Jacek Magdziński: „Angolczycy mają duży luz w codziennym życiu. Na wszystko mają czas, nie chodzą z zegarkiem w ręku.” (WYWIAD)


O wyjeździe i życiu w Angoli mówi polski piłkarz w Afryce

3 maja 2019 Jacek Magdziński: „Angolczycy mają duży luz w codziennym życiu. Na wszystko mają czas, nie chodzą z zegarkiem w ręku.” (WYWIAD)
facebook.com

Gdy miał już kończyć karierę, niespodziewanie otrzymał ofertę gry w Angoli. Decydując się na wyjazd, liczył na przygodę życia i tak też się stało. Jacek Magdziński grał w czterech afrykańskich klubach, odwiedził wiele ciekawych miejsc i poznał nową kulturę. A wszystko przez jeden telefon, który odmienił jego życie.


Udostępnij na Udostępnij na

Jakie były Pana początki związane z piłką nożną?

Od zawsze marzyłem o graniu w piłkę nożną. Na pewno przyczynił się do tego mój ojciec, który jako kibic pchnął mnie w tym kierunku. Pierwsze kroki stawiałem w miejscowym klubie Promień Kowalewo Pomorskie. Początkowo grałem w juniorach z chłopakami starszymi o kilka lat, ponieważ nie było drużyny z mojego rocznika. Dopiero po jakimś czasie powstał taki zespół i udało nam się stworzyć naprawdę fajną drużynę.

Od kogo dostał Pan propozycję wyjazdu do Angoli?

To była kuriozalna sytuacja. Wróciłem do swojego rodzinnego Kowalewa Pomorskiego i w którąś październikową sobotę 2014 roku dostałem telefon od kompletnie nieznanej mi osoby. I pojawiła się taka propozycja. Na początku myślałem, że ktoś mnie wkręca. Nigdy wcześniej się nie widzieliśmy, nie rozmawialiśmy, nie znał nawet moich znajomych. Okazało się, że sprawdził w Internecie, kto rozwiązał kontrakt w I lidze, a że ja rozwiązałem z Puszczą Niepołomice, to zobaczył moje nazwisko. Obejrzał dwa filmiki i zaproponował taki egzotyczny wyjazd. Tak to się wszystko zaczęło.

Dlaczego zdecydował się Pan na wyjazd?

Na początku podchodziłem do tego z dużym dystansem, ponieważ w ogóle nie wierzyłem, że ta propozycja jest prawdziwa. Ale czułem wewnętrznie, że to jest fajna szansa. Akurat byłem w momencie, w którym mogłem sobie pozwolić na taki wyjazd. Tak naprawdę po dwóch tygodniach zdecydowałem o wyjeździe. W tym czasie oczywiście dużo czytałem, rozmawiałem z ludźmi, którzy mieszkali w Afryce. Okazało się to ciekawą przygodą i z perspektywy czasu uważam, że była to świetna decyzja.

Czy miał Pan jakieś obawy przed wyjazdem?

Jedyną moją obawą była obawa o zdrowie. Zastanawiałem się, jak organizm zareaguje na gorący klimat, florę bakteryjną, choroby typu malaria czy denga. Poza tym nie bałem się niczego. W życiu byłem już w niejednej szatni, poznałem wiele osób, więc wiedziałem, że tam też sobie poradzę.

Jak wyglądała kwestia administracyjna związana z przylotem?

Żeby polecieć do Angoli, należy wyrobić wizę. Ponadto obligatoryjnie trzeba przyjąć szczepionkę przeciwko żółtej febrze, a potwierdzenie szczepienia musi być wbite w Międzynarodową Książeczkę Szczepień.

Jak wygląda organizacja klubów? Czy jest tak jak w Europie, gdzie klub załatwia wszystko za zawodnika, czy może wręcz przeciwnie?

Jeżeli chodzi o granie w piłkę w Angoli, to zdecydowanie trzeba być bardziej zorganizowanym niż w niejednym kraju Europy. Na uwadze należy mieć nie tylko swoje działania, ale także zawsze przewidywać kroki innych osób. Szczególnie na początku mojej przygody z Afryką organizacja nie stała na wysokim poziomie. Mimo wszystko uważam to za ciekawe doświadczenie, które wiele wniosło do mojego życia.

Iloma boiskami treningowymi dysponują kluby, czy boiska sztuczne to wyjątki?

Większość klubów, takich jak Sagrada czy Academica, trenuje na swojej płycie głównej. Trawa jest na tyle mocna, że codzienna eksploatacja nie wpływa na pogorszenie stanu murawy. Najlepsze centrum treningowe w Angoli posiada Benfica Luanda. Znajduje się tam boisko sztuczne, a także z płytą naturalną i miejscem do gry w piłkę plażową. Do tego baseny, hotel z jadalnią. Warunki porównywalne do europejskich.

Czy piłka nożna cieszy się dużym zainteresowaniem?

Piłka nożna jest najbardziej popularnym sportem w Angoli. Powszechne jest słuchanie meczów w radiu. Gdy jedna z drużyn strzeli gola, z głośników roznosi się specyficzny dźwięk, który ogłasza zdobycie bramki. Wtedy wszyscy zbiegają się, żeby wysłuchać relacji, naprawdę fajne zjawisko. Co do frekwencji na stadionach największym zainteresowaniem cieszą się mecze Petro i Primeiro de Agosto, dwóch najpopularniejszych klubów w Angoli. Nie najgorzej wygląda także kwestia obecności w zespołach z prowincji.

Jak Pana organizm zareagował na wysiłek fizyczny w wysokiej temperaturze i nowym klimacie?

Przez pierwsze trzy miesiące przyzwyczajałem się do klimatu, bo różnica między temperaturą w Polsce, gdzie jak wsiadałem do samolotu było -10 st. C, a 45 st. w Angoli jest ogromna. W ciągu pierwszego roku rozegrałem także wszystkie mecze, a zdecydowaną większość z nich w pełnym wymiarze czasowym. Na pewno organizm to odczuł i był to główny powód urazu, który odniosłem w Progresso. Tak naprawdę nie zagrałem tam spotkania, a już byłem kontuzjowany.

Czym różni się piłkarska szatnia w Europie od tej w Angoli?

Wydaje mi się, że szatnia piłkarska to międzynarodowa sprawa. W Niemczech, Polsce czy w Angoli obowiązują te same zasady. Trzeba być szczerym, otwartym człowiekiem i po prostu dobrze prezentować się na boisku. Oczywiście występują drobne różnice, ale wynikają one z wpływu kulturowego. Jednak ogólne zachowania pozostają niemal identyczne.

W jakim języku Pan się porozumiewał?

Nauczyłem się portugalskiego, który jest językiem urzędowym. W tym momencie jestem w stanie bezproblemowo porozumiewać się w Angoli. Większość mieszkańców mówi także w języku kimbundu, którego kiedyś nawet zacząłem się uczyć, ale poprzestałem jednak na portugalskim.

Jak wyglądało Pana życie w Angoli?

Początkowo ograniczałem się wyłącznie do treningów, które odbywały się dwa razy dziennie. Wolny czas spędzaliśmy na plaży. Później, gdy trochę więcej dowiedziałem się o Angoli, wraz ze swoją partnerką często podróżowaliśmy po całym kraju. Byliśmy blisko granicy z Namibią, gdzie można zobaczyć plemiona, które żyją bez prądu i bieżącej wody. Zobaczyliśmy także Akademię Rybołówstwa i Nauk o Morzu wybudowaną przez polską firmę. Odwiedziłem Kapsztad w RPA i wiele innych pięknych miejsc, które serdecznie polecam każdemu. Afryka jest bardzo pięknym miejscem, które warto zobaczyć.

Jakie są największe różnice w podejściu do życia Polaków i Angolczyków?

Nie chcę generalizować i wszystkich wrzucać do jednego wora, ale można wyróżnić luz, który mają Angolczycy w codziennym życiu. Na wszystko mają czas, nie chodzą z zegarkiem w ręku. Bardzo podoba mi się także brak roszczeniowości, który w Polsce można zauważyć. Za wszystko są wdzięczni i są bardzo serdecznymi ludźmi.

Czy można powiedzieć, że na ulicach Angoli jest bezpiecznie?

W tej kwestii nie mogę być obiektywny, ponieważ nauczyłem się języka oraz kultury, która tam obowiązuje, i czuję się jak najbardziej bezpiecznie. Wiadomo, że są miejsca, podobnie jak w Polsce, do których lepiej się nie zapuszczać. Myślę, że pojęcie bezpieczeństwa jest sprawą względną i w dużej mierze polega na „nauczeniu się” miejsca, w którym się znajdujemy. Aczkolwiek telefonu czy otwartego samochodu w Angoli bym nie zostawiał.

Czy wyleczył Pan kontuzję i czy będzie jeszcze profesjonalnie grał w piłkę?

Ostatni mecz rozegrałem w maju 2017 roku. Teraz jest już w porządku i nie odczuwam żadnego bólu, ale na ten moment pozostaję bez klubu. Mimo że oficjalnie nie zakończyłem jeszcze kariery, to raczej nie planuję więcej zawodowo grać w piłkę.

A gdyby dostał Pan dobrą ofertę?

Gdyby taka oferta wpłynęła, to rzeczywiście mógłbym się nad nią zastanowić, ale raczej się to nie wydarzy.

Czy wiąże Pan swoją przyszłość z Angolą?

Tak, zdecydowanie. W tym momencie jestem w okresie przejściowym i zastanawiam się, co konkretnie będę robić w życiu, ale na pewno chcę, żeby było to związane z Afryką.

W takim razie może zostanie Pan trenerem?

Kompletnie wykluczam tę opcję. Nigdy nie chciałem być trenerem, nie sprawia mi to żadnej przyjemności, więc na pewno nim nie zostanę.

Komentarze
M. (gość) - 4 miesiące temu

Bardzo ciekawy wywiad. Afryka bardzo szybko się rozwija, a Angola szczególnie. Inny popularny język to kikongo/a, ale 83% mieszkańców zna portugalski. Rzeczywiście, w Afryce kochają piłkę.

Odpowiedz
Piks (gość) - 2 miesiące temu

Czytałem historię Jacka na innym portalu. Cieszę się że wszystko się dobrze skończyło bo te relacje jakoś tak się urwały i się martwiłem że coś tam chłopakowi zrobili :D

Odpowiedz
Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze
Newsletter piłkarski