Od kiedy Paulo Sousa próbował odstawić go od reprezentacji, ten gra jak w transie. Kamil Glik w Benevento nie tylko już broni, ale i strzela. Kwiecień to jego miesiąc. „Pan Piłkarz”, bo tak w Polsce możemy mówić o naszym obrońcy, znów powstał i chce być liderem dalej w klubie, jak i kadrze. Jednak czy to wszystko byłoby możliwe, gdyby nie powrót do ligi, w której czuje się najlepiej?
O tym, że Kamil Glik zawsze świetnie grał z orzełkiem na piersi, nigdy nie trzeba było nikogo przekonywać, ale w klubach bywało już różnie. Zwłaszcza od momentu, kiedy zamienił na jakiś czas Włochy na Francję. Jednak od kilku tygodni można z głębokim przekonaniem rzec, że „Glikson” w klubie i w zespole narodowym to ta sama osoba. Piłkarz, który trzyma w ryzach linię defensywną. Zawodnik, który znów strzela bramki po stałych fragmentach gry. Człowiek, przy którym inni idą do góry.
Po sześciu latach znów to zrobił
3 kwietnia 2021 – to właśnie tego dnia Kamil Glik po ponad połowie dekady strzelił bramkę we Włoszech. Jego ostatnim trafieniem było to z 4 kwietnia 2015 roku.
Oczywiście polski obrońca swoją premierową bramkę w barwach Benevento zdobył w charakterystyczny dla siebie sposób, a więc po stałym fragmencie gry. Zespół „Czarownic” rozegrał go krótko, by następnie wrzucić piłkę na dalszy słupek. Tam nastąpiło zgranie w kierunku bramki, a piłkę do niej z najmniejszej odległości wpakował polski stoper.
Również drugie trafienie w tym sezonie zanotował w kwietniu. Tym razem w meczu z drużyną Lazio. Bramka padła również po rzucie rożnym. Ten stały fragment gry został rozegrany w sposób przeciwny do ostatniego. Centra wykonana bezpośrednio ze stojącej piłki w kierunku dalszego słupka. Była to piłka odchodząca, do której dosłownie dopchał się głową Kamil Glik.
To, że nasz defensor strzela bramki, raczej nas dziwić nie może. Od momentu swojego pobytu w Torino zawodnik ten zanotował w piłce klubowej 25 goli. 12 podczas pierwszego pobytu na Półwyspie Apenińskim, 11 w Monaco i teraz dołożył jeszcze dwie w barwach Benevento.
Przecież jeszcze w 2015 roku cieszyliśmy się, że „Glikson” wyrównał rekord strzelecki… Zbigniewa Bońka w Serie A. Ten wyczyn polegał na zdobyciu siedmiu bramek w jednym sezonie. To właśnie wtedy Kamil Glik był drugą strzelbą swojego zespołu po Fabio Quagliarelli, który w tym samym czasie miał dziesięć trafień.











