ŁKS przejmował w bardzo ważnym dla klubu momencie – gdy ten wchodził do I ligi i pomału miał zaczynać marsz w kierunku ekstraklasy. Rzeczywistość znacznie przerosła oczekiwania. Łódzki zespół zaliczył trzeci awans z rzędu i już w pierwszym sezonie pod wodzą Moskala wskoczył do polskiej elity. Do czasu samej gry na ekstraklasowych boiskach wszystko układało się doskonale, potem zaczęły pojawiać się problemy. ŁKS-owi nie szło, a upartość trenera wobec stylu gry zespołu wzbudzała coraz więcej wątpliwości. I w końcu, na chwilę przed powrotem do normalnych treningów, Kazimierz Moskal zakończył przygodę z łódzkim klubem.
Wydawało się, że prezes Tomasz Salski trenerowi Moskalowi udzielił pełne wotum zaufania. Będąc gościem w łódzkiej telewizji TOYA, dał zapewnienie, że jeśli ŁKS spadnie z ekstraklasy, to z tym samym trenerem, który go tam wprowadził. Drogi obu panów rozeszły się jednak znacznie prędzej, niż się spodziewano. Walkę o utrzymanie łódzki klub podejmie bez swojego cudotwórcy, który wprowadził go na szczyt w znacznie szybszym od przewidywanego tempie.
Początek drogi na szczyt
Po sezonie gry w II lidze ŁKS z drugiego miejsca się z niej wydostał. Wówczas jeszcze za sterami drużyny siedział Wojciech Robaszek – trener, który w ostatnim czasie często przewijał się w historii łódzkiego klubu. Zarząd doszedł jednak do prostego, ale kluczowego dla przyszłości wniosku – aby walczyć o ekstraklasę, potrzebujemy świeżej krwi, człowieka, który udźwignie taki poziom. Wybór padł na Kazimierza Moskala, czyli trenera, który na boisku, ale też na ławce przeżył bardzo wiele. I szybko się przekonano, że postawiono na właściwą postać.
Już na początku pracy z dyrektorem sportowym, Krzysztofem Przytułą, doszło do kilku, jak się okazało, kluczowych dla ŁKS-u ruchów na rynku. Latem klub wzmocnili między innymi Dani Ramirez, Jan Grzesik, Artur Bogusz, Łukasz Piątek czy wracający z wypożyczenia Jan Sobociński. Tak odświeżonemu zespołowi wróżono powodzenie w I lidze, walkę o wysokie miejsca w tabeli, ale pojedyncze osoby mogły zakładać, że uda się od razu awansować do ekstraklasy. Sam Dani Ramirez w rozmowie z nami mówił, że Krzysztof Przytuła zapewniał mu przed przeprowadzką do Łodzi, iż pierwszy sezon ŁKS-u na pewno będzie dobry, ale to w drugim będą starali się awansować.
Oficjalnym debiutem trenera Moskala na ławce trenerskiej ŁKS-u był wygrany 1:0 mecz przeciwko drużynie Chrobrego Głogów. Od wyjazdowego triumfu łodzianie rozpoczęli marsz po trzeci z rzędu awans. Oczywiście nie cały czas było kolorowo, przez pewną chwilę ŁKS zajmował nawet 13. miejsce w I lidze i na wizję gry w następnym sezonie w ekstraklasie patrzyło się z przymrużeniem oka. Przełomowym momentem był mecz 10. kolejki z Puszczą Niepołomice, od którego zaczęła się seria bez porażki ŁKS-u. 12 zwycięstw oraz sześć remisów, do 27. rundy zespół Kazimierza Moskala nie miał sobie równych. Zatrzymał się dopiero na… Puszczy Niepołomice. A tym, który wówczas zabił serię ŁKS-u, okazał się jego były zawodnik – Bartosz Widejko, którego łódzki klub oddał w zimowym oknie transferowym.







Na przestrzeni 64 meczów, prowadząc Łódzki Klub Sportowy, Kazimierz Moskal upodobał sobie przede wszystkim zwycięski wynik 2:0. Takim rezultatem łodzianie kończyli mecz za jego kadencji aż 12 razy. Pozostałymi „ulubionymi” wynikami byłego trenera „Rycerzy Wiosny” były 1:1 oraz 0:1 (po siedem razy), a także 3:0 i 0:0 (po pięć razy). Najwyższe zwycięstwo ŁKS-u pod wodzą Kazimierza Moskala zostało odniesione w meczu z Odrą Opole w Łodzi w listopadzie 2018 roku, wówczas ełkaesiacy pokonali rywali aż 5:1. Najbardziej bolesna porażka przypadła zaś na ekstraklasowy bój w Krakowie z Wisłą zakończony porażką gości 0:4.




