Już tylko szesnaście drużyn pozostało w walce o puchar Ligi Europejskiej. Do najciekawszych spotkań 1/8 należą starcie CSKA Moskwa z FC Porto, Liverpoolu ze Sportingiem Braga oraz Dynama Kijów z Manchesterem City.
Z czterech spotkań rozgrywanych o 19:00 najciekawiej zapowiadają się pojedynki CSKA Moskwa z FC Porto oraz Sportingu Braga z Liverpoolem. Na Łużniki po zwycięstwo przyjeżdża FC Porto. Portugalski zespół w lidze jest niepokonany, ale jeśli chodzi o rozgrywki w europejskich pucharach wygląda to znacznie inaczej. W poprzedniej rundzie „Smoki” zmierzyły się z FC Sevilla i dzięki dwóm bramkom zdobytym w Hiszpanii, mimo porażki w rewanżu, udało im się awansować dalej. Ich przeciwnik również nie miał łatwo w 1/16, gdy starł się z PAOK-iem Saloniki. Mimo że Grecy ulegli na Łużnikach, to w Salonikach stawili dzielny opór wicemistrzowi Rosji, odrabiając straty, jednak bramka Ignaszewicza zadecydowała o tym, kto będzie grał dalej. Formę Igora Akinfiejewa sprawdzą Hulk oraz najlepszy strzelec Ligi Europejskiej, Falcao. Helton również powinien się mieć na baczności, Vanger Love i Tomas Necid będę chcieli bowiem jak najlepiej pokazać się kibicom na Łużnikach i sprawić, że CSKA wyjdzie zwycięsko z tego pojedynku.

Liverpool zamiast do Poznania udaje się do Bragi, by zmierzyć się z pogromcami polskiej drużyny. W ostatniej kolejce Premiership Liverpool gładko pokonał Manchester United, a duży w tym udział miał Luis Suarez, który asystował przy dwóch bramkach. Jednak Urugwajczyk grał w Lidze Europejskiej w barwach Ajaksu Amsterdam i nie pomoże swojej nowej drużynie. Bez niego angielski zespół męczył się w poprzedniej rundzie ze Spartą Praga, rozstrzygając ten pojedynek dopiero w spotkaniu na Anfield Road. Jednak „The Reds” będą mogli skorzystać z usług Andy’ego Carrolla, który z pewnością będzie chciał pokazać, że jest warty 35 milionów funtów, jakie zostały na niego wydane. Sporting Braga również zapewnił sobie awans, wykorzystując atut własnego boiska. Portugalczycy odrobili z nawiązką jednobramkową stratę z Poznania, pokonując „Kolejorza” 2:0.
Ciekawie również będzie wyglądać rywalizacja PSV Eindhoven z Glasgow Rangers. Szkocki zespół gra w kratkę, raz wysoko wygrywa, by potem przegrać w kiepskim stylu. Podobnie było w 1/16, gdy „Rangersi” grali ze Sportingiem Lizbona, w Glasgow wywalczyli remis, natomiast w stolicy Portugalii przegrywali do 90. minuty 2:1 i gdyby nie bramka Edu, to Portugalczycy graliby z PSV. Lider holenderskiej Eredivisie również nie miał łatwej przeprawy z Lille. We Francji zremisowali 2:2, ale na Phillips Stadium gładko wygrali 3:1, eliminując drużynę Ludovica Obraniaka. PSV zamierza wykorzystać atut swojego boiska i jak najwyżej pokonać Glasgow Rangers.













