Zakończyły się rozgrywki Ligi Europy sezonu 2013/2014, z dość niespodziewanym zwycięzcą, ale przecież to właśnie jest najpiękniejsze w piłce. Drużyny mają już prawo do odpoczynku, a my zajmiemy się podsumowaniem. Zaczniemy od jedenastki turnieju oraz kilku innych ciekawych aspektów z garstką statystyk.
Oto według nas najlepszy skład stworzony z zawodników, biorących udział w tegorocznej edycji zawodów o drugi najważniejszy europejski puchar. Zestawienie zostało stworzone przez praktycznie całą redakcję, więc mamy nadzieję, że będzie jak najbardziej obiektywne.
Bramkarz:

Beto (Sevilla CF) – odkrycie tej edycji Ligi Europy. Nigdy nie miał zbytnio szansy przebić się, chociaż występował w Sportingu czy Porto. W wieku 32 lat wydaje się być u szczytu formy, a jego gra będzie się szczególnie śnić po nocach Benfice Lizbona. Nie da się ukryć, że był absolutnym bohaterem finału, ale trzeba też wspomnieć o jego poprzednich meczach, gdy robił co mógł w meczach z Valencią znacznie, wpływając na tak ogromny sukces. Ostatni mecz był jego popisem. Bronił jak obrońcy krzyża smoleńskiego. Portugalczycy nie grali źle, ale byli praktycznie bezradni w starciach z doświadczonym golkiperem.
Obrońcy:
Jeremy Mathieu (Valencia CF) – kluczowy zawodnik swojej nieszczęsnej Valencii. Obrońca o typowo ofensywnych zapędach, w tej edycji turnieju, grał przede wszystkim bardzo dojrzale. Zapewniał spokój z tyłu, ale w razie potrzeby zapędzał się w pole karne rywali, siejąc tam popłoch. Zawsze był tam gdzie był potrzebny. Tegorocznymi występami wyszedł zza kotary i przestał być zwyczajnym średnim piłkarzem. To on zdobył bramkę, dzięki której Valencia już była przy finale, jednak koledzy dali się łatwo obrobić i „Nietoperze” zostały w półfinale.
Fazio (Sevilla CF) – Polacy pewnie pierwszy raz usłyszeli o nim podczas dwumeczu Śląska Wrocław z Sevillą, gdzie grajki z Polski praktycznie odbijali się od niego. Warunki fizyczne godne koszykarza potrafi jednak doskonale wykorzystać. Na tyle dobrze, że stał się praktycznie zaporą nie do przejścia. Nie da się ukryć, że Sevilla ani nie była skuteczna, ani efektowna, ale w dużej mierze dzięki jednostkom, okazała się strasznie efektywna. Jedną z kluczowych składowych była gra Argentyńskiego stopera, który czyścił co popadło.
Luisao (Benfica Lizbona) – doskonała gra stoperów portugalskiego zespołu bardzo mocno wpłynęła na to, że w ostatnich pięciu meczach turnieju gracze z Estadio da Luz stracili ledwie jedną bramkę! Jedną! Luisao stał się praktycznie już legendą klubu ze stolicy Portugalii, a swój pomnik na pewno utrwalił dobrą grą w Lidze Europy. Benfica męczyła się z Tottenhamem w 1/8 finału tylko przez chwilę, bo Brazylijczyk rozegrał później główną rolę, strzelając dwie bramki, które dały spokój przed rewanżem. Gra jakby w ogóle się nie starzał.











