Wisła Kraków przegrała w meczu fazy grupowej Ligi Europy z Twente Enschede 1:4. Mistrz Polski szybko objął prowadzenie, lecz Holendrzy prędko odrobili straty, a później dobitnie pokazali, która drużyna jest lepsza. Wynik mógł być wyższy, jednak Emir Bajrami dwukrotnie trafił w poprzeczkę.
Wisła już przed spotkaniem została pozbawiona dwóch największych atutów. W starciu z Twente nie mogli bowiem wystąpić Maor Melikson i Patryk Małecki. Już na początku meczu okazało się, że tak osłabiona „Biała Gwiazda” może mieć poważny problem, bo Holendrzy w pierwszych pięciu minutach dwukrotnie mocno zagrozili bramce Parejki. Jednak kiedy krakowianie złapali wiatr w żagle, nie było już mowy o żadnych problemach. Rozwiązał je jedną indywidualną akcją David Biton, który w 9. minucie popędził piłką środkiem pola i popisał się efektownym strzałem zza pola karnego. Efekt – piłka w siatce i prowadzenie Wisły 1:0.

Niecałe dziesięć minut później mogło i powinno być 1:1. Parejko z wielkim trudem odbił piekielnie mocny strzał Wouta Bramy, lecz piłka trafiła wprost pod nogi Marka Janko. Ten bez zastanowienia huknął na bramkę, ale golkiper Wisły po raz kolejny popisał się fantastyczną interwencją. Polski zespół odgryzł się akcją Kirma, który wygrał pojedynek sam na sam z bramkarzem rywali i gdyby piłka nie odskoczyła mu zbyt daleko, byłoby już 2:0. Ostatecznie skończyło się na podaniu do Bitona, który zachował się zbyt egoistycznie i zamiast podawać do lepiej ustawionego partnera uderzył na wiwat.
W pierwszych 20 minutach emocji nie brakowało. Duże problemy krakowskiej defensywie sprawiał urodzony w Liberii 19-latek, Ola John. W Wiśle pierwszoplanową postacią był oczywiście Parejko, lecz kibice z drżeniem serca spoglądali na poczynania kapitana swojego zespołu – Radosława Sobolewskiego. Były reprezentant Polski dostał żółtą kartkę, która zupełnie nie ostudziła jego zapału. Po chwili „Sobol” znów faulował, a fanom przypomniał się mecz Polska – Niemcy z mistrzostw świata w 2006 roku. Mimo prowadzenia Wisły przewaga była po stronie gospodarzy i w końcu została ona udokumentowana golem. W 32. minucie po dośrodkowaniu z rzutu wolnego obrońcy Wisły popełnili błąd w kryciu, który z zimną krwią wykorzystał Luuk de Jong, pakując piłkę do siatki mocnym strzałem głową.
W końcówce pierwszej części spotkania nie brakowało dogodnych sytuacji strzeleckich. Dla Twente mógł trafić Bajrami, z kolei wiślacy mogli wyjść na prowadzenie po strzale Bitona. W doliczonym czasie gry gospodarze zadali jednak bardzo bolesny cios. Po dośrodkowaniu Oli Johna w pole karne piłkę dosięgnął Janko, który popisał się znakomitym instynktem snajperskim. Austriak tylko dostawił nogę i piłka wylądowała w siatce.











