30 stycznia 2020 roku Kamil Grosicki został piłkarzem WBA i już od samego początku było wiadomo, że lekko nie będzie. Po 12 miesiącach od dokonania transferu jest być może najdalej od gry w swojej karierze. Jeżeli do tego dodamy zbliżające się przełożone Euro oraz wiek piłkarza, to cena za spełnione marzenie może okazać się bardzo duża. Szanse otrzymane na początku roku nie wystarczyły na zmianę klubu z jednej z topowych lig Europy. Okienko transferowe jest otwarte jeszcze między innymi w Rosji czy Polsce.
Reprezentant Polski wchodził do drużyny, która pewnie zmierzała do Premier League, zajmowała bowiem 1. miejsce na zapleczu ligi. Decydując się na taki ruch i chcąc grać w pierwszym składzie, trzeba być nastawionym od początku na udowodnienie swojej wyższości na treningach nad innymi piłkarzami oraz czekać na szanse, by zaprezentować to już podczas meczu. Tylko czy dostał tak naprawdę szansę? Trener Bilić od samego początku nie ukrywał, że Kamil Grosicki to zawodnik nr 12 albo 13. Cenny dżoker, co pokazały liczby – jedna bramka i dwie asysty w końcówce sezonu to był przyzwoity wynik. Wynik sezonu okazał się korzystny dla drużyny West Bromwich Albion, a to mogło tylko utwierdzić w przekonaniu, że Grosicki to zmiennik.
Obcy dla Chorwata
Z klubu dochodziły różne sygnały. Pierwszy, że były piłkarz Hull City źle wyglądał na treningach przedsezonowych, co miało być przełożeniem na słabą kondycję fizyczną u progu sezonu. Wielu w tym upatrywało brak powołań do kadry meczowej na tym etapie rozgrywek. Drugim sygnałem była niechęć trenera Bilicia do Grosickiego, Chorwat wcale nie chciał naszego skrzydłowego w drużynie. Za ideą sprowadzenia Polaka stał dyrektor techniczny Luk Downing. Trener, który w tym czasie nie mógł skorzystać z usług kontuzjowanych „swoich” żołnierzy takich jak Grady czy Diangana, a z innych powodów nie mógł grać Mattheus Pereira, został zmuszony do wystawiania graczy na nie swoich pozycjach. Tylko to mogło skłonić go do zgodzenia się na Grosickiego, w którym widział kogoś od łatania dziur w składzie. Trzeci powód to pieniądze, czyli podwyżka o 5 tysięcy funtów po określonej liczbie rozegranych meczów w pierwszym składzie, ale czy takie pieniądze mogły być problemem? Przecież w końcu i tak podwyżka się zrealizowała (występy w styczniu), dla każdego klubu Premier League, a nawet Championship, taka kwota to zaś nie problem. Więc oszczędzanie na Polaku, by dokonywać później ewentualnych wzmocnień, brzmi niedorzecznie.
Liczby Champioship vs Premier League
Jeśli sprawdzimy statystyki Grosickiego z Championship oraz połowy sezonu z Premier League (tego w Hull City), ujrzymy kogoś, kto ma markę na zapleczu oraz był, delikatnie mówiąc, przeciętny w realiach Premier League.
Championship:
Premier League:
Co do samych dokonań podczas półrocznej przygody w najwyższej klasie rozrywkowej to wygląda już to inaczej. Nie było w tym okresie żadnej strzelonej bramki. Jeśli sprawdzimy wskaźnik xGBuildup, czylistatystykę uwzględniająca udział przy budowaniu akcji, nie wliczając strzałów i ostatnich podań, to wynosi on 0,58. Aby mógł mówić coś więcej, wystarczy porównać z resztą drużyny. Wynik reprezentanta Polski jest wyższy tylko od bramkarza Hull City, który również rozegrał pół sezonu. Jeżeli przejdziemy przez kolejne liczby Grosickiego, dojdziemy do pozycji strzały. Ich liczba to 2,28 strzału na 90 minut meczowych. Był to drugi wynik w zespole, ale ich celność wyniosła już tylko 24% i jest dwunastym rezultatem w drużynie. Na zakończenie to, z czego słynie popularny „Grosik”, a więc drybling. Liczba 1,4 udanego dryblingu dała 81. miejsce w lidze. Warto dodać, że tylko 31% tych pojedynków zakończono zwycięsko.Reasumując osiągnięcia, które zostały zaprezentowane powyżej, otrzymujemy dość przeciętnego zawodnika. Brak kogoś takiego w składzie z pewnością nie byłby zbytnio odczuwalny.











