Przed nami ostatnia kolejka grupowych zmagań Ligi Mistrzów. O komentarz do tych elitarnych rozgrywek poprosiliśmy jednego z najbardziej znanych polskich dziennikarzy, Romana Kołtonia. Nasz ekspert zwrócił uwagę, że Manchester City nie tworzy zespołu, kolektywu w przeciwieństwie do chociażby Bayernu Monachium. Kołtoń powiedział także, że w Manchesterze United panuje kult menedżera Fergusona, a Mourinho zmienił ofensywny styl Realu Madryt na mniej efektowny, ale bardziej efektywny.
Czy odpadnięcie z Ligi Mistrzów już na etapie fazy grupowej i rywalizacja zaledwie o trofeum Ligi Europy będzie dla Manchesteru City porażką?
Roman Kołtoń: Oczywiście, to jest klub budowany za wielkie pieniądze, z wielkimi ambicjami. Biorąc pod uwagę doświadczenie z poprzedniego sezonu w Lidze Europy i z tego w Lidze Mistrzów, to myślę że byłoby mało przyjemne znaleźć się znowu w Lidze Europy. To nie te pieniądze i nie ten cel.
Roman Kołtoń podziwia Mourinho (fot. Adidasnewsstream.com)
City zagra u siebie z niepokonanym Bayernem, a Napoli, czyli ten główny rywal do awansu, na wyjeździe z Villarrealem, który nie zdobył do tej pory ani jednego punktu. Manchester znalazł się w tej sytuacji tak naprawdę na własne życzenie. Czyżby podopiecznym Manciniego zabrakło doświadczenia w europejskich pucharach, a może po prostu zlekceważyli rywali?
Ani jedno, ani drugie, bo doświadczenie tych piłkarzy jako jednostek jest ogromne. Natomiast o lekceważeniu bym nie mówił, bo ja nie miałem wrażenia, że Manchester City zlekceważył Ligę Europy rok temu. I myślę, że teraz nie lekceważą Ligi Mistrzów. Chodzi o coś innego, o to, że ta drużyna nie jest dojrzała jako kolektyw – nie jako poszczególne jednostki. Symbolem tego zespołu w tej edycji Ligi Mistrzów będzie zachowanie Teveza w Monachium, gdzie odmówił wejścia na boisko. Widziałem ten mecz z Bayernem w Monachium i to nie był zły mecz Manchesteru City, ale Bayern jest dużo bardziej dojrzałą ekipą w każdym aspekcie. Bo chodzi też o mentalność zespołu, o to, jak oni współpracują ze sobą. Ja sobie jakoś nie wyobrażam piłkarza Bayernu, który odmówiłby wejścia z ławki rezerwowych na boisko. Ja rozumiem, że Tevez jest przykładem takiego piłkarskiego wariata, ale to też generalnie świadczy o całym zespole.
Czyli Barcelona jest budowana pod Messiego, Real możemy powiedzieć –pod Ronaldo, a w Manchesterze mamy tak dużo tych indywidualności, że ciężko jest zbudować kolektyw.
Tak, ja myślę, że jak jest aż tak dużo piłkarzy konkurujących ze sobą, to ta konkurencja jest bezwzględna. Tutaj chodzi też o ego, które kilku piłkarzy ma bardzo rozbudowane. Bo oczywiste jest to, że takim zawodnikiem jest Tevez, jest nim Balotelli, ale ja myślę, że na przykład Dżeko, którego ja też od wielu lat znam, to też jest piłkarz, który ma bardzo rozbudowane ego.
Lille podejmie u siebie Trabzonspor i jeśli któraś z tych drużyn odniesie zwycięstwo, to w dalszej fazie rozgrywek na pewno zobaczymy Polaków. Zważywszy na to, że pozostałe zespoły z grupy B to Inter Mediolan i CSKA Moskwa, byłaby to chyba niespodzianka?
Zgadza się. Lille, a w szczególności Trabzonspor to byłaby co najmniej niespodzianka, jak nie sensacja, w tym zestawieniu. Ja nie ukrywam, że chciałbym, aby Trabzon awansował, bo dla mnie to jednak jest taki klub, w którym jest w kadrze kilku Polaków. Pytanie, na ile oni grają, na ile będą grali. [śmiech] Ale zawsze jest nadzieja, że będą grali. Dlatego chciałbym, żeby Trabzon awansował dalej.
Istnieje prawdopodobieństwo, że w kolejnej rundzie niespodziewanie moglibyśmy nie zobaczyć Manchesteru United. Wierzy Pan, że Bazylea potrafi się zmobilizować na tyle, żeby wyrzucić „Czerwone Diabły” z Ligi Mistrzów?
Wierzę, że Bazylea może zagrać fantastyczny mecz, ale powiem szczerze, że Manchester z reguły panował nad sytuacją w rozgrywkach grupowych i tak jakby rozgrywał te grupy na zimno, na chłodno. On miał tak silną kadrę, że mógł sobie na to pozwolić. Teraz jest inna sytuacja. Natomiast czasami jest taki sezon, w którym wszystko się układa dziwnie. Jakiś mecz jest, no choćby ten pierwszy z Bazyleą, który przedziwnie przebiegał. I na koniec zaczyna brakować punktów. No ale [śmiech] ja sobie nie wyobrażam, żeby Manchester przegrał w Bazylei, może inaczej, żeby nie wygrał w Bazylei.
W Manchesterze zachodzi chyba zjawisko kolejnej już zmiany warty. Ferguson trochę odmłodził zespół, wprowadził kilku nowych zawodników, mówi się także o odejściu kilku czołowych piłkarzy w ostatnich latach. I chyba potrzeba trochę czasu, żeby Ferguson na nowo to wszystko zgrał?
Oczywiście, każda drużyna musi dojrzeć. Natomiast ja bym powiedział tak. Jeśli porównujemy Manchester United do Manchesteru City, to trzeba zwrócić uwagę na kult menedżera Fergusona w United. Ta jego rola jest absolutnie niepodważalna i naprawdę wielokrotnie piłkarze o tym mówili. Były takie sytuacje, że zawodnicy wchodzili z nim w konflikt, spór, jakieś niezadowolenie. To się zdarzało, pamiętamy – Stam czy Beckham. Tak że to nie jest tak, że nie ma sytuacji, w których ktoś gdzieś tam narzeka na Fergusona albo coś mu się nie podoba. Ale generalnie ten kult Fergusona powoduje, że nawet największe gwiazdy mogą być eliminowane. A na przykład w City jest kult piłkarzy. Oni sami siebie kultywują [śmiech], to też fakt. Tak że Manchester jest zupełnie inną drużyną. No ciekaw jestem, który z tych Manchesterów awansuje dalej.
W City tak naprawdę i menedżer został dobrany jako gwiazda. Mancini – Włoch, niegdyś piłkarz światowej klasy, a teraz menedżer z klasą. Na każdym meczu widać, że to jest ten sam poziom, ten sam pułap co piłkarze, których musi trenować.
Tak, Mancini to jest ciekawy trener. On ma mimo wszystko duże doświadczenie czy z Lazio, czy później z Interu. No ale nie jest łatwo być menedżerem takiego zastępu indywidualności. Czasami jest taka zasada, ja to wzoruję na Bayernie Monachium. Oni mają podstawową jedenastkę. Mają kilku bardzo dobrych zawodników, ale też nie starają się budować takiej atmosfery bezwzględnej rywalizacji o miejsce. Na dwa miejsca wśród napastników mają trzech piłkarzy, a nie czterech albo pięciu. Bo wtedy nie ma zespołu.
W tym sezonie zachwyca Real Madryt. Podopieczni Mourinho strzelają dużo bramek, przy tym nie tracą zbyt wielu goli, a ich styl gry jest naprawdę ciekawy. Czy ta drużyna jest w stanie powrócić na szczyt i odzyskać miano najlepszego zespołu w Europie?
Taki jest cel, bo Real pożegnał się przynajmniej na chwilę ze swoją filozofią pięknego futbolu na rzecz Mourinho. Bo oczywiście, że Mourinho dzisiaj tłamsi rywali, ale ma też plejadę gwiazd. Natomiast jego filozofia futbolu to jest filozofia mimo wszystko oparta na defensywie. I prawdę o Realu poznamy dopiero w fazie pucharowej. Wtedy przekonamy się, jak silny jest ten Real i jaki jest styl gry tego Realu. Nastrzelać słabszym rywalom dużo bramek, mając taką plejadę gwiazd, to nie jest aż tak trudno. Ja bym powiedział, że dla mnie Mourinho się troszeczkę zatracił. Ja byłem fanem Mourinho albo może inaczej – byłem jednym z tych, którzy doceniali jego warsztat. Gdzieś on przekroczył pewne granice, tak jakby stał się karykaturą samego siebie. Sam jestem ciekaw, czy Real wygra. Już stare rzymskie przysłowie mówi „zwycięzców się nie sądzi”. Ale czy wygra?
Bardzo ciekawie wygląda sytuacja w grupie E. Do bezpośredniej walki o awans stanie Valencia i Chelsea Londyn. Latem z Valencii do „The Blues”odszedł Juan Mata, który odszedł by, zdobywać trofea, na które z Valencią w zdominowanej lidze hiszpańskiej nie miał zbyt dużych szans. A teraz istnieje duże prawdopodobieństwo, że straci szanse na zdobycie tego najcenniejszego trofeum, jakim jest puchar Ligi Mistrzów, przez swój były klub, imponujący ostatnio formą. Czyżby ironia losu?
Czasami tak w życiu bywa. Mimo wszystko Chelsea to jest większa gwarancja walki o trofea niż Valencia. No ale taki paradoks czasami jest w historii, że w jednym sezonie po krótkim czasie może się okazać, że to Valencia będzie zdobywać trofea… chociaż trudno mi sobie wyobrazić, żeby Valencia wygrała Ligę Mistrzów. Natomiast [śmiech] czasami tak jest. Wydaje mi się, jakbym tak miał skomentować Chelsea, to jest taki zespół, który też jest na rozstaju dróg. Takim rewolucjonistą miał być Villas-Boas, ale pytanie, czy to jest człowiek, który dojrzał do tego, żeby prowadzić taki klub jak Chelsea. Czy go za szybko nie skusiło to, żeby wziąć klub, w którym też jest plejada gwiazd. Bezwzględna rywalizacja, wielkie oczekiwania, wielka presja. Powiedzmy, że Mourinho też po przygodzie z Porto znalazł się w Chelsea. Ale po pierwsze był trochę starszy, a po drugie wcześniej mimo wszystko dłużej prowadził Porto, bo wygrał z nimi Puchar UEFA, Ligę Mistrzów. Miał trochę większe doświadczenie. Wcześniej pracował z Bobbym Robsonem, Louisem van Gaalem. Ja rozumiem, że Villas-Boas też ma fajne doświadczenie, bo był uczniem Mourinho, ale chyba się porwał za wcześnie na Chelsea. Tak mi się wydaje.
Zbyt szybko chciałby osiągnąć to co Mourinho, chciałby za szybko przerosnąć swojego mistrza…
[śmiech] No tak, często tak jest, że uczeń chce przerosnąć mistrza.
Wielu ekspertów twierdzi, że Borussia Dortmund w tym roku płaci frycowe w Lidze Mistrzów. Mnie się jednak wydaje, że ta słabsza dyspozycja w europejskich pucharach wynika bardziej ze słabej gry drugiej linii mistrza Niemiec. Słabo gra Grosskreutz, nie ma formy Kagawa, nie widać też następcy Sahina, którym miał być Gundogan. Jedynie Goetze trzyma poziom. Pomoc jest chyba największym obecnie mankamentem Borussii.
Borussia to jest dla mnie zagadka, bo ja widziałem wszystkie pięć meczów Dortmundu i to były dziwne mecze. Mogli wygrać pierwszy mecz z Arsenalem, a tylko zremisowali. Grali, jak grali. Z Marsylią przegrali wysoko, chociaż z gry mieli przez godzinę więcej niż Marsylia, decydujące były błędy indywidualne. Zostali stłamszeni, zniszczeni w Pireusie. Techniczna piłka Olympiakosu spowodowała, że oni wyglądali jak niemiecka drużyna. Mimo że wcześniej można było właśnie się zachwycać Dortmundem. Z kolei wygrali później z tym Olympiakosem, taka przedziwna huśtawka, jeśli chodzi o Ligę Mistrzów i Dortmund. Ja mimo wszystko bym powiedział, że ta drużyna gdzieś w Bundeslidze jest oswojona ze stawką, ciężarem gatunkowym meczu itd. Liga Mistrzów to jest coś więcej, co było widać w tych meczach.
Skazywany ostatnio praktycznie co rok na degradację z europejskiej elity Arsenal Londyn wciąż ma się dobrze i już wiemy, że „Kanonierzy” zagrają w kolejnej rundzie. Ale na co faktycznie stać Arsenal? Czy władze klubu zaślepione zyskami nie zadowalają się przypadkiem rezultatami znacznie poniżej oczekiwań? Czy Arsenal nie stał się w ostatniej dekadzie po prostu takim mocnym średniakiem i nic poza tym?
Jeśli miałbym tak odpowiadać jednym zdaniem, to powiedziałbym, że stać ich co najwyżej na ćwierćfinał, a może tylko na 1/8 finału. Natomiast ja bym powiedział tak: przeanalizowałem transfery Arsenalu przed tym sezonem i wyszło na to, że oni aż tak bardzo się nie wzbogacili w tym okienku transferowym, bo ratowali sytuację, i o ile ja się nie mylę, wydali około 60 milionów euro, a zarobili ponad 70. Kilkanaście milinów euro, ktoś powie, że to nie jest dużo pieniędzy. Dużo i niedużo, zależy, jak na to spojrzymy. W całym biznesie Arsenalu to nie jest niewiadomo ile pieniędzy, bo ktoś powie, że bardzo dużo Barcelona zapłaciła za Fabregasa. Ale pytanie jest inne: czy Fabregas był do zatrzymania? No niestety są takie kluby, takie miejsca, które po prostu… to tak, jakby ktoś przyszedł do Roberta Lewandowskiego i mu powiedział, że będzie grał w Realu Madryt. Wydaje mi się, że on też by się nie zastanawiał. Nuri Sahin też był namawiany przez wszystkich w Dortmundzie, żeby został. A miał klauzulę odejścia i z niej skorzystał, bo Real to jest Real.
Tak samo wydaje mi się, że dla Fabregasa ten powrót do Barcelony, o którym się mówiło już nie tylko w tym roku, bo tak samo mówiło się rok czy dwa lata temu, to była jakby naturalna kolej rzeczy. Powiem szczerze, że ja strasznie lubię Fabregasa, to jest mój ulubiony piłkarz od kilku lat i po prostu to jest piłkarz, którego odejście bardzo bolało… Zresztą czytałem taką wypowiedź Wengera w „L’Equipe”, że z Fabregasem i Nasrim odeszło od niego dwóch piłkarzy, którzy zaczynali już być u szczytu swoich możliwości. On ich kształtował i oni odeszli w takim najlepszym momencie, w którym to oni będą decydować na świecie o meczach na światowym poziomie. Dlatego ja rozumiem jego ból, bo też to dostrzegam. Widziałem Fabregasa, jak na Euro 2008 wchodził z ławki, to po prostu mówię, kurczę, taki gość wchodzi z ławki. Na mistrzostw świata kto rozstrzygnął finał? To był Fabregas.
Piłkarz, który połączył techniczną piłkę hiszpańską z fizyczną grą angielską, więc stał się tak naprawdę piłkarzem kompletnym…
To jest jest dobra charakterystyka. Tutaj zwróćmy uwagę, że on potrafi w nieprawdopodobny sposób właśnie przez tę charakterystykę zdominować środek pola i w defensywie, i w ofensywie. On też idzie z piłką przy nodze do przodu. To jest coś nieprawdopodobnego. Jest szybki i dynamiczny. Ma trochę inne walory niż Iniesta i Xavi, którzy też są genialni, ale on moim zdaniem jest jeszcze bardziej dynamicznym piłkarzem z piłką przy nodze. I teraz jest pytanie: czy on faktycznie nie chciał zostać? A jeśli chodzi o Nasriego, to jest z kolei pytanie o te tygodniówki, o które w Arsenalu trwa dyskusja od lat – płacić czy nie? Gdzieś czytałem, że Manchester City zaoferował tygodniówkę Nasriemu razy dwa, czyli jak on zarabiał 90 tysięcy funtów, to nagle dostał 180. I tu jest pytanie: czy łamać strukturę płacy w klubie…?
W grupie G pewny awans ma APOEL, a o drugie miejsce powalczą Porto i Zenit. Ja chciałbym zobaczyć w kolejnej rundzie oba zespoły, ale to niestety niemożliwe. Kogo typuje Pan na zwycięzcę tej rywalizacji?
Porto ma siłę. Są doświadczeni, wygrali Ligę Europy i z pewnością będą faworytem. Cieszę się że APOEL zagra w następnej rundzie. Widziałem ten zespół na tle Wisły Kraków, pokazali wtedy swoją wyższość. Potwierdzili swoją jakość w silnej grupie. Trafili wręcz do morderczej grupy, z której nie mieli prawa wyjść. Jednak mądry trener potrafi zdziałać cuda i awansować. APOEL gra bardzo nieprzyjemny futbol, dobry taktycznie. Po dwóch sezonach zawsze przychodzi słabszy okres i dlatego teraz Szachtarowi nie poszło najlepiej. Ale jeśli porównać budżety obu tych klubów, to faktycznie sukces APOEL-u jest jeszcze większy.
Na koniec Viktoria Pilzno, która sensacyjnie dostała się do Ligi Mistrzów i tak naprawdę wykonała swój plan, bo jeżeli nie stanie się nic niespodziewanego, to Czesi zagrają w Lidze Europy. Viktorię można chyba postawić za przykład polskim klubom, które tak mocno i nieudolnie próbują awansować do Champions League?
No tak… to jest piękna historia, taka z gatunku niemożliwych, a jednak możliwych w futbolu. Dziś brakuje nam szczęścia. Chciwość nas zabija, są różne historie. Viktoria i APOEL trafiają do wyobraźni. A Pilzno to już w ogóle jest prawdziwe ekstremum. Ich budżet stanowi chyba 1/3 budżetu czołowych polskich klubów. Więc widzimy, że jednak się da.
Kołton ty i te twoje komentarze… idz juz lepiej
do innej roboty!!!!!
~
~Amadeuszowski
Co wy macie z tym „tak żę”? Pisze się TAKŻE!
Matko.
~
~navi
dziwny jesteś kotłon to jeden z najlepszych
polskich dziennikarzy…siedzę na koniu
~
~ahhahahhaha
tak że tak że tak że ! jeah
~
~Artur
Pogodzę was dwóch Roman Kołtoń ma jedna z
najwiekszych wiedzy z Polskich dziennikarzy jak nie
najwieksza,ale komentorem jest Marnym On sie nie
nadaje na komentora pierniczy jakies farmazony o
zyciu piłkarzy trenerów związków itp a po co komu
to wiedzieć podczas meczu spójrzmy na Dariusza
Szpakowskiego to jest najlepszy obecnie Polski
Komentator !! albo niegdyś Jan Ciszewski On
potrafił oddać emocje płakać i śmiać się z
Kadra podczas transmisji wczuwał się w widza
piłkarskiego !! a teraz Tych komentatorów jest
pełno byłych Piłkarzy pchają się bo nie mają
nic innego do roboty Radziu Majdan Andrzej Juskowiak
Grzegorz Mielcarski Kazimierz Węgrzyn,Tomasz Hajto
i trochu jeszcze ich bym zliczył !!! ;]
Gratuluję bezrefleksyjnego patrzenia na świat ;) I
proszę, przestań wprowadzać innych użytkowników
w błąd.
~
~xxx
Kołton się zatracił, kiedyś patrzał obiektywnie
na świat piłkarski.
~
~szwajc1212
Pamiętam jak milanista pan Roman w sezonie kiedy
inter Mourinho miażdżył czerwono czarnych
komentował ligę Włoską :). W tym sezonie też
Portugalczyk zdobył wszytko co było do wygrania a
kolega pana Kołtonia pan Kowalczyk krytykował go za
to że Eto nie grał na środku ataku ( pan Wojtek to
kibic barcy ). Podsumuję to tym że jeśli się
znajdzie jakiś wierny kibic porto chelsea lub interu
nie zadowolony z pracy the specjal one będzie się
można zastanawiać czy coś jest nie tak .