126 milionów euro to kwota, którą na dzisiejszym rynku trzeba płacić za 19-letniego napastnika z jednym dobrym sezonem na koncie. I tak też uczyniło Atletico Madryt, które w dość szalony sposób próbowało wypełnić lukę po Griezmannie. Dzisiaj jednak młody Joao Felix musi zmierzyć się z kryzysem formy oraz odpowiedzieć sobie na pytanie – czy Wanda Metropolitano to aby najlepsze miejsce dla jego rozwoju?
Chociaż młody gwiazdor Benfiki był łakomym kąskiem na rynku transferowym, mało kto spodziewał się, że trafi on akurat do Atletico Madryt. Atletico, które co prawda desperacko szukało następcy dla Antoine’a Griezmanna, nigdy jednak nie wydawało aż takich sum na rynku transferowym. Diego Simeone i zarząd „Los Colchoneros” postanowili jednak zaryzykować i wydać ogromną sumę pieniędzy na kota w worku. Kimś takim musiał być bowiem chłopak po jednym znakomitym sezonie w lidze portugalskiej.
Już wtedy, tuż po transferze, wielu krytyków kwestionowało sens tego posunięcia. I to zarówno z perspektywy klubu, jak i zawodnika. Nie dość, że Atletico nie mogło oczekiwać po 19-latku błyskawicznego wejścia w buty Griezmanna, to jeszcze sam Felix musiał zdawać sobie sprawę z tego, jak nieprzyjemnym otoczeniem dla ofensywnego futbolu jest praca u Diego Simeone.
Swego czasu o takich wyzwaniach Feliksa ostrzegał jego rodak, Jose Mourinho:
– Biorąc pod uwagę skalę jego talentu oraz inwestycje, jakie klub w niego poczynił, czeka go ogromne wyzwanie. Uważam, że Felix nie ucieknie od tej odpowiedzialności, niezależnie czy będzie miał 18, 20 czy 25 lat. Poziom inwestycji, której dokonało Atletico, nakłada na nich odpowiedzialność walki o Ligę Mistrzów oraz La Ligę. To najwyższy czas, by powiedzieć: „Jesteśmy tutaj, jesteśmy wielcy, chcemy być wielcy i chcemy wygrywać”.
Joao Felix i jego miłe złego początki
Pierwsze tygodnie Feliksa w Atletico nie zapowiadały zupełnie późniejszych problemów zarówno Portugalczyka, jak i całego zespołu. Podopieczni Diego Simeone zszokowali piłkarski świat wynikiem derbowego spotkania z Realem Madryt na towarzyskim tournee, wygrywając aż 7:3. Felix strzelił jedną z bramek i raz za razem męczył defensywę „Królewskich”. Wydawało się wtedy, że pierwotni krytycy tego transferu będą musieli odszczekać swoje słowa. Dołóżmy do tego znakomitą bramkę przeciwko Juventusowi i przepis na balonik medialny mamy gotowy.
Pół roku od tamtych wydarzeń sytuacja Portugalczyka jest zupełnie inna. Licząc wszystkie rozgrywki, Joao Felix w 19 spotkaniach strzelił cztery gole i zaliczył jedną asystę. Jak na 126-milionowy transfer? Nie najlepiej. Ironią losu jest to, że piłkarzem, który zajął jego miejsce w drużynie, stał się… Angel Correa. Correa, który jeszcze latem nie trafił do Milanu tylko dlatego, że Atletico nie udało się wykupić Rodrigo Moreno z Valencii.












