W środę piłkarze Sevilli przegrali kolejne spotkanie w tym sezonie. Lepsi od podopiecznych Unaia Emery’ego okazali się piłkarze beniaminka z Las Palmas, którzy wygrali 2:0. Sevilla jest w kryzysie. Sevilla jest ostatnia w tabeli. Sevilla dziś po raz kolejny stanie przed szansą na odbicie się od dna.

Gdy w słowniku języka polskiego poszukamy słowa „dno”, pod trzecim jego znaczeniem możemy przeczytać: „największa intensywność jakiegoś negatywnego zjawiska”. Negatywne zjawisko – mamy. Sevilla, zdobywca Ligi Europy w sezonie 2014/2015, uczestnik Ligi Mistrzów 2015/2016, drużyna, która do samego końca ubiegłej kampanii biła się o miejsce w pierwszej czwórce, dziś po pięciu kolejkach Primera Division jest jej czerwoną latarnią. Ostatnie miejsce i zaledwie dwa zgromadzone punkty to dla kibiców z Andaluzji powód niemal do płaczu.
Sevilla wygrała w tym sezonie tylko jedno spotkanie, przeciwko Borussi Monchengladbach w Lidze Mistrzów. Niemniej jednak wynik, jakim zakończył się ten mecz, nie oddaje w pełni boiskowych wydarzeń. Ani Sevilla nie zasłużyła na to, by wygrać 3:0, ani Borussia nie zasłużyła, by tak wysoko przegrać. Zresztą Gladbach też są w kryzysie. Ostatnio do dymisji podał się trener niemieckiej drużyny, Lucien Favre. Dlatego też tego zwycięstwa nie powinniśmy traktować jako wyznacznika, że z Sevillą nie jest jeszcze tak źle, tym bardziej że dwa gole zdobyli wtedy podopieczni Emery’ego z rzutów karnych. Z Sevillą jest źle, co do tego nie ma żadnych wątpliwości.
Pięć ligowych spotkań. Dwa remisy i trzy porażki. Nową kampanię rozpoczęła Sevilla od bezbramkowego remisu z Malagą, która, jak się później okazało, do sezonu przygotowała się równie słabo co „Sevillistas”. Malaga zajmuje 19. miejsce w tabeli z identycznym dorobkiem punktowym co Sevilla. W starciu dwóch andaluzyjskich drużyn to Malaga była drużyną lepszą, miała przewagę. Więcej strzałów, podań, rzutów rożnych, posiadania. Sevilla miała w tym spotkaniu problemy z utrzymaniem piłki. Tylko 197 z 265 podań dotarło do adresata. Malaga była w tym aspekcie lepsza. Podopieczni Javiego Garcii byli szybsi i dokładniejsi i to oni zasłużyli na zwycięstwo na inaugurację ligi.
Po tym meczu nikt w Andaluzji nie wszczynał alarmu. Ot, jeden słabszy mecz na początek sezonu. Porażka w następnym meczu, w którym piłkarze Emery’ego mierzyli się z Atletico, była wkalkulowana. Oczywiście nikt w Sevilli nie miał zamiaru się poddawać bez walki, jednak wiadomo, że porażka z tak wymagającym rywalem nie jest powodem do wstydu. Jednak Sevilla chciała ten mecz wygrać, była stroną przeważającą, częściej wymieniającą piłkę. Atletico oddało inicjatywę gospodarzom i jak się okazało, była to decyzja jak najbardziej słuszna. Pierwszy gol dla „Atleti” padł po zamieszaniu w polu karnym, dwa pozostałe po uderzeniach z dystansu. Była to inna Sevilla. Sevilla grająca inaczej, jednak po raz kolejny niepotrafiąca wygrać spotkania.













