Późnym wtorkowym wieczorem poznamy pierwszych dwóch półfinalistów tej edycji Ligi Mistrzów. Najbliżej osiągnięcia celu jest Real, który wygrał u siebie 3:0 z Galatasaray. W drugim spotkaniu, były już mistrz Niemiec, Borussia Dortmund zagra z Malagą.
Turcy potrzebują cudu
Tylko cud może uratować drużynę ze Stambułu. Ciężko jest sobie wyobrazić, że nawet przeciw przeciętnie grającym „Królewskim”, Turcy będą w stanie strzelić trzy bramki, nie tracąc żadnej. Takie zdanie podziela również „The Special One”.

– Oni potrzebują cudu, ale nie takie rzeczy działy się już w futbolu. Historia piłki jest bogata w takie przypadki, więc czemu oni nie mogliby o tym marzyć? Nasza rywalizacja się jeszcze nie skończyła. Zrobię wszystko, aby uświadomić to moim piłkarzom – powiedział Portugalczyk po meczu z Levante.
Obie drużyny wygrały swoje poprzednie spotkania, jednak w wątpliwość można poddać, czy te mecze miały jakiś wpływ na morale przed wtorkowym starciem w ćwierćfinale.
Dla Jose Mourinho będzie to znakomite spotkanie, w którym będzie mógł przetestować kilku zawodników już od pierwszej minuty. Szansę na występ prawdopodobnie dostanie Pepe, który nie był ostatnio brany pod uwagę podczas ustalania pierwszej jedenastki. Jego miejsce zajął znakomicie grający Varane, jednak teraz obaj zawodnicy będą mieli okazję do zaprezentowania swoich umiejętności w czystej boiskowej rywalizacji. Obaj stoperzy zagrają obok siebie ze względu na absencję Sergio Ramosa. Za kartki pauzuje również Xabi Alonso. Jego miejsce zajmie prawdopodobnie Chorwat, Luka Modrić.
Gracze z największego miasta Turcji będą mieli utrudnione zadanie. Faith Terim nie będzie mógł skorzystać z trzech piłkarzy w tym ze swojego asa i superstrzelca, Buraka Yilmaza. Oprócz niego niedostępni będą Dany Nounkeu oraz Tomas Ujfalusi. Dwóch pierwszych nie zagra z powodu otrzymanych kartek. Jeśli chodzi o Czecha, to jest on kontuzjowany już przez bardzo długi czas i jego powrót do gry w piłkę nie jest planowany na ten sezon.
Ciężko wyobrazić sobie, że „Królewscy” nie wyjadą z Turcji z tarczą. Nie oznacza to jednak, że podróż na Bliski Wschód będą wspominali pozytywnie. Nigeryjczyk, Jay-Jay Okocha, zapowiedział kilka dni temu, że „Los Blancos” mogą mieć problemy ze… snem. Miejscowi fanatycy nie dali zasnąć największym przyjeżdżającym tam markom i ciężko sobie wyobrazić, że dla Hiszpanów mieliby zrobić wyjątek.
Autostradą do półfinału
Niemiecko-hiszpański sen trwa. Jeśli ktoś powiedziałby, że Malaga i Borussia Dortmund spotkają się w ćwierćfinale i będą realnie walczyć o finał na Wembley, to wszyscy postukaliby się w głowę. Borussia Dortmund pokazała, że jest marką, której brakowało jedynie europejskiego ogrania. Malaga dopiero co zadebiutowała w Champions League i już stała się czarnym koniem tych rozgrywek.











