Gdy wydawało się, że Kamil Wilczek nie ma co liczyć na regularną grę w barwach FC Kopenhaga, jego sytuacja nagle uległa poprawie. Na efekty nie trzeba było długo czekać. Najpierw polski napastnik wpisał się na listę strzelców w spotkaniu z Randers FC, a dziś został bohaterem w wygranych derbach Kopenhagi. Tym samym w mocnym stylu przypomniał o sobie byłemu klubowi.
Jeszcze niedawno trudno było sobie wyobrazić, że Kamil Wilczek będzie w stanie wrócić do podstawowego składu FC Kopenhaga. Trener Jess Trohup uparcie nie chciał wpasować polskiego snajpera do swojej układanki. Nawet jeśli wyniki nie bywały korzystne, zmiany w ofensywie traktował jako ostateczność. Było to o tyle dziwne, że przecież Wilczek znakomicie wszedł w sezon tuż po powrocie z Turcji. Były trener widział w nim typowego wykończeniowca i wydawało się, że Kamil będzie w stanie spokojnie po raz kolejny zakończyć sezon z dwucyfrową liczbą goli.
Problemy z grą w tym roku kalendarzowym trwały długo. Przełomu blisko było już miesiąc temu, gdy wprowadzony w końcówce derbowego spotkania Wilczek zdołał strzelić gola. Po chwili jednak VAR anulował bramkę i Kopenhaga nie zdołała wyrwać cennego punktu na stadionie odwiecznego rywala. Dało to jednak do zrozumienia, że polski snajper nie zatracił umiejętności dobrego odnajdywania się w polu karnym.
Wykorzystana szansa pozwoliła na otrzymanie kolejnej
Trener Jess Thorup postanowił zaskoczyć wszystkich tydzień temu w pierwszym spotkaniu grupy mistrzowskiej przeciwko Randers FC. Duńczyk zdecydował się postawić od pierwszych minut na Wilczka kosztem utalentowanego Mohammeda Daramy’ego. Ten ruch okazał się strzałem w dziesiątkę, gdyż Wilczek strzelił w tym meczu gola, a Kopenhaga zdołała wygrać spotkanie 2:1.
https://twitter.com/cosmos_dk/status/1379075251489886211
Dla Kamila Wilczka było to pierwsze trafienie od 154 dni. Na pewno był to ważny moment, który mógł na nowo obudzić nadzieje powrotu na właściwe tory.
***
Skoro Wilczek otrzymał szansę i ją wykorzystał, to trener Thorup postanowił nie zmieniać ustawienia ofensywy. Było to o tyle istotne, że na Kopenhagę czekał bardzo ważny mecz derbowy. To mogła być idealna okazja na całkowite odbudowanie Wilczka, patrząc na jego przeszłość u rywala zza miedzy. Tak też się stało, a chyba nikt nie wyobrażał sobie, że Polak skradnie całe show i stanie się głównym aktorem tego widowiska.
Wszystko zaczęło się po myśli Kopenhagi. Tuż przed przerwą właśnie Wilczek otworzył wynik spotkania, zdobywając tym samym swoją trzecią bramkę w derbowych potyczkach w tym sezonie. Aczkolwiek drugą, która została uznana.










