Ekstraklasa zakończona. Wszystko jest rozstrzygnięte – znamy pucharowiczów, spadkowiczów oraz zdobywców nagród indywidualnych. Za nami bardzo ciekawy sezon, w trakcie którego wielu zawodników zaskoczyło nas swoją dobrą formą. Postanowiliśmy wybrać najjaskrawsze przykłady spośród nich.
Dziś chcielibyśmy poświęcić trochę czasu tym graczom, o których nikt przed sezonem nie powiedziałby, że mogą odegrać kluczowe role. O których mało kto pomyślałby, że ekstraklasa może mieć z nich jakiś większy pożytek. Tymczasem oni byli liderami swoich drużyn i mają za sobą jedne z najlepszych rozgrywek w karierze. Nie przedłużając jednak, przejdźmy już do bohaterów naszego tekstu.
Joao Amaral
Trudno o lepszy przykład. Przed sezonem wydawało się, że Portugalczyk jest już skreślony w Polsce. Ale zacznijmy od początku przygody pomocnika w Polsce. Debiutancki sezon 2018/2019 Portugalczyk miał bardzo dobry. W 25 meczach zdobył osiem goli i zaliczył trzy asysty. Później jednak na ławkę trenerską „Kolejorza” przyszedł Dariusz Żuraw i zaczął powoli rezygnować z Amarala. Portugalczyk zdecydował się na wypożyczenie. Wiosnę sezonu 2019/2020 spędził w Pacos de Ferreira.
Latem 2020 roku pojawił się jednak pewien zgrzyt. Amaral w wywiadzie dla portugalskiej gazety ujawnił, że powodem odejścia na wypożyczenie był brak zaufania ze strony Dariusza Żurawia. Tymczasem pół roku wcześniej mówił, że jest to spowodowane sprawami osobistymi. Dariusz Żuraw w dość ostrych słowach skomentował zachowanie Portugalczyka. W „Kolejorzu” postanowiono, że najlepszym wyjściem będzie ponowne wypożyczenie do Pacosu na sezon 2020/2021. Powiedzmy sobie szczerze: czy ktoś o zdrowych zmysłach mógł pomyśleć, że w następnych rozgrywkach Amaral poprowadzi Lecha do mistrzostwa?
Odpowiedź jest prosta i brzmi „nie”. Los jednak lubi płatać figle. W Lechu zmienił się trener — Dariusza Żurawia zastąpił Maciej Skorża. W okresie przygotowawczym Amaral prezentował się na tyle dobrze, że szkoleniowiec postanowił dać mu szansę w nowo budowanej przez siebie drużynie. Co ważne, zmienił też jego pozycję. W poprzednich sezonach przy Bułgarskiej Portugalczyk był ustawiany jako skrzydłowy. Trener Skorża odsunął od pierwszej jedenastki Daniego Ramireza i umiejscowił Joao Amarala tuż za plecami napastnika.
Jak to wypaliło? Powiedzieć, że dobrze, to jak nie powiedzieć nic. Runda jesienna była wprost fenomenalna w wykonaniu Portugalczyka. W 19 kolejkach zdobył osiem goli i miał pięć asyst. Przede wszystkim jednak zachwycała sama gra Amarala. Był głównym kreatorem poczynań ofensywnych „Kolejorza”. Grał niesamowicie energicznie i wnosił dużo ożywienia do gry zespołu. Poza tym jak już wspomnieliśmy, gwarantował konkretne liczby. Rundę wiosenną rozpoczął swoim chyba najlepszym indywidualnym występem w sezonie. Przeciwko Cracovii zdobył dwa gole i zaliczył asystę. Wydawało się, że może być jeszcze lepiej, ale później zdarzyła mu się zadyszka. Sam Amaral tłumaczył później w wywiadzie dla Weszlo.com, że był to okres, kiedy zmagał się z problemami zdrowotnymi, a mimo to grał.














