Fot. Radość piłkarzy Legii po bramce Miroslav Radovic
Po dwóch kolejkach Ligi Europy Legia zgromadziła trzy punkty, a Wisła jak do tej pory nie ma na koncie żadnego. W kolejnej serii spotkań „Wojskowi” jadą do Bukaresztu by zmierzyć się z Rapidem. Z kolei podopieczni Roberta Maaskanta podejmą na własnym boisku angielskie Fulham.
Legioniści mają o tyle komfortową sytuację, że na swoim koncie mają już jedno zwycięstwo, które sprawia, że realnie mogą myśleć o wyjściu z grupy. Jednak by to marzenie się ziściło, „Wojskowi” w kolejnych dwóch meczach z Rapidem nie mogą przegrać, ponieważ znacznie skomplikowałoby to ich sytuację. Zdają sobie z tego sprawę zarówno piłkarze, jak i trener, którzy zapowiadają, że do Bukaresztu jadą po komplet punktów. Wskazuje na to chociażby forma legionistów, którzy w ostatnich tygodniach ogrywali takie zespoły, jak Hapoel, Wisła czy Ruch. Zwycięstwa z całą pewnością dodały podopiecznym Maciej Skorży pewności siebie oraz wiary we własne umiejętności, co powinno korzystnie wpłynąć na zespół. Potwierdzają to zresztą słowa Miroslava Radovicia, który nie wyobraża sobie innego scenariusza niż wygrana w Bukareszcie. – Zwycięstwo z Ruchem było nam bardzo potrzebne. Przełamaliśmy się w Chorzowie, a ostatnia wygrana dodatkowo podbudowała nas przed wyjazdem do Bukaresztu. W Lidze Europy czeka nas bardzo ważny dwumecz z Rapidem. Jego wynik zadecyduje o tym, kto zakończy zmagania w fazie grupowej na drugim miejscu. Chcemy zdobyć jak najwięcej punktów. Po wygranej z Hapoelem znaleźliśmy się w dobrej sytuacji. Zrobimy wszystko, aby obronić pozycję gwarantującą awans. Rumuni będą bardzo zdeterminowani, dlatego nie może nam zabraknąć koncentracji. W tym sezonie nieźle prezentujemy się na międzynarodowej arenie. Chcemy to udowodnić w czwartek – mówi Serb.
Jeśli legioniści wygrają w Bukareszcie, znacznie przybliżą się do awansu (fot. Grzegorz Rutkowski / iGol.pl)
Rumuni najbardziej obawiają się Daniela Ljuboi. Jest to najbardziej znany zawodnik Legii, który w Warszawie radzi sobie całkiem nieźle. Mimo że Razvan Lucescu docenia klasę całego zespołu, to podkreśla, że jego drużynę w pojedynku z Polakami interesuje jedynie zwycięstwo. – Analizowaliśmy rezultaty Legii i muszę przyznać, że jej ostatnie wyniki robią na nas wrażenie. Zespół z Warszawy wygrał pięć ostatnich spotkań i bezpośrednio przed meczem z nami odniósł cenne zwycięstwo. Naszym celem w czwartkowym meczu jest wygrana, na co liczą nasi kibice oraz władze klubu. Zrobimy wszystko, aby nie zawieść ich oczekiwań – mówi szkoleniowiec Rapidu.
Słów rumuńskiego trenera nie można lekceważyć. Doskonale bowiem pamiętamy pojedynki Rapidu ze Śląskiem, kiedy to Rumuni w pierwszym meczu zmietli wręcz z powierzchni ziemi wrocławian, wygrywając na stadionie przy Oporowskiej 3:1, co było najmniejszym z możliwych wyników. Specjaliści uważają, że kluczem na pokonanie drużyny z Bukaresztu może być długie utrzymywanie się przy piłce, które nie pozwoli Rapidowi na rozwinięcie skrzydeł. W momencie kiedy to Rumuni są w posiadaniu piłki, każda akcja może skończyć się bramką. Potrafią w doskonały sposób operować piłką, co przy ich wyszkoleniu technicznym jest naprawdę dużą zaletą zespołu prowadzonego przez Razvana Lucescu. Z kolei Maciej Skorża uważa, że najmocniejszą stroną Rapidu jest kolektyw. – – mówi szkoleniowiec Legii.
Szanujemy całą drużynę Rapidu, której największym atutem jest kolektyw. Są w niej indywidualności, ale wszyscy poświęcają się drużynie. Musimy dorównać rywalowi w tym aspekcie i jeżeli chcemy myśleć o korzystnym rezultacie, to organizacja gry powinna być naszym atutem
Marcin Wołyń, redaktor ligi polskiej w iGolu, uważa, że Legia ma szansę na wywiezienie z Bukaresztu korzystnego rezultatu, pod warunkiem że nie prześpi pierwszej połowy. – Jest to starcie, którego Legia nie może przegrać, marząc o awansie z fazy grupowej Ligi Europy. Ze względu na grę przed własną publicznością minimalnym faworytem wydaje się Rapid. Jeśli Legia nie prześpi jednak pierwszej połowy, tak jak w meczach z PSV i Hapoelem, ma szansę na wywiezienie choćby punktu z Rumunii, bo na papierze szanse obu drużyn prezentują się podobnie – twierdzi Marcin.
Nie da się ukryć, że spotkanie w Bukareszcie będzie miało istotny wpływ na układ w tabeli. Zarówno Legia, jak i Rapid mają na swoim koncie po trzy punkty za wygrane mecze z Hapoelem. Wydaje się więc, że to te dwie drużyny stoczą między sobą batalię o wyjście z grupy. Kluczem do zajęcia miejsca premiowanego awansem będą zwycięstwa w kolejnych dwóch meczach. Legioniści z całą pewnością nie są na straconej pozycji. Doskonale zdają sobie sprawę, jak ważne spotkanie czeka ich dzisiejszego wieczora i na pewno dadzą z siebie wszystko. Jeśli dodamy, że na Nacional Arenie zwycięstwa nie odniosła jeszcze żadna rumuńska drużyna, to śmiało można powiedzieć, że legioniści stoją przed olbrzymią szansą powtórzenia wyczynu Lecha Poznań z zeszłego sezonu.
Wiślacy muszą wygrać z Fulham, by liczyć się w walce o awans (fot. Rafał Rusek / iGol.pl)
W znacznie gorszej sytuacji jest Wisła Kraków, która w dwóch meczach nie zdołała zdobyć ani jednego punktu. Jeśli „Biała Gwiazda” marzy o awansie, musi ograć Fulham. Ewentualna porażka sprawi bowiem, że możliwość wyjścia z grupy zdecydowanie się od wiślaków oddali.
W ostatnim czasie Wisła nie zachwyca. Wprawdzie w ostatnim meczu ligowym ograła na własnym boisku Jagiellonię, ale można dywagować, jaki wkład w to zwycięstwo miał sędzia Adam Lyczmański. Najsłabszą formacją „Białej Gwiazdy” wydaje się obrona, która momentami popełnia katastrofalne błędy. Jest to tym bardziej dziwne, że linię defensywną „Białej Gwiazdy” tworzą bardzo doświadczeni zawodnicy, którzy są ograni na międzynarodowej arenie.
Właśnie ze względu na słabą obronę Marcin Wołyń nie daje Wiśle szans na pokonanie Fulham. – Każdy inny wynik niż zwycięstwo Fulham będzie sensacją. Nie wydaje mi się, żeby „Biała Gwiazda” miała jakiekolwiek szanse z Anglikami. Krakowianie mają zbyt słabą obronę, żeby marzyć dziś o korzystnym rezultacie. Słabości defensywy dowodzonej przez Jaliensa obnażyła w weekend Jagiellonia Białystok, która jest, nie ma się co oszukiwać, o klasę gorsza od Fulham. Przewiduję pewne zwycięstwo gości.
Atutem Wisły niewątpliwie będzie własne boisko. Nie od dziś wiadomo, że angielskie zespoły zdecydowanie wolą grać u siebie. Nawet najlepsze kluby na czele z Manchesterem United, Chelsea czy Arsenalem w spotkaniach wyjazdowych prezentują się nieco gorzej niż na Wyspach. Trudno więc oczekiwać, by w Krakowie olśniewający futbol zagrała obecnie 14. drużyna Premier League. Fulham w tym sezonie w ośmiu meczach ligowych zaledwie raz schodziło z boiska zwycięskie. W każdym spotkaniu Martin Jol wystawiał różne jedenastki, co może świadczyć o tym, że nadal poszukuje optymalnego zestawienia. Mimo wszystko Robert Maaskant słusznie uważa Fulham za bardzo wymagającego rywala, którego atutem z pewnością będzie doświadczenie w europejskich pucharach. – Fulham to z całą pewnością doświadczony przeciwnik. Widać to chociażby po wieku poszczególnych zawodników. Będzie to trudny i wymagający rywal. Fulham straciło sporo punktów w lidze, dlatego nie wiemy do końca, jakie znaczenie ma dla niego Liga Europejska. To się okaże jutro. W ośmiu ostatnich spotkaniach ta drużyna grała różnymi składami. W tych meczach jest z pięciu piłkarzy, którzy się powtarzają. Pozostali to raczej ci, którzy byli zmieniani. Nie wiemy, jaka będzie sytuacja na przykład z Chrisem Bairdem, który był kontuzjowany. Oczywiście zdajemy sobie sprawę z tego, że wynik jutrzejszego meczu będzie bardzo ważny dla nas i będziemy starali się osiągnąć jak najlepszy rezultat – przekonuje szkoleniowiec Wisły.
Rumuńskie media najbardziej obawiają się Daniela Ljuboi (fot. Grzegorz Rutkowski / iGol.pl)
W dwóch pierwszych meczach fazy grupowej Fulham zdobyło cztery punkty, ogrywając na wyjeździe Rapid i remisując u siebie z PSV. Wydaje się jednak, że Anglicy albo nie do końca poważnie traktują te rozgrywki, albo nieco lekceważą „Białą Gwiazdę”. Do Krakowa nie przyjechali bowiem czołowi zawodnicy zespołu z Craven Cottage: Bobby Zamora, Danny Murphy oraz Clint Dempsey. – Bobby Zamora to dla nas bardzo ważny piłkarz i chciałem pozwolić mu skoncentrować się na następnym meczu, który gramy z Evertonem. Danny Murphy jest kontuzjowany, natomiast Clint Dempsey rozegrał wiele spotkań z reprezentacją USA i chciałem dać mu odpocząć – przekonuje Martin Jol.
Szkoleniowiec Fulham odniósł się również do postaci samego trenera Maaskanta, którego pamięta z czasów, gdy obaj pracowali w Holandii. – Jak zaczynał pracę w wieku 26 lat, był jednym z najmłodszych trenerów w Holandii. Już wtedy odnosił sukcesy, w związku z tym był nazywany w Holandii arcyksięciem. I te sukcesy odnosi do dziś – mówi Jol.
W pojedynku między obiema drużynami nie będzie jednak miejsca na sentymenty. Jeśli Fulham zwycięży, to znacznie przybliży się do awansu. Z kolei dla „Białej Gwiazdy” to ostatni dzwonek, by zwojować coś w europejskich pucharach.
Po dwóch kolejkach Ligi Europy Legia zgromadziła trzy punkty, a Wisła jak do tej pory nie ma na koncie żadnego. W kolejnej serii spotkań „Wojskowi” jadą do Bukaresztu by zmierzyć się z Rapidem. Z kolei podopieczni Roberta Maaskanta podejmą na własnym boisku angielskie Fulham.
Legioniści mają o tyle komfortową sytuację, że na swoim koncie mają już jedno zwycięstwo, które sprawia, że realnie mogą myśleć o wyjściu z grupy. Jednak by to marzenie się ziściło, „Wojskowi” w kolejnych dwóch meczach z Rapidem nie mogą przegrać, ponieważ znacznie skomplikowałoby to ich sytuację. Zdają sobie z tego sprawę zarówno piłkarze, jak i trener, którzy zapowiadają, że do Bukaresztu jadą po komplet punktów. Wskazuje na to chociażby forma legionistów, którzy w ostatnich tygodniach ogrywali takie zespoły, jak Hapoel, Wisła czy Ruch. Zwycięstwa z całą pewnością dodały podopiecznym Maciej Skorży pewności siebie oraz wiary we własne umiejętności, co powinno korzystnie wpłynąć na zespół. Potwierdzają to zresztą słowa Miroslava Radovicia, który nie wyobraża sobie innego scenariusza niż wygrana w Bukareszcie. – Zwycięstwo z Ruchem było nam bardzo potrzebne. Przełamaliśmy się w Chorzowie, a ostatnia wygrana dodatkowo podbudowała nas przed wyjazdem do Bukaresztu. W Lidze Europy czeka nas bardzo ważny dwumecz z Rapidem. Jego wynik zadecyduje o tym, kto zakończy zmagania w fazie grupowej na drugim miejscu. Chcemy zdobyć jak najwięcej punktów. Po wygranej z Hapoelem znaleźliśmy się w dobrej sytuacji. Zrobimy wszystko, aby obronić pozycję gwarantującą awans. Rumuni będą bardzo zdeterminowani, dlatego nie może nam zabraknąć koncentracji. W tym sezonie nieźle prezentujemy się na międzynarodowej arenie. Chcemy to udowodnić w czwartek – mówi Serb.
Jeśli legioniści wygrają w Bukareszcie, znacznie przybliżą się do awansu (fot. Grzegorz Rutkowski / iGol.pl)
Rumuni najbardziej obawiają się Daniela Ljuboi. Jest to najbardziej znany zawodnik Legii, który w Warszawie radzi sobie całkiem nieźle. Mimo że Razvan Lucescu docenia klasę całego zespołu, to podkreśla, że jego drużynę w pojedynku z Polakami interesuje jedynie zwycięstwo. – Analizowaliśmy rezultaty Legii i muszę przyznać, że jej ostatnie wyniki robią na nas wrażenie. Zespół z Warszawy wygrał pięć ostatnich spotkań i bezpośrednio przed meczem z nami odniósł cenne zwycięstwo. Naszym celem w czwartkowym meczu jest wygrana, na co liczą nasi kibice oraz władze klubu. Zrobimy wszystko, aby nie zawieść ich oczekiwań – mówi szkoleniowiec Rapidu.
Słów rumuńskiego trenera nie można lekceważyć. Doskonale bowiem pamiętamy pojedynki Rapidu ze Śląskiem, kiedy to Rumuni w pierwszym meczu zmietli wręcz z powierzchni ziemi wrocławian, wygrywając na stadionie przy Oporowskiej 3:1, co było najmniejszym z możliwych wyników. Specjaliści uważają, że kluczem na pokonanie drużyny z Bukaresztu może być długie utrzymywanie się przy piłce, które nie pozwoli Rapidowi na rozwinięcie skrzydeł. W momencie kiedy to Rumuni są w posiadaniu piłki, każda akcja może skończyć się bramką. Potrafią w doskonały sposób operować piłką, co przy ich wyszkoleniu technicznym jest naprawdę dużą zaletą zespołu prowadzonego przez Razvana Lucescu. Z kolei Maciej Skorża uważa, że najmocniejszą stroną Rapidu jest kolektyw. – – mówi szkoleniowiec Legii.
Szanujemy całą drużynę Rapidu, której największym atutem jest kolektyw. Są w niej indywidualności, ale wszyscy poświęcają się drużynie. Musimy dorównać rywalowi w tym aspekcie i jeżeli chcemy myśleć o korzystnym rezultacie, to organizacja gry powinna być naszym atutem
Marcin Wołyń, redaktor ligi polskiej w iGolu, uważa, że Legia ma szansę na wywiezienie z Bukaresztu korzystnego rezultatu, pod warunkiem że nie prześpi pierwszej połowy. – Jest to starcie, którego Legia nie może przegrać, marząc o awansie z fazy grupowej Ligi Europy. Ze względu na grę przed własną publicznością minimalnym faworytem wydaje się Rapid. Jeśli Legia nie prześpi jednak pierwszej połowy, tak jak w meczach z PSV i Hapoelem, ma szansę na wywiezienie choćby punktu z Rumunii, bo na papierze szanse obu drużyn prezentują się podobnie – twierdzi Marcin.
Nie da się ukryć, że spotkanie w Bukareszcie będzie miało istotny wpływ na układ w tabeli. Zarówno Legia, jak i Rapid mają na swoim koncie po trzy punkty za wygrane mecze z Hapoelem. Wydaje się więc, że to te dwie drużyny stoczą między sobą batalię o wyjście z grupy. Kluczem do zajęcia miejsca premiowanego awansem będą zwycięstwa w kolejnych dwóch meczach. Legioniści z całą pewnością nie są na straconej pozycji. Doskonale zdają sobie sprawę, jak ważne spotkanie czeka ich dzisiejszego wieczora i na pewno dadzą z siebie wszystko. Jeśli dodamy, że na Nacional Arenie zwycięstwa nie odniosła jeszcze żadna rumuńska drużyna, to śmiało można powiedzieć, że legioniści stoją przed olbrzymią szansą powtórzenia wyczynu Lecha Poznań z zeszłego sezonu.
Wiślacy muszą wygrać z Fulham, by liczyć się w walce o awans (fot. Rafał Rusek / iGol.pl)
W znacznie gorszej sytuacji jest Wisła Kraków, która w dwóch meczach nie zdołała zdobyć ani jednego punktu. Jeśli „Biała Gwiazda” marzy o awansie, musi ograć Fulham. Ewentualna porażka sprawi bowiem, że możliwość wyjścia z grupy zdecydowanie się od wiślaków oddali.
W ostatnim czasie Wisła nie zachwyca. Wprawdzie w ostatnim meczu ligowym ograła na własnym boisku Jagiellonię, ale można dywagować, jaki wkład w to zwycięstwo miał sędzia Adam Lyczmański. Najsłabszą formacją „Białej Gwiazdy” wydaje się obrona, która momentami popełnia katastrofalne błędy. Jest to tym bardziej dziwne, że linię defensywną „Białej Gwiazdy” tworzą bardzo doświadczeni zawodnicy, którzy są ograni na międzynarodowej arenie.
Właśnie ze względu na słabą obronę Marcin Wołyń nie daje Wiśle szans na pokonanie Fulham. – Każdy inny wynik niż zwycięstwo Fulham będzie sensacją. Nie wydaje mi się, żeby „Biała Gwiazda” miała jakiekolwiek szanse z Anglikami. Krakowianie mają zbyt słabą obronę, żeby marzyć dziś o korzystnym rezultacie. Słabości defensywy dowodzonej przez Jaliensa obnażyła w weekend Jagiellonia Białystok, która jest, nie ma się co oszukiwać, o klasę gorsza od Fulham. Przewiduję pewne zwycięstwo gości.
Atutem Wisły niewątpliwie będzie własne boisko. Nie od dziś wiadomo, że angielskie zespoły zdecydowanie wolą grać u siebie. Nawet najlepsze kluby na czele z Manchesterem United, Chelsea czy Arsenalem w spotkaniach wyjazdowych prezentują się nieco gorzej niż na Wyspach. Trudno więc oczekiwać, by w Krakowie olśniewający futbol zagrała obecnie 14. drużyna Premier League. Fulham w tym sezonie w ośmiu meczach ligowych zaledwie raz schodziło z boiska zwycięskie. W każdym spotkaniu Martin Jol wystawiał różne jedenastki, co może świadczyć o tym, że nadal poszukuje optymalnego zestawienia. Mimo wszystko Robert Maaskant słusznie uważa Fulham za bardzo wymagającego rywala, którego atutem z pewnością będzie doświadczenie w europejskich pucharach. – Fulham to z całą pewnością doświadczony przeciwnik. Widać to chociażby po wieku poszczególnych zawodników. Będzie to trudny i wymagający rywal. Fulham straciło sporo punktów w lidze, dlatego nie wiemy do końca, jakie znaczenie ma dla niego Liga Europejska. To się okaże jutro. W ośmiu ostatnich spotkaniach ta drużyna grała różnymi składami. W tych meczach jest z pięciu piłkarzy, którzy się powtarzają. Pozostali to raczej ci, którzy byli zmieniani. Nie wiemy, jaka będzie sytuacja na przykład z Chrisem Bairdem, który był kontuzjowany. Oczywiście zdajemy sobie sprawę z tego, że wynik jutrzejszego meczu będzie bardzo ważny dla nas i będziemy starali się osiągnąć jak najlepszy rezultat – przekonuje szkoleniowiec Wisły.
Rumuńskie media najbardziej obawiają się Daniela Ljuboi (fot. Grzegorz Rutkowski / iGol.pl)
W dwóch pierwszych meczach fazy grupowej Fulham zdobyło cztery punkty, ogrywając na wyjeździe Rapid i remisując u siebie z PSV. Wydaje się jednak, że Anglicy albo nie do końca poważnie traktują te rozgrywki, albo nieco lekceważą „Białą Gwiazdę”. Do Krakowa nie przyjechali bowiem czołowi zawodnicy zespołu z Craven Cottage: Bobby Zamora, Danny Murphy oraz Clint Dempsey. – Bobby Zamora to dla nas bardzo ważny piłkarz i chciałem pozwolić mu skoncentrować się na następnym meczu, który gramy z Evertonem. Danny Murphy jest kontuzjowany, natomiast Clint Dempsey rozegrał wiele spotkań z reprezentacją USA i chciałem dać mu odpocząć – przekonuje Martin Jol.
Szkoleniowiec Fulham odniósł się również do postaci samego trenera Maaskanta, którego pamięta z czasów, gdy obaj pracowali w Holandii. – Jak zaczynał pracę w wieku 26 lat, był jednym z najmłodszych trenerów w Holandii. Już wtedy odnosił sukcesy, w związku z tym był nazywany w Holandii arcyksięciem. I te sukcesy odnosi do dziś – mówi Jol.
W pojedynku między obiema drużynami nie będzie jednak miejsca na sentymenty. Jeśli Fulham zwycięży, to znacznie przybliży się do awansu. Z kolei dla „Białej Gwiazdy” to ostatni dzwonek, by zwojować coś w europejskich pucharach.