Polskie media obiegła szokująca informacja o tym, że Kamil Wojtkowski został zatrzymany przez policję. Jak się okazało, zawodnik Jagiellonii nie zatrzymał się do kontroli drogowej, rozbił i porzucił auto, a następnie uciekł z miejsca zdarzenia. Konsekwencje? Zarzut, za który grozi do pięciu lat pozbawienia wolności, ale być może dojdą kolejne po wynikach badań toksykologicznych. Sam klub również wyciągnął surowe konsekwencje i rozwiązał z nim kontrakt.
Kariera 23-latka zapowiadała się naprawdę obiecująco. Debiut w ekstraklasie już w wieku 16 lat w sezonie 2014/2015. Wojtkowski zaczął przyciągać coraz większą uwagę i jego występy zauważono w Niemczech. Przeszedł do RB Lipsk, w którym występował regularnie w drużynie młodzieżowej. Nawet dwa razy udało mu się znaleźć na ławce w seniorskiej drużynie. Niestety od tamtego czasu wiele się zmieniło i Kamil Wojtkowski stał się niezbyt wyróżniającym się ligowcem. I już lada moment może być na marginesie polskiej piłki. Czy to wina umiejętności czy może mentalności? W końcu jak to powiedział Zbigniew Boniek: „Talent piłkarza zaczyna się od szyi w górę”.
Dobry czas w Niemczech
Kamil Wojtkowski przeszedł do niemieckiego RB Lipsk przed sezonem 2015/2016. Co ciekawe, był również na testach w angielskim Fulham, jednak było to przed ukończeniem 16. roku życia, przez co transfer nie doszedł do skutku. W Niemczech występował w młodzieżowej drużynie i radził sobie całkiem przyzwoicie. Grał regularnie i był zauważalny jego rozwój. Niestety w wyniku kilku niezależnych od piłkarza splotu zdarzeń jego kariera wyhamowała. Przyczyniły się do tego kontuzja, która wykluczyła go z piłki na kilka miesięcy, oraz potrzeba zmienienia klubu, ponieważ RB Lipsk nie chciał dłużej prowadzić drugiej drużyny.
W aspekcie nowego klubu mówiono nie tylko o polskim podwórku, ale również niemieckim czy holenderskim. Ostatecznie trafił on do Wisły Kraków. Tutaj warto również dodać, że w tym samym czasie w RB Lipsk był również Przemysław Płacheta, który znalazł się w podobnej sytuacji. Zawodnik Norwich City jest tutaj dobrym odniesieniem w kontekście poprowadzenia kariery.
Trzy lata w Wiśle Kraków
Gdy Kamil Wojtkowski wracał do Polski, pokładano w nim duże nadzieje. Szansę na grę w Krakowie dostał momentalnie, co prawda wchodził głównie z ławki, ale miał okazję powalczyć o wyjściowy skład. Nie poradził sobie do końca z nałożoną na niego presją i dopiero w swoim trzecim sezonie w Wiśle zaczęto na niego stawiać, przyczynił się do tego również status młodzieżowca. Z piłkarskimi umiejętnościami nie współgrała jednak głowa. Zawodnik notorycznie spóźniał się na treningi, a zdarzyło się nawet, że nie pojawił się na jednym, bo jak mówił, miał, o ironio – stłuczkę. Jak się później okazało, całą historię wymyślił. Ze względu na jego postawę postanowiono mu więc podziękować wraz z końcem kontraktu. Wojtkowski był bez klubu z kartą na ręku przez klika miesięcy, co o czymś jednak świadczy.











