Ostatnie dni nie są udane dla Barcelony. Dwa tygodnie temu poniosła ona porażkę w El Clasico, a kilka dni temu uległa, już na własnym obiekcie, Celcie Vigo i spadła na czwarte miejsce w tabeli. Oczywiście, jest jeszcze za wcześnie, aby mówić o kryzysie, ale nie można już udawać, że wszystko jest w porządku.Początek sezonu mógł nieco zamydlić oczy kibicom, a szczególnie tym sympatyzującym z Barceloną. Zespół nie tracił goli, wygrywał, ale cały czas można było odnieść wrażenie, że coś jest nie tak. Po pierwsze ekipa prowadzona od tego sezonu przez Luisa Enrique miała problemy z wykorzystaniem sytuacji, jakie udało jej się stworzyć i bardzo często szalę zwycięstwa przeciągała na swoją korzyść dopiero po przerwie. Również gra defensywna nie była tak „różowa”, jak wskazywały statystyki, bowiem nawet takie Elche potrafiło sobie w meczu z Barceloną stworzyć przynajmniej dwie klarowne sytuacje do zdobycia gola.
Pierwszy sygnał ostrzegawczy przyszedł w meczu Ligi Mistrzów przeciwko PSG. „Duma Katalonii” straciła trzy gole, ale lokalnym dziennikarzom udało się zamieść sprawę pod dywan i zrzucić winę na niepewne interwencje ter Stegena.

Mecze z Realem i Celtą dokładnie jednak obnarzyły problemy, jakie miotają wciąż obowiązującego wicemistrza kraju. Zawiodła przede wszystkim defensywa, która popełniała mnóstwo błędów. I przy niej należałoby się zatrzymać na dłużej, bo mimo iż mamy początek listopada, to cały czas nie wiemy, kto tworzy podstawową parę stoperów. Czy są to Mascherano z Pique, a może Argentyńczyk i Mathieu albo jeszcze Mathieu i Pique? Wynika to głównie ze słabej gry poszczególnych zawodników, a szczególnie Pique, który mecz z drużyną z Galicji przesiedział na trybunach w towarzystwie Carlesa Puyola. Jeszcze jedna uwaga w kwestii środka obrony. Jak słusznie zauważył dziennikarz „Marki”, w jakim celu klub wydawał ponad 35 milionów euro na Mathieu oraz Vermaelena, skoro na stoperze i tak gra defensywy pomocnik Mascherano? Gdzie tu logika? Może trzeba było pójść nie w ilość, a w jakość?
Poważnym problemem jest także obsada prawej obrony. Więcej udanych dośrodkowań niż Dani Alves zalicza chociażby Patrik Mraz z Górnika Łęczna, a jego zmiennik, Adriano, nie gwarantuje wcale wyższego poziomu. Dlatego z braku alternatywy musi grać ten pierwszy, co sprawia, że kibice bardzo często dostają „białej gorączki”.












