20 marca 1996 roku Legia przegrała 0:3 z Panathinaikosem Ateny i na ćwierćfinale zakończyła zmagania w Lidze Mistrzów. Kto mógł wtedy przypuszczać, że ponad 18 lat później stołeczny klub dalej będzie wspominał to starcie jako ostatni pojedynek w tych elitarnych, szczególnie dla polskich drużyn, rozgrywkach.
Co rok pojawiają kolejne dumne zapowiedzi i zapewnienia, że tym razem się uda. Wczorajszy mecz z Saint Patrick’s jasno pokazał, że i tym razem były to deklaracje na wyrost. Cały czas pozostaje jeszcze nadzieja, ale trzeba pamiętać, że z każdą rundą przeciwnik będzie coraz trudniejszy.
Rok 1996 wydawał się przełomowy dla klubu z Warszawy. Po sukcesie, jakim niewątpliwie był awans do grona ośmiu najlepszych zespołów, wszyscy byli przekonani, że Legia na stałe zagości w Champions League. Co prawda nie od następnego sezonu, bo w lidze zajęła drugie miejsce, ale przynajmniej od kolejnych. Stało się jednak inaczej, Legię dopadła niemoc na krajowym podwórku i na następny występ w eliminacjach trzeba było czekać aż do sezonu 2002/2003.
Lanie w Barcelonie
Warszawski klub swoje potyczki rozpoczął od dwumeczu z Vardarem Skopje, którego udało się wyeliminować po wynikach 3:1 i 1:1. Nie przyszło mu to łatwo, ale nastroje wśród kibiców i piłkarzy były bojowe. Los okazał się jednak bardzo okrutny i o awans do fazy grupowej trzeba było się bić z Barceloną. Ta okazała się bezlitosna i po rywalizacji zakończonej rezultatem 4:0 Legia zakończyła swoją przygodę z tymi rozgrywkami.
Nieco lepiej było co prawda w Pucharze UEFA, ale zmagania z Schalke 04 z góry były skazane na niepowodzenie.
Kolejne długie czekanie
Następnie przyszła podobna niemoc, jaka dotknęła Legię w latach 1995-2002. Kolejne miejsca w lidze: 4.,2. i 3. sprawiały, że o walce o grze w Lidze Mistrzów trzeba było zapomnieć.
Występy na niższym szczeblu, a więc w Pucharze UEFA, również nie sprawiały kibicom nadmiernej radości. Sezon 2004/2005 I runda, rok później kompromitacja z FC Zurich i klęska 1:5 w dwumeczu. Jedyny akcentem pozytywnym dla klubu było kolejne zwycięstwo w lidze, które pozwalało po raz kolejny bić się o Ligę Mistrzów.
Za mocny Szachtar
Legia zmagania w kolejnym sezonie rozpoczęła od II rundy i dwumeczu z Islandzkim Hafnarfjördur. 1:0 i 2:0 sprawiły, że stołeczny klub zameldował się w kolejnej fazie rozgrywek. Tam czekał już na niego zespół z Doniecka. Porażka 0:1 na Ukrainie pozwalała kibicom wierzyć w odwrócenie losów pojedynku. Nic takiego jednak się nie stało. Legia walczyła dzielnie, ale rezultat 2:3 sprawił, że po raz kolejny trzeba było się cieszyć rozgrywkami pocieszenia.
Tak było do sezonu poprzedniego, który tak jak ten obecny miał być przełomowy dla zespołu. Tym bardziej że w życie weszła już propozycja Platiniego, która miała umożliwić mniejszym klubom grę w tych elitarnych rozgrywkach.
Tym razem Steaua
Tutaj zmagania rozpoczęły się jeszcze łatwiej niż w poprzednich latach, bo od dwumeczu z The New Saints z Walii. Przeszkoda została wyeliminowana i pozostało już tylko czekanie na rywala w kolejnej rundzie. Niespodziewanie trudne warunki postawiło Legii norweskie Molde, które udało się wyeliminować tylko i wyłącznie dzięki bramkom zdobytym dla wyjeździe.










