Jagiellonia Białystok zalicza kolejny sprawdzian


"Duma Podlasia" potwierdza zażegnanie kryzysu i pokonuje Śląsk Wrocław

7 marca 2020 Jagiellonia Białystok zalicza kolejny sprawdzian
Adam Starszyński / PressFocus

Jagiellonia Białystok przed rozpoczęciem obecnego sezonu typowana była – jak co roku – do walki o najwyższe cele. Rzeczywistość okazała się brutalna. 34 punkty po 25 kolejkach oraz 10. miejsce białostoczan śmiało można uznać za rozczarowanie sezonu. Napięta atmosfera sprawiła, że o klubie w ciągu ostatnich tygodni mówiło się tylko źle. Dzisiaj jednak wygrywa drugie spotkanie z rzędu i awansuje na 8. miejsce.


Udostępnij na Udostępnij na

W ostatniej kolejce Jagiellonia pokonała Pogoń Szczecin 2:1. Było to pierwsze zwycięstwo piłkarzy Iwajło Petewa od 15 grudnia, kiedy to pokonali u siebie Lechię Gdańsk 3:0. Dzisiaj natomiast mierzyli się u siebie ze Śląskiem Wrocław.

Jagiellonia Białystok – najsłabszy sezon od lat

Białostoczanie występują w najwyższej klasie rozgrywkowej już od sezonu 2007/2008. Obecny sezon jest jednak dla nich najgorszy od kampanii 2015/2016. Wtedy Jagiellonia skończyła ostatecznie na 11. miejscu, mając pięć punktów przewagi nad strefą spadkową. Kolejne dwie kampanie to natomiast dwukrotne wicemistrzostwo Polski.

W trakcie trwającego sezonu doszło do istotnej zmiany w drużynie z Białegostoku. W grudniu 2019 roku Ireneusz Mamrot przestał pełnić funkcję trenera. Po porażkach z Rakowem Częstochowa oraz Zagłębiem Lubin został zwolniony, a w jego miejsce zatrudniono Iwajłę Petewa. Bułgarski szkoleniowiec trenował w przeszłości między innymi Łudogorec Razgrad. To pod jego wodzą klub ten zaczął być dominatorem ligi bułgarskiej. Wiele więc obiecywano sobie w Białymstoku po zakontraktowaniu tego trenera.

 

Chociaż „Jaga” najpewniej osiągnie lepszy wynik niż we wspomnianym sezonie 2015/2016, rozczarowanie w Białymstoku jest spore. Po wznowieniu rozgrywek po przerwie zimowej Jagiellona w ciągu pięciu meczów tylko raz wygrała, dwa razy zremisowała oraz dwukrotnie przegrała. Oznacza to, że na 25 możliwych do zdobycia punktów ugrała zaledwie pięć „oczek”. Szczególnie dotkliwe porażki nastąpiły w Krakowie oraz w Warszawie. Wisła wygrała z Jagiellonią 3:0, natomiast Legia aż 4:0.

W tej chwili drużyna z Białegostoku znajduje się na 10. miejscu, które naturalnie zwiastuje grę w strefie spadkowej. Ostatni raz „Duma Podlasia” grała w dolnej ósemce właśnie w sezonie 2015/2016.

 Zła atmosfera poza boiskiem

Szerokim echem w mediach społecznościowych odbiła się sytuacja, która miała miejsce po klęsce w Warszawie. Jakub Seweryn, pracownik Jagiellonii, zdradził na Twitterze, że Taras Romanczuk zakomunikował mu, że nie ma wstępu na konferencje prasowe. Powodem było ponoć zamieszczanie wpisów, które krytykowały drużynę.

Co więcej, żaden z zawodników Jagiellonii nie udzielił po starciu z Legią pomeczowego wywiadu, co – czy tego chcą, czy nie – należy do ich obowiązków. Reakcje internautów na te doniesienia nie mogły być inne. Na piłkarzy „Jagi” spadła fala krytyki. Po feralnym meczu jednakże coś w grze białostoczan drgnęło. W kolejnym spotkaniu podejmowali u siebie rozpędzonego Lecha Poznań. I powstrzymali go, remisując 1:1. Ostatni mecz z Pogonią tylko potwierdził, że Jagiellonia prawdopodobnie zażegnała kryzys.

Jakie Jagiellonia ma problemy?

Z pewnością sporym zmartwieniem kibiców „Dumy Podlasia” jest fakt, że najlepszy strzelec drużyny, Jesus Imaz, przeżywa regres formy. Po świetnym początku sezonu Hiszpan ewidentnie się zaciął. Ostatni raz wpisał się na listę strzelców we wspomnianym spotkaniu z Lechią Gdańsk – zdobył on wówczas dwie bramki. Od tamtego momentu nie strzelił ani razu, a Jagiellonia grała już sześciokrotnie. Słaba forma poskutkowała tym, że Imaz stracił miejsce w wyjściowej jedenastce. W meczu z Lechem pojawił się na boisku w 75. minucie, natomiast w ostatniej kolejce, kiedy to Jagiellonia grała z Pogonią, Hiszpan całe spotkanie spędził na ławce rezerwowych. Więcej o drużynie Jagiellonii można przeczytać w naszym Skarbie Kibica.

Mecz z Pogonią natomiast przełamał okropną serię białostoczan na wyjeździe. Przed meczem z „Portowcami” drużyna Petewa ostatni raz wygrała na obcym stadionie z Koroną Kielce. Miało to miejsce 30 sierpnia i była to 7. kolejka. Zwycięstwo nad Pogonią to dopiero trzeci komplet punktów na wyjeździe w tym sezonie.

Nadzieje na uratowanie sezonu

Obecnie trwający sezon z pewnością nie jest jeszcze stracony. Przed dzisiejszym meczem ze Śląskiem „Jaga” traci do 8. miejsca tylko dwa punkty. Światełkiem w tunelu zdają się być nowe nabytki. Sprowadzeni Maciej Makuszewski czy Ariel Borysiuk na chwilę obecną podnieśli jakość w grze Jagiellonii. Obaj zresztą zapewnili zwycięstwo w meczu z Pogonią. – Zagrali dobrze, ale chcę podkreślić, że w ostatnim meczu każdy z zawodników dał z siebie wszystko. Większość obserwatorów jednak zwróciła na nich uwagę, bo zdobyli po bramce – tak skomentował grę obu zawodników trener „Dumy Podlasia”, Iwajło Petew.

Dzisiaj zawodnicy Jagiellonii staną przed szansą na wskoczenie do grupy mistrzowskiej. Gościć oni będą w Białymstoku drużynę Śląska Wrocław. Chociaż ekipa z Dolnego Śląska rozgrywa bardzo dobry sezon i znajduje się na 3. miejscu w tabeli, to na wyjeździe nie zachwyca. W ostatnich trzech spotkaniach na obcym boisku „Wojskowi” zdobyli zaledwie jeden punkt, przegrywając w Krakowie z Cracovią, w Lubinie z Zagłębiem oraz remisując w Szczecinie z Pogonią. Jagiellonia nie stoi więc z całą pewnością na straconej pozycji. W rundzie jesiennej we Wrocławiu poprzednie spotkanie obu drużyn zakończyło się remisem 1:1. Bramkę dla Jagiellonii strzelił wówczas Patryk Klimala, który obecnie jest już zawodnikiem Celticu Glasgow. Wiele więc wskazywało na to, że dzisiaj w Białymstoku mogło być bardzo ciekawie.

Mecz walki

Pierwsza połowa spotkania ze Śląskiem, mówiąc delikatnie, nie zachwyciła. Chociaż to wrocławianie lepiej weszli w ten mecz, to z perspektywy pełnych 45 minut nieznacznie lepiej prezentowali się zawodnicy z Białegostoku. Jedyne, na co było stać zawodników obu drużyn, to kilka niecelnych i niegroźnych strzałów Jagiellonii. Śląsk natomiast nie oddał żadnego uderzenia. Sytuacji bramkowych było więc jak na lekarstwo. Pierwsza część spotkania była sporym rozczarowaniem, szczególnie mając na uwadze hokejowe wyniki w Lubinie czy też w spotkaniach Fortuna 1. Lidze.

Wątpliwy karny decyduje o zwycięstwie Jagiellonii

Po zmianie stron tempo meczu uległo poprawie. Kłopotliwe dla Śląska mogły być dwie wymuszone zmiany – na drugą połowę nie wyszedł Israel Puerto, natomiast Michał Chrapek opuścił boisko w 50. minucie.

Kluczowy moment tego spotkania nastąpił w 54. minucie, kiedy to Przemysław Mystkowski upada w polu karnym po sytuacji stykowej z Markiem Tamasem, a sędzie główny Piotr Lasyk wskazuje na jedenasty metr. Rzut karny dla Jagiellonii mocno wątpliwy, jednakże arbiter nie zmienia decyzji. Zawodnik „Dumy Podlasia” dużo dodał w tej sytuacji od siebie.

Po objęciu prowadzenia Jagiellonia oddała inicjatywę Śląskowi. Najgroźniejsza sytuacja miała miejsce w 72. minucie. Erik Exposito po zejściu ze skrzydła w pole karne „Jagi” oddał strzał w słupek, a Przemysław Płacheta dwukrotnie próbował dobić piłkę do bramki, jednakże został powstrzymany przez Damiana Węglarza.

Chociaż „Wojskowi” mieli pod koniec spotkania optyczną przewagę, nie byli groźni pod bramką rywala. Kolejny słaby mecz zaliczył Robert Pich. Lubambo Musonda również nie zaliczy tego meczu do udanych – w sytuacji, która skończyła się rzutem karnym, mógł zachować się lepiej. W drużynie Jagiellonii przeciętnie zaprezentował się Mateusz Makuszewski. Dobre wejście natomiast zaliczyli Tomas Prikril oraz Jesus Imaz. Podobać mógł się również środkowy obrońca „Jagi” Bogdan Tiru.

Drugie zwycięstwo z rzędu sprawia, że Jagiellonia wraca do strefy mistrzowskiej. Jutro może jednak zostać zepchnięta na 9. miejsce, jeśli Raków Częstochowa wygra z Pogonią Szczecin. W przyszłej kolejce „Jaga” pojedzie do Krakowa, gdzie zmierzy się z będącą w poważnym kryzysie Cracovią.

Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze