Chyba nie było w ostatnim czasie drugiego takiego piłkarza, który tyle czekałby na występ w reprezentacyjnej koszulce co on. Poniekąd wynika to oczywiście z pewnej filozofii Jerzego Brzęczka, który niespecjalnie lubi dokonywać zmian w swojej wyjściowej jedenastce i ogranicza się do 12-13 piłkarzy. Jednak nawet gdy selekcjoner coś zmieniał, praktycznie nigdy roszady te nie obejmowały pomocnika Torino. I mimo że Jerzy Brzęczek podkreśla na każdym kroku, że jest innym trenerem niż Adam Nawałka, ma inny pomysł na kadrę i jak sam twierdzi, gra jego drużyny jest lepsza od gry zespołu poprzednika, to jedno i tak ich łączy – niechęć do nazwiska Karol Linetty.
Występ przeciwko Finlandii był jego 23. w reprezentacji i już teraz wiemy, że zdecydowanie najlepszym. Poprzeczka co prawda nie była zawieszona zbyt wysoko, jednak Karol przeskoczył ją zdecydowanie. Jeśli ktoś wcześniej chciał szukać jakichś racjonalnych argumentów, tłumaczących dlaczego Karol Linetty nie gra w kadrze, to jedynym była jego postawa we wcześniejszych spotkaniach. Jednak mało kto zwracał uwagę na fakt, że poważnej szansy nie dostał on od listopada 2018 roku. Wtedy po raz ostatni wyszedł w podstawowej jedenastce.
Przez ten czas Karol Linetty bardzo się zmienił. Rozegrał kilkadziesiąt spotkań w Serie A, zbudował swoją pozycję na Półwyspie Apenińskim, co zaowocowało przejściem do Torino. Ten transfer zaskoczył wiele osób, tak samo jak brak szans w drużynie narodowej. Jednak przyglądając się tej transakcji bliżej, ma ona sens. Tak samo jak sens ma jego gra w pierwszym składzie drużyny narodowej.
Klub jedno, kadra drugie
Często w dzisiejszej piłce reprezentacyjnej zmagamy się z problemem przełożenia formy z meczów ligowych na reprezentacyjne. I gdy oglądamy spotkania reprezentacji, zastanawiamy się, dlaczego dany piłkarz nie funkcjonuje tak dobrze jak w drużynie klubowej. Z tym problemem zmagają się notorycznie gracze na całym świecie. Wszyscy pamiętamy jeszcze chociażby krytykę Roberta Lewandowskiego z czasów gry dla Borussii Dortmund. Dziś też takich graczy nie brakuje. Zieliński, Krychowiak, Klich i właśnie Karol Linetty.
Co ciekawe, wszyscy z wymienionych przeze mnie piłkarzy to środkowi pomocnicy. Oczywiście jedni usposobieni bardziej defensywnie, inni ofensywnie, ale nadal grający w środkowej strefie boiska. Przyglądając się obiektywnie kadrze Jerzego Brzęczka, nie ma drugiej takiej pozycji, gdzie tak bardzo byłyby zachwiane proporcje pomiędzy tym, co jest w klubie, a co w reprezentacji na niekorzyść drużyny narodowej.











