O tym, że Robert Lewandowski jest fenomenem w skali całego kraju, wiemy wszyscy. Nosi na sobie ciężar zarówno reprezentacji Polski, jak i Bayernu Monachium. Stąd wynika presja, z jaką musi się zmagać. Kochamy go za gole, które strzela, ale kiedy przychodzą klęski, to spada na niego ogromna krytyka. Nie wszyscy jednak wiedzą, że oprócz zdobywania bezcennych bramek robi i zrobił już dla polskiego futbolu znacznie więcej.
Przeciętny kibic nie zauważa, jak bardzo Robert wpływa na osoby związane z futbolem. Począwszy od dzieci, a kończąc na trenerach. Uświadamia, jak szkolić efektywnie, oraz zwraca uwagę na stosowaną przez piłkarzy dietę. Chętnie dzieli się wiedzą, którą nabył przez lata kariery na światowym poziomie.
Jest wzorcem, którego jemu brakowało
„Chcę być jak Lewy”– takie zdanie słyszał chyba każdy tata młodego piłkarza. To, że Robert przyczynił się do wzrostu liczby dzieci w szkółkach piłkarskich, jest oczywiste. Młodzi są wpatrzeni w naszego reprezentanta. Kiedy widzą na ekranie telewizora, jak strzela gola za golem, działa to na ich wyobraźnię. Naśladują jego zachowania, po zdobytych bramkach cieszą się jak on. Najmłodsi mają idola ze swojego kraju, który wychowywał się i trenował w tych samych miejscach. Nie muszą szukać za granicą, jak choćby RL9. Posiadanie idola z Polski jeszcze dobitniej uświadamia, że można osiągnąć sukces. Daje nadzieję tym wszystkim, którzy czekają godzinami na autograf, a w pokoju mają plakaty z jego podobizną. Jest dla wszystkich młodych zawodników osobistością, której w jego życiu brakowało. Tak jak w jednej z kampanii reklamowych stoi on na czele pokolenia RL9.
Jak wszyscy wiemy, Lewandowski to stuprocentowy profesjonalista. Nie wyobraża sobie, żeby po zakończeniu kariery siedzieć w domu i czerpać korzyści z tego, co wypracował przez lata. Ma w głowie wiele planów. Jak sam mówi, bliżej mu do utworzenia akademii piłkarskich dla dzieci niż bycia profesjonalnym trenerem. Ma zamiar podzielić się wiedzą, którą nabył przez lata treningów. Wie przecież to wszystko, czego żaden trener w Polsce nie miał okazji poznać. Znów stara się zapewnić innym to, czego sam nie doświadczył.
Przetarł szlaki
Dzięki swojemu talentowi i ciężkiej pracy udało mu się wydostać z polskiej piłki klubowej i trafił na Zachód. Mogłoby się wydawać, że miał łatwiej niż dwóch innych Polaków w Dortmundzie: Łukasz Piszczek i Jakub Błaszczykowski. Bo przecież nie był tam pierwszy i o wiele szybciej mógł wprowadzić się do zespołu. Prawda jest jednak inna. Robert chciał pisać własną historię, pokazać, że sam też potrafi. Między innymi dlatego częściej spędzał czas z piłkarzami niemieckiego pochodzenia. Nie wstydził się jednak kraju, z którego pochodził. Wręcz przeciwnie – dbał o to, aby naszych graczy traktowano tak samo jak innych. Potrafił nawet po jednym z meczów wytknąć ówczesnemu trenerowi BVB Juergenowi Kloppowi, że ma zbyt wiele pretensji do Polaków.











