieco zmęczeni. Teraz wymówek szukać już nie można. Sztab szkoleniowy Lecha może bez problemu rozpracować swojego przeciwnika, a do Szwecji, gdzie rozegrany zostanie pierwszy mecz pomiędzy obydwoma zespołami, uda się prosto z Niemiec. Poznaniacy właśnie tam – a dokładniej w miejscowości Bad Goegging – przygotowywali się do pojedynku III rundy kwalifikacyjnej.
Aleksandar Tonew strzelający na bramkę Żetysu (fot. Hanna Urbaniak / iGol.pl)
Niewielkim faworytem bukmacherów w meczu AIK-u z Lechem są gospodarze, na których średni kurs wynosi 2,2 (3,3 to kurs na remis, a 3,2 na zwycięstwo Polaków). Nikogo szczególnie dziwić to nie powinno. Sztokholmski zespół jest obecnie w środku ligowego sezonu i w tabeli zajmuje na ten moment trzecią lokatę, będąc jedynie za Elfsborgiem i Malmo. Na korzyść AIK-u przemawia również atut własnego boiska, a także bardzo solidna linia defensywna, z którą wiele problemów mogą mieć nieskuteczni napastnicy Lecha. Największą gwiazdą obrony jest bez wątpienia Nils-Erik Johansson, który swoje pierwsze piłkarskie kroki stawiał w Bayernie Monachium. Tam oszałamiającej kariery nie zrobił, ale w kolejnych zespołach z powodzeniem prezentował swoje piłkarskie umiejętności.
Sami lechici zwracają uwagę na styl gry swojego czwartkowego przeciwnika. – Wydaje się, że AIK ma nieco większy potencjał niż Khazar i na pewno będzie trudnym przeciwnikiem. Styl gry oparty jest przede wszystkim na długich podaniach do napastnika, który z kolei zgrywa piłki do skrzydłowych. Na to na pewno musimy się nastawić i zachować czujność w takich sytuacjach – twierdzi Hubert Wołąkiewicz, defensor poznańskiego zespołu. Z klasy rywala zdaje sobie sprawę również Krzysztof Kotorowski: – AIK to dobry przeciwnik i na pewno trzeba być maksymalnie skoncentrowanym. Musimy zrobić wszystko, by narzucić swoje warunki.
Luis Henriquez powinien być częstym bywalcem pod polem karnym AIK-u (fot. Hanna Urbaniak / iGol.pl)
Narzucenie swoich warunków będzie możliwe tylko wtedy, gdy poznaniacy w pełni wykorzystają swój potencjał. Trener Mariusz Rumak nie ma żadnych problemów kadrowych i może desygnować do gry najlepszych zawodników. Jedyną wątpliwość wzbudzał Jasmin Burić, który zmagał się z przeziębieniem, ale ostatecznie otrzymał powołanie na to spotkanie. Do kadry po meczowym zawieszeniu wraca ponadto Szymon Drewniak, który zastąpi Tomasza Kędziorę. Jakiego pojedynku należy się spodziewać? Nie powinno być to spotkanie do jednej bramki. AIK nie należy do drużyn mocnych w ofensywie i w II rundzie kwalifikacyjnej (na niej też Szwedzi rozpoczynali bój o Ligę Europy) zawodnicy mogli mocno obawiać się o swoją przyszłość. Rywalem sztokholmczyków był islandzki Hafnarfjördur, który wywiózł ze stolicy Szwecji cenny remis 1:1. AIK sprężył się jednak w rewanżu i pokonał swojego przeciwnika 1:0, awansując do kolejnej rundy. Wypada liczyć na to, że Mariusz Rumak zdecyduje się ustawić swoją drużynę w miarę ofensywnie, bo wywalczenie zwycięstwa jest jak najbardziej możliwe, o ile napastnicy lechitów wykażą się należytą skutecznością. Nie można oczywiście zapomnieć o defensywie, ale – jak już zauważyli sami poznaniacy – ofensywa do mocnych stron AIK-u nie należy.
SV Ried – Legia Warszawa
Zdecydowanie to może zbyt wielkie słowo, ale legioniści bez wątpienia mają łatwiejszego rywala niż poznaniacy. Chodzi przede wszystkim o doświadczenie, a dokładniej jego brak. SV Ried to drużyna złożona przede wszystkim z młodych zawodników, którzy dopiero wkraczają w europejską piłkę i wcześniej nie mieli z nią zbyt wiele styczności. Legia również na międzynarodowej scenie nie może pochwalić się licznymi osiągnięciami, ale ma w zespole zawodników, którzy mogą i będą rywalizować o jak najlepsze wyniki w Lidze Europy. Odpadnięcie Legii z austriackim SV Ried byłoby wielką niespodzianką – nawet porażkę w czwartkowym meczu, pomimo faktu, że jest on wyjazdowy, trzeba będzie rozpatrywać w kategoriach niespodzianki. Niemniej jednak, podobnie jak w przypadku Lecha Poznań, również i w tym pojedynku bukmacherzy dają minimalnie większe szanse na zwycięstwo Austriakom.
Czy Danijel Ljuboja zagra przeciwko SV Ried od pierwszej minuty? (fot. Rafał Rusek /iGol.pl)
To, że Legia jest faworytem, już ustaliliśmy. SV Ried ma jednak przewagę nad polską ekipą w postaci większego ogrania i być może lepszej formy fizycznej. „Wikingowie” rozpoczęli już bowiem rozgrywki ligowe. W austriackiej Bundeslidze rozegrano dwie kolejki, po których przeciwnik warszawskiej ekipy ma na swoim koncie trzy punkty wywalczone w pierwszej serii gier przeciwko Admirze, która została pokonana 2:0. „Czarno-zieloni” rozegrali także dwa spotkania w II rundzie kwalifikacyjnej do Ligi Europy. Przeciwnikiem był białoruski Szachtior Soligorsk, z którym austriacka drużyna wcale nie miała lekko. W pierwszym meczu na Białorusi padł remis 1:1 i to właśnie zdobyta na wyjeździe bramka dała drużynie awans, ponieważ w rewanżu na Keine Sorgen Arena gole nie padły.
– Jeżeli zawodnicy z Warszawy nie zlekceważą rywala, to jestem pewien ich awansu – to słowa Macieja Śliwowskiego, byłego polskiego zawodnika, który w swojej karierze występował w obydwu klubach. – Jeżeli stołeczna drużyna nie da się sprowokować, zagra twardo i mądrze taktycznie, to stać ją na wygraną. Jestem pewien, że legioniści będą posiadali przewagę techniczną, ale nie mogą tylko na tym bazować – dodał. Trudno się z tym nie zgodzić, bo Jan Urban, trener warszawiaków, ma do dyspozycji praktycznie wszystkich swoich zawodników. Do kadry na ten mecz wracają Ivica Vrdoljak i Danijel Ljuboja. Obydwaj bałkańscy piłkarze borykali się ostatnimi czasy z pomniejszymi urazami, jednak ostatecznie będą do dyspozycji selekcjonera. Poza kadrą nadal znajdują się natomiast Rafał Wolski i Dickson Choto.
Kibice Legii mają nadzieję, że będą oglądać mnóstwo takich obrazków (fot. Rafał Rusek /iGol.pl)
Wytypowanie wyjściowej jedenastki Legii jest jednak dość trudnym zadaniem. Pomimo powrotu do kadry Ljuboli i Vrdoljaka nie wiadomo, czy obydwaj wybiegną w czwartkowy wieczór w pierwszym składzie. Stołeczni bez wątpienia mają problem w linii defensywnej. W II rundzie kwalifikacyjnej przeciwko Metalurgsowi Kuciak trzykrotnie był sprawdzany przez ofensywę Łotyszy i trzykrotnie wyciągał piłkę z siatki. Nie wiemy oczywiście, czy Jan Urban zdecyduje się na przetasowania w linii obrony, ale bez wątpienia musi podjąć jakieś kroki, ponieważ z taką defensywną formą legioniści zbyt wiele w Lidze Europy nie osiągną. Wszystko wskazuje jednak na to, że Urban nie będzie zmieniał czwórki obrońców i w Austrii obejrzymy tych samych zawodników, co w meczu przeciwko łotewskiej ekipie.
Ruch Chorzów – FC Viktoria Pilzno
Ostatnim polskim zespołem, który w czwartek walczyć będzie o przepustkę do kolejnej fazy Ligi Europy, jest chorzowski Ruch. „Niebiescy”, w odróżnieniu od Lecha i Legii, swój pierwszy pojedynek III rudny kwalifikacyjnej rozegrają na własnym obiekcie, ale to ich rywal wydaje się najmocniejszy – mowa o czeskiej Viktorii Pilzno, w której nie brakuje zawodników, którzy akurat polskim kibicom muszą być doskonale znani. Piłkarze ci są zresztą jednymi z największych gwiazd ekipy z Pilzna. Daniel Kolar i David Limbersky – bo to o nich mowa – przyczynili się do wyeliminowania z Euro 2012 reprezentacji Polski. W drużynie Ruchu Chorzów nie ma co prawda żadnego reprezentanta Polski, który na mistrzostwach Europy zagrał, jednak Arkadiusz Piech i spółka będą chcieli bez wątpienia odpłacić się Czechom za zepsucie wielkiego piłkarskiego święta.
Arkadiusz Piech dołoży kolejne trafienie w eliminacjach do Ligi Europy? (fot. Rafał Rusek /igol.pl)
Podczas analizowania czeskiej drużyny to właśnie nazwiska Kolara i Limbersky’ego rzucają się w oczy. Żaden z nich na Euro 2012 bramki nie zdobył, ale obydwaj zaprezentowali się z naprawdę dobrej strony, zaostrzając apetyty swoich kibiców przed rozgrywkami Ligi Europy. Grę na europejskiej arenie Viktoria zapewniła sobie, zajmując trzecie miejsce w lidze w minionym sezonie. W II rundzie kwalifikacyjnej Czesi pokonali gruziński Metallurgist Rustawi – na wyjeździe 3:1, przed własną publicznością zaś 2:0. W pierwszym spotkaniu jedną z bramek zdobył wspomniany Kolar. 27-letni pomocnik cieszył się w tym sezonie już z dwóch trafień. W miniony weekend wystartowała bowiem liga czeska, w której na inaugurację Viktoria pokonała 3:0 FC Hradec Kralove.
Z klasy i siły przeciwnika zdają sobie sprawę sami chorzowianie, którzy są przygotowani na bardzo trudny pojedynek. – Czeka nas zupełnie inny mecz niż z Metalurgiem Skopje. O przeciwniku opowiada nam trochę Pavel Sultes, który jest Czechem. Mówi, że to wymagający rywal. Wiem, że nasi trenerzy przygotują fachowy materiał na temat zespołu z Czech. Mam nadzieję, że każdy z nas odpowiednio się do tego spotkania przygotuje, poukłada sobie ten mecz w głowie – powiedział Maciej Sadlok. Na oficjalnej stronie internetowej „Niebieskich” pojawił się nawet specjalnie na tę okazję przygotowany film. Bramkarz Michal Pesković, pomocnik Marcin Malinowski oraz trener Tomasz Fornalik zachęcają w nim do przyjścia na stadion przy ul. Cichej, aby okazać chorzowianom wsparcie, bez którego pokonanie Viktorii bez wątpienia będzie dużo trudniejsze.
Trener Fornalik przy innej okazji informował ponadto, że jedynym osłabieniem Ruchu jest brak czeskiego zawodnika, Pavela Sultesa. Sultes ciągle skarży się na kontuzję stawu skokowego i najprawdopodobniej będzie jedynym niedostępnym dla szkoleniowca zawodnikiem. Swoim kolegom – o czym mówił Maciej Sadlok – będzie mógł pomóc tylko poprzez słowne instrukcje. Reszta piłkarzy ma się dobrze i w czwartkowy wieczór do boju posłana zostanie najmocniejsza jedenastka z możliwych – bardzo możliwa, że taka sama jak w rewanżowym pojedynku z Metalurgiem Skopje.
Co na temat szans polskich drużyn w czwartkowych spotkaniach sądzą redaktorzy iGola?
Maciej Deja, zastępca redaktora naczelnego:– Trzeba jasno powiedzieć, że wszystkie polskie zespoły są faworytami czekających ich konfrontacji. Zdecydowanie najłatwiejszą przeprawę powinna mieć Legia, forma podopiecznych Jana Urbana powoli idzie w górę, a przeciwnik to typowy średniak z nie najsilniejszej przecież ligi austriackiej. Nieco trudniejsze zadanie czekać będzie Ruch Chorzów, jednak dwa pewne zwycięstwa odniesione w poprzedniej rundzie mogą nastrajać optymistycznie. Z polskiego tria najmniejsze szanse na awans ma poznański Lech, któremu trudno będzie wyeliminować wicemistrza Szwecji bez solidnego snajpera w kadrze. Tak czy inaczej, poziom wszystkich przeciwników jak na razie nie powala i wypada mieć nadzieję, że przedstawiciele T-Mobile Ekstraklasy w komplecie awansują do decydującej rundy eliminacyjnej.
Artur Kurzawa, liga polska:– Przed nami bardzo ciekawe pojedynki, po których przekonamy się, w jakim miejscu znajduje się polska piłka. Oczywiście, jak wielu innych kibiców, chciałbym trzech zwycięstw naszych drużyn. Najtrudniejsze zadanie czeka Ruch Chorzów, ponieważ Viktoria Pilzno już w tamtym sezonie występowała w fazie grupowej Ligi Mistrzów i to ona jest faworytem czwartkowego spotkania. Bardzo jestem ciekaw występu Lecha. W swoich pierwszych meczach eliminacyjnych nie potrafił pokonać zdecydowanie niżej notowanych rywali i tylko dzięki bramkom strzelonym przy Bułgarskiej zagwarantował sobie awans kolejno do drugiej i trzeciej rundy. Drużyna AIK-u zajmuje obecnie trzecie miejsce w szwedzkiej lidze i fakt, że jest w ciągłej grze, może zgubić Lecha. Legia Warszawa, przynajmniej na papierze, ma najłatwiejszego przeciwnika. SV Ried w drugim meczu męczył się z białoruską drużyną z Soligorska. Nie pozostaje nic innego, jak zapewnić sobie awans w pierwszym meczu. Mimo że większość polskich drużyn jest faworytem w swoich meczach trzeciej rundy, to należy pamiętać o tym, że futbol jest nieprzewidywalny i nasi przeciwnicy również nie marzą o niczym innym jak o awansie do kolejnej rundy.