Mistrzostwo Polski jest na wyciągnięcie ręki zawodników Korony Kielce. Jednak nie za sprawą zespołu Gino Lettieriego, a drużyny rywalizującej w Centralnej Lidze Juniorów U-18. Zdobycie tytułu przez „Żółto-czerwonych” wydaje się już tylko kwestią czasu. Wraz z triumfem w rozgrywkach w Kielcach spełnią się marzenia o grze w europejskich pucharach. Trochę w innej formie, ale zawsze.
Marzenia są po to, by je spełniać. W Kielcach od momentu przejęcia klubu przez Krzysztofa Klickiego zaczęli marzyć o europejskich pucharach. Starciach na arenie międzynarodowej z rywalami z innych krajów. Chęć spełnienia marzeń o występach w Europie jeszcze bardziej spotęgował mecz towarzyski z Borussią Dortmund, który uświetnił oficjalne otwarcie nowego stadionu. Na Stadionie Miejskim (obecnie pod nazwą Suzuki Arena) Korona pokonała drugi czy nawet trzeci garnitur niemieckiego giganta 4:1. Skład jedenastki BVB był jednak dla kibiców „Żółto-czerwonych” nieistotny.
Po spotkaniu z niemieckim gigantem apetyt na europejski futbol wśród kibiców Korony tylko wzrósł. Głównie dlatego, że w Kielcach poczuli wielki futbol. Tym bardziej że za czasów sponsorowania zespołu przez Kolportera „Żółto-czerwoni” mieli fundamenty, by to marzenie spełnić.
Konsekwencje afery korupcyjnej spowodowały jednak, że plany o grze w europejskich pucharach trzeba było odłożyć na później. Odszedł sponsor, odeszli zawodnicy, a po projekcie zostały zgliszcza. Klub w rękach miasta ledwo wiązał koniec z końcem. Jednak marzenia o międzynarodowej rywalizacji tliły się nadal w Kielcach. Nabrały nowej siły w sezonie 2011/2012, gdy Korona nieoczekiwanie włączyła się do walki o czołowe lokaty. Udany sezon okazał się jednak jednorazowym wyskokiem. Brutalna, a raczej biedna rzeczywistość szybko wróciła do Kielc.
Dopiero przejęcie klubu przez prywatnego właściciela sprawiło, że nadzieje na spełnienie marzeń odżyły. Nowa filozofia prowadzenia klubu, a przede wszystkim stabilność finansowa sprawiły, że kibicom „Żółto-czerwonych” szybciej zabiły serca. Kwalifikacja do europejskich pucharów miała być już tylko kwestią czasu, choć nikt poważny nie wymagał sukcesu na już.
Zespół Mierzwy przywrócił nadzieję
Inaczej sprawę widzieli przedstawiciele niemieckiego właściciela. Ciągłe wywody o budowaniu zespołu miałyby sens, gdyby kadra kielczan nie zmieniała się praktycznie co roku. Najczęściej w przeważającej większości. Mimo że klub finansowo został ustabilizowany, to drużyna już niekoniecznie. Latem w Kieleckiem zawierano nie mniej transakcji niż dziennie w supermarkecie. Zawodnicy odchodzili i przychodzili. Niektórzy nawet przychodzili i zaraz wyjeżdżali jak ostatnio Aleksandar Bjelica. A czas płynął i kolejne lata zamiast przynajmniej zbudować kręgosłup zespołu, który mógłby się włączyć do walki o europejskie puchary, zostały poświęcone na następne zmiany.











