Dawno już żaden transfer Polaka nie był taką zagadką i nie niósł ze sobą tylu pytań. Karol Linetty po 4 latach spędzonych w Sampdorii, przeprowadza się do Turynu, ale nie na Allianz Stadium tylko Stadio Olimpico di Torino. Reprezentant Polski postanowił zamienić 15 klub poprzedniego sezonu Serie A na 16. Gdzie tu logika? Spróbujmy jej poszukać
Był lipiec 2016 roku, skończyły się Mistrzostwa Europy, które zgodnie wszyscy okrzyknęli najlepszym turniejem dla Polski w XXI wieku. Na fali entuzjazmu Polscy piłkarze podbili letnie okienko transferowe. To wtedy Milik wraz z Zielińskim dołączyli do Napolii, Glik do Monako, Krychowiak do PSG, Kapustka do Leicester. Nieco w cieniu tych wielkich transakcji był transfer Linettego z Lech do Sampdorii.
Niewiele zmieniło się przez te 4 lata spędzone na Stadio Luigi Ferraris. O Linettym nadal nie mówiło się w Polsce dużo, cały czas pozostawał w cieniu Zielińskiego, a jeśli już poruszano jego temat to w kontekście nieudanych meczów w reprezentacji. Widziano w nim partnera Grzegorza Krychowiaka na środku pola, ale w żadnym z 23 meczów reprezentacyjnych nie przekonał na tyle by faktycznie nim być. W kadrze zasłynął tylko raz, gdy na ostatnich Mistrzostwach Świata jako jedyny gracz z pola nie zagrał ani minuty.
Linetty nigdy nie lubił szumu wokół swojej osoby. Był cichym chłopakiem, skupiającym się na ciężkiej pracy i treningu. Trudno znaleźć choć jeden skandal, który by wywołał. Taka charakterystyka wydawała się bardziej pasować do Bundesligi niż Serie A. Jednak jego inteligencja i zmysł taktyczny spowodowały, że we Włoszech odnalazł się świetnie.
Szybka aklimatyzacja
Już w pierwszym sezonie wszedł do wyjściowego składu Sampdorii. Nie potrzebował mitycznego czasu na aklimatyzacje. I mimo że momentami było trudno – jak sam podkreśla, został przygnieciony taktyką, musiał obserwować, którą ręką piłkarz wrzucający aut ją bierze, by znać sposób rozegrania –to dał sobie radę. Być może pomagała w tym też obecność w składzie Bartosza Bereszyńskiego, którego Karol znał jeszcze z czasów Lecha, ale i tak taktyki i włoskiej specyfiki musiał nauczyć się sam.
W Sampdorii przez te 4 sezony rozegrał 132 mecze, strzelając 11 goli i notując 13 asyst. Patrząc na te liczby tym bardziej możemy być zaskoczeni niedocenianiem i nietraktowaniem kariery Linettego poważnie. Ilu Polaków w ostatnim czasie grało bądź gra w lidze top 5, przez więcej niż 2 sezony z taką regularnością, nie będąc bramkarzem?

Włosi na piłce znają się jednak lepiej niż Polacy i grę Linettego docenić potrafią. Polak oferty odejścia z Sampdorii miał już w styczniu. Jednak postanowił zachować się fair wobec klubu i poczekać aż ten spokojnie się utrzyma. No dobrze, ale ktoś może teraz powiedzieć skoro jest taki dobry to czemu nie pójdzie do lepszej drużyny?
To pytanie pokazuje jak często my, Polacy patrzymy na piłkę zero-jedynkowo. Linetty nie jest dziś drugim Pirlo, Iniestą czy Krosem i pewnie nigdy nie będzie, i nie pójdzie do Juventusu, Barcelony czy Bayernu. Nie każdy dociera na sam szczyt, dla niektórych szczytem jest utrzymywanie się na średniej wysokości przez kilka lat i takim piłkarzem jest . Polska nie jest Brazylią, Niemcami czy też Hiszpanią by takich piłkarzy nie doceniać i ich odtrącać.











