Pozytywnie zaskoczył nas w starciach przeciwko Estonii i Walii. Odwalił kawał dobrej roboty, a gra naszej reprezentacji zaimplementowała nam nadzieję. Czy to dobrze, czy niedobrze – przyszłość zweryfikowała. Niektórzy wyrobili sobie nierealne oczekiwania. Mieliśmy w grupie Francję, Holandię i Austrię. Trzy świetne reprezentacje. Ta święta środkowoeuropejska trójca nauczyła nas realizmu i chyba pokazała, że możesz być solidnym grajkiem, ale raczej nie jesteś piłkarzem klasy światowej, przywdziewając na co dzień zielone szaty Łudogorca Razgrad. Jakub Piotrowski napisał nam naprawdę piękną historię. Miał być lekiem na całe zło i nadzieją na przyszły rok, jak śpiewała Krystyna Prońko. Nasze marzenia musimy nieco odłożyć w czasie – Euro zweryfikowało Jakuba Piotrowskiego i pokazało, że potrzebuje jeszcze czasu, a my musimy uzbroić się w cierpliwość.
Przeciwko Estonii czuł się jak ryba w wodzie. Wypracował dwie okazje. Strzelił gola, zanotował asystę. Celność podań na poziomie 86%. Grał z bardzo dużą swobodą – nie dało się po nim poznać ani śladu stresu, niekontrolowanego działania. Pamiętajmy – to był mecz przeciwko Estonii. To nie jest piłkarski hegemon.
Stresik przeciwko Walii
Z Walią graliśmy jednak o coś więcej niż pietruszkę. Awans na wielki turniej. Podawał celnie, wypracował jedną okazję, ale był już nieco mniej przekonujący. Brzemię meczu o stawkę nieco go przygniotło. Reprezentacja spod znaku czerwonego smoka grała agresywniejszy, bardziej otwarty futbol. Chciała dominować, była bezkompromisowa – za tym Piotrowski ewidentnie nie nadążał. Nie rozegrał meczu fatalnego, ale nie oszukujmy się – było gorzej niż z Estonią.
Kiepskie sparingi, fatalny mecz z Austrią
Punkt trzeci to sparingi przed mistrzostwami Europy 2024. Tutaj Jakub Piotrowski chyba poczuł to, z jak ogromną prędkością dokonał piłkarskiego glow upu. Teraz nie tylko jest gwiazdą ligi bułgarskiej, ale podoba się fanom reprezentacji – a ci mają wobec niego jakieś oczekiwania. Piotrowski miał być lekarstwem na ciągnące się od kilku lat problemy ze środkiem pola, który dotychczas był dziurawy niczym szwajcarski ser. Pojawił się Bartosz Slisz, pojawił się Jakub Piotrowski. Jeden świeżo upieczony piłkarz Major League Soccer, drugi gracz Łudogorca Razgrad. Kandydaci na bohaterów filmów, którzy wyłaniają się w zasadzie znikąd i pokazują pełnię ukrywanych umiejętności.











