Kopenhaga sensacyjnie pokonała 1:0 Lille w pierwszym meczu czwartej rundy kwalifikacji do Ligi Mistrzów. Goście nie wykorzystali rzutu karnego przy stanie 0:0, wówczas pojedynek potoczyłby się zapewne inaczej.
Na wtorek zaplanowano wiele ciekawych meczów czwartej rundy kwalifikacji do Ligi Mistrzów. Grał między innymi pogromca Śląska Wrocław – Helsingborg. Jednak zdecydowanie najciekawszym pojedynkiem wydawało się starcie duńskiego zespołu z Kopenhagi i francuskiego Lille. Bez wątpienia lepiej spotkanie rozpoczęli goście z Francji. Po znakomitej zespołowej akcji, w której nie brakowało kunsztu piłkarskiego, Salomon Kalou spudłował, wydawało się w stuprocentowej sytuacji. Na odpowiedź nie trzeba było długo czekać – Kristensen uderzył z około 18. metra. Przymierzył mocno, celnie, ale na posterunku znalazł się bramkarz Lille, który sparował piłkę do boku – tak jak powinno się to robić, oddalając niebezpieczeństwo dobitki.

Później walka przeniosła się na moment do środka pola, gdzie żadna z drużyn nie zamierzała zostawić chociażby skrawka boiska rywalowi. W tej grze lepiej czuli się zawodnicy Lille, którzy przejęli kontrolę nad spotkaniem. Po wspaniałej dwójkowej akcji Salomona Kalou i Payeta ten ostatni został sfaulowany przez obrońcę. Decyzja mogła być tylko jedna – rzut karny. Cóż za dramat dla kibiców i piłkarzy miejscowej drużyny! Jednak, jak wiadomo, „jedenastka” to jeszcze nie gol i tak też się stało w tym przypadku. Egzekwujący karnego Payet został przeczytany przez Wilanda. Bramkarz świetnie wyczuł intencję strzelca, sparował piłkę do boku i w Kopenhadze cały czas był remis.
Zmarnowana wyśmienita szansa nieco podcięła skrzydła Lille. Do głosu doszli więc gospodarze, którzy wykorzystywali nieporadność francuskich obrońców. Kristensen i Bolanos byli jednak trochę zbyt niedokładni i dlatego też cały czas widniał wynik bezbramkowy. Taki stan rzeczy nie dotrwał do przerwy. Nie pozwolili na to gospodarze. Prawym skrzydłem urwał się Jacobsen, nikt z Lille nie kwapił się, by go powstrzymać przed dośrodkowaniem, i to się zemściło. Pomocnik dorzucił znakomitą piłkę do niepilnowanego Santina, a ten strzałem głową w długi róg pokonał Mickaela Landreau. Kolejny więc raz sprawdziło się stare piłkarskie porzekadło: niewykorzystane sytuację się mszczą. I choć Lille za wszelką cenę starało się odwrócić losy meczu jeszcze przed przerwą, ta sztuka im się nie udała.
Rudi Garcia, trener Lille, nie mógł sobie pozwolić na podobną nieudolność w trakcie drugiej części meczu. Stąd też od 46. minuty desygnował na plac boju Idrissa Gueye w zamian za Florenta Belmonta. Miało to nieco odmienić oblicze zespołu, który przecież jeszcze nie tak dawno zdobywał tytuł mistrza Francji. Co prawda na pierwszą dogodną sytuację jego ekipy musieliśmy poczekać aż do 56. minuty, ale było warto. Było bowiem bardzo groźnie. Zakotłowało się w polu karnym Kopenhagi po rzucie rożnym, a w takich momentach wychodzi doświadczenie. Znakomicie ustawił się wówczas rosły Chedjou i był niezwykle blisko pokonania Wilanda. Golkiper gospodarzy końcówkami palców sparował piłkę na kolejny korner.










