Viktoria Pilzno nie mogła być godnym rywalem dla Barcelony. Podopieczni Pepa Guardioli rozegrali w Czechach mecz w ramach 4. kolejki fazy grupowej Ligi Mistrzów. Kontrolując spotkanie, wbili gospodarzom cztery bramki, nie tracąc żadnej.
Przed spotkaniem wszyscy kibice w Europie zastanawiali się, ile bramek zaaplikuje dzisiejszego wieczora Barcelona. O remisie, nie mówiąc już o stracie punktów przez Katalończyków, nie było nawet mowy. Jak się później okazało, do niespodzianki nie doszło. Bo chyba nie mogło.

Od samego początku spotkania Barcelona musiała sobie radzić ze zmasowaną obroną gospodarzy, którzy nie kwapili się, by wyjść z piłką poza własną połowę. Już na początku spotkania próbował wstrzelić się Messi, ale to jeszcze wtedy nie było to coś. Następnie uderzał Dani Alves, próbował również Isaac Cuenca, ale nic z tego nie wychodziło. W 22. minucie z pomocą dla Barcelony przyszedł Cisovsky, który wyleciał z boiska po brutalnym faulu w polu karnym na Leo Messim. Argentyńczyk takich szans nie marnuje, więc na tablicy wyników widniało już 1:0. Grając w przewadze, Barcelona nie potrafiła jednak działać tak jak zwykle, ponieważ płynną grę uniemożliwiali im miejscowi, którzy umiejętnie przeszkadzali. Barcelona nadal jednak atakowała, a przodował w tych atakach Messi.
Tuż przed końcem pierwszej połowy drugą bramkę w tym meczu strzelił Messi. Ładna, zespołowa akcja, którą zakończył piłkarz, była głównie autorstwem Adriano, który pięknie obsłużył Argentyńczyka. Do przerwy Barcelona zasłużenie prowadziła 2:0, obie bramki strzelił Lionel Messi, dla którego były to trafienia numer 200 i 201 dla klubu ze stolicy Katalonii. Nic nie wskazywało na to, że gospodarze będą chcieli pokusić się o odwrócenie losu tego pojedynku.
Druga połowa nie zwiastowała niespodzianki, tym bardziej że Barcelona nadal dominowała nad rywalem, który ciągle biegając za piłką, męczył się niemiłosiernie. Częste ataki podopiecznych Guardioli mogły, a właściwie powinny, przynieść skutek już na samym początku drugiej części gry. Wtedy to jednak dała znać o sobie opieszałość i mała doza doświadczenia Cuency, który zmarnował wyśmienitą sytuację do strzelenia gola. Od czasu do czasu atakowali też gracze Viktorii, ale nieśmiałe i niecelne strzały Horvatha czy Pilara nie mogły zagrozić bramce Victora Valdesa.











