Zagłębie Lubin to drużyna, najkrócej mówiąc, dziwna. Od wielu lat wspierana przez spółkę KGHM Polska Miedź SA, której wielkie pieniądze (jak na polskie warunki) przeznaczane na finansowanie ekipy z Dolnego Śląska są wręcz trwonione. Do tego samego wniosku doszedł prezes krajowego potentata wydobywczego, Herbert Wirth, chcący ponoć odsprzedać klub miastu.
Zastanawiające jest, dlaczego 59-letni biznesmen dopiero teraz zaczął rozmyślać nad tym, czy jest jakikolwiek sens inwestować dalej w swój team. Przecież „Miedziowi”, choć do zakończenia bieżącego sezonu I ligi pozostały jeszcze dwie kolejki, już mają zapewniony awans do T-Mobile Ekstraklasy dzięki zeszłotygodniowemu zwycięstwu nad Widzewem Łódź, który oddał mecz walkowerem. Tylko rok zatem trwał rozbrat ekipy Piotra Stokowca z najwyższym szczeblem rozgrywkowym w Polsce, a teraz, kiedy ponownie wraca ona na rodzime salony, jej główny żywiciel postanawia zabrać zabawki i po prostu odejść? Coś tu chyba nie gra…
Wydaje się, że zaskakujące newsy sprzed kilku dni są wyssane z palca. Co prawda prezes Wirth narzekał jakiś czas temu na brak profitów dla jego firmy z tytułu finansowania Zagłębia, ale tych przecież w polskim futbolu próżno doszukiwać się mogą także inni wielcy inwestorzy, jak np. PGE GKS. Firma ta nie przeznacza na bełchatowską drużynę tak dużych pieniędzy jak dawniej, gdyż o wiele korzystniej jest jej wspomagać tamtejszy siatkarski zespół. Mariusz Wlazły i jego koledzy praktycznie co roku mogą pochwalić się jakimś znaczącym sukcesem, a sekcja piłkarska jest ligowym słabeuszem. I nawet jeśli popularna siata również nie jest wielce dochodową dyscypliną, to osiągnięcia Skry na pewno mile łechcą ego jej strategicznego partnera.
Wróćmy jedna do sytuacji Zagłębia: bardziej prawdopodobne od zakręcenia kurka z pieniędzmi Wirtha jest to, że jego utyskiwanie na postawę zawodników z województwa dolnośląskiego ma na celu przede wszystkim zmobilizowanie ich oraz sztabu trenerskiego. Wiemy wszyscy doskonale, że w Lubinie od dawna płacą bardzo dobrze i – co warte podkreślenia – na czas, czego niestety nie przestrzega się we wszystkich zespołach. Mistrzowie kraju z 2007 roku to stabilna firma, przez którą ostatnimi czasy przewinęło się wielu solidnych piłkarzy pokroju Arkadiusza Piecha, Dawida Abwo czy Bartosza Rymaniaka. Żadnego z nich nie ma już przy ul. Marii Skłodowskiej-Curie, ale są inni, którzy pewnie wywalczyli awans do elity. Kibice Zagłębia nie chlubią się jednak takimi „sukcesami”, gdyż ich zdaniem rokroczne pojedynki ekstraklasowe powinny być obowiązkiem dla „Miedzowych”, a nie nagrodą.











