Nigdy wcześniej opaska kapitana Liverpoolu nie ważyła tyle co po odejściu Stevena Gerrarda. Noszenia niesamowitego ciężaru podjął się Jordan Henderson. Zawodnik, który podczas dotychczasowego pobytu na Anfield Road był krytykowany, wypychany z klubu i określany transferowym nieporozumieniem. Pokonując przez lata wszelkie trudności, stał się symbolem niezłomności Liverpoolu. Klubu, który niebawem może doprowadzić do pierwszego od 29 lat mistrzostwa Anglii.
Po przedłużeniu kontraktu z Liverpoolem przez sir Kenny’ego Dalglisha w maju 2011 roku władze klubu postawiły przed menedżerem zadanie odmłodzenia kadry zespołu. Nowa polityka transferowa miała się opierać na pozyskiwaniu utalentowanych zawodników, którzy nie ukończyli jeszcze 26. roku życia. Tak by ostatecznie sprzedać w pełni rozwiniętych graczy ze sporym zyskiem. Szkocki menedżer wraz z dyrektorem sportowym Damienem Comollim ruszyli na zakupy. Liverpool kupował dużo, inwestując głównie w piłkarzy z doświadczeniem w Premier League jak Stewart Downing oraz Charlie Adam. Jednak transferem, który wzbudził największe emocje, było pozyskanie 20-letniej nadziei angielskiej piłki, Jordana Hendersona.
– Pasował do profilu graczy, których poszukiwaliśmy. Wiedzieliśmy, że jest wyjątkowy, że dysponuje umiejętnościami przywódczymi, że całkowicie poświęca się futbolowi oraz że jest kimś, kto chce stawać się lepszy z każdym dniem. Znaliśmy jego atrybuty fizyczne – statystyki dotyczące motoryki były absolutnie niewiarygodne. Patrzyliśmy na jego statystyki, które zestawiliśmy z wieloma innymi pomocnikami, i to, co mnie zadziwiło i wpadło mi w oko, to jego umiejętność tworzenia szans bramkowych – tłumaczył w październiku 2016 roku w rozmowie ze Sky Sports powody pozyskania Jordana Hendersona Damien Comolli.
W momencie ogłoszenia wartego 16 milionów funtów transferu Francuz zapewne nie zdawał sobie jeszcze sprawy, że transakcja będzie niebawem jednym z powodów utraty pracy w Liverpoolu.

Transferowa pomyłka?
Mimo rozegrania 37 spotkań ligowych w sezonie 2011/2012 w nowym klubie Jordan Henderson zanotował gorsze statystyki niż w ostatnim sezonie w barwach Sunderlandu. Sir Kenny Dalglish wystawiał Anglika na kilku pozycjach, jakby nie do końca mając pomysł na zagospodarowanie atutów zawodnika. Były gracz „The Black Cats” stale podróżował między środkiem drugiej linii a prawym skrzydłem. To po części na pewno rzutowało na formę młodego Anglika. Nie wystarczyło jednak, by obronić niezadowalającą na przekroju całej kampanii dyspozycję Jordana Hendersona. Transfer gracza po zaledwie jednym sezonie na Anfield Road uznano za błąd. Błąd, za który ktoś musiał zapłacić.
– W dzień, kiedy mnie zwolniono, (właściciele Liverpoolu) powiedzieli mi, że zrobiłem wielki błąd, kupując Jordana (Hendersona), a także że to była strata pieniędzy – mówił w dalszej rozmowie ze Sky Sports Damien Comolli.











