Dziś nie o tym, jak to Milan będzie bronił tytułu mistrza Włoch. Nie będzie także o nowym stadionie Juventusu Turyn, który na otwarcie okazał się szczęśliwy dla „Bianconerrich” w spotkaniu z nieobliczalną Parmą. Będzie za to o piłkarzu, który miał ciężkie ostatnie miesiące, a w sobotni wieczór udowodnił, że wraca do formy psychicznej i szkoleniowiec Napoli, Walter Mazzarri, może na niego wciąż liczyć. Mowa rzecz jasna o Hugo Campagnaro, który w czerwcu tego roku przeżył poważny wypadek samochodowy, w którym zginęły trzy osoby, w tym najbliższy przyjaciel piłkarza, Alvaro Castelli.
Do wypadku doszło dokładnie 9 czerwca o godzinie 7:00 rano w pobliżu miasta Coronel Baigorria (Argentyna), gdzie Toyota piłkarza „Azzurrich” zderzyła się z Volkswagenem polo. Zawodnik Napoli cudem uniknął śmierci. Jednak strata przyjaciela odbiła piętno na jego psychice. Dodatkowo piłkarz,został oskarżany o nieumyślne spowodowanie śmierci trzech osób.

W przypadku takich sytuacji prawo jest dla wielu niezrozumiałe. Człowiek, który cierpi po stracie bliskich mu osób, ma ponieść jeszcze drugą karę, którą wymierzy mu sąd. Doskonale wie coś o tym polska multimedalistka, Otylia Jędrzejczak. Kobieta sukcesu, wielokrotna triumfatorka zawodów pływackich, która podobnie jak Hugo Campagnaro przed paroma laty przeżyła kolizję. Urodzona w Rudzie Śląskiej sportsmenka miała ogromne wyrzuty sumienia po stracie brata w wypadku samochodowym, w którym sama notabene uczestniczyła. Przeżywała depresję. Jednak prawo się nad nią nie zlitowało. Otylia Jędrzejczak musiała poddać się karze sądu rejonowego w Płońsku. Pływaczka została skazana na 9 miesięcy ograniczenia wolności z obowiązkiem wykonywania pracy na cele społeczne w wymiarze 30 godzin miesięcznie. Racją jest, że nasza sportsmenka naruszyła zasady ruchu drogowego, ale czy nie poniosła już za to kary, i to najgorszej z możliwych?
Podobnie ma się sprawa z argentyńskim piłkarzem Napoli. Jednak 31-letni obrońca, zgodnie z zasadą: co cię nie zabije, to cię wzmocni, żyje tym, co daje mu los. Czeka na rozstrzygnięcie sprawy sprzed paru miesięcy i zajmuje się tym, co potrafi najlepiej, czyli grą w piłkę. W spotkaniu drugiej kolejki włoskiej Serie A pokazał, że nie zapomniał, na czym ta prosta skądinąd gra polega. Mimo że jest zawodnikiem, który przez 3/4 meczu skupia się na zadaniach defensywnych, to zdołał zdobyć gola, który dał neapolitańczykom dwubramkowe prowadzenie, oraz udało mu się asystować (wyrzutem z autu niczym Tomasz Hajto) przy bramce Ezequiella Lavezziego. Głównie dzięki postawie Argentyńczyka zespół ze stadionu św. Pawła mógł cieszyć się z kompletu punktów w swoim pierwszym meczu w sezonie 2011/2012. Zawodnik niejednokrotnie podczas rywalizacji z Ceseną ratował swój zespół przez stratą gola, powstrzymując rywali od oddania strzału i zapobiegając jednocześnie niebezpieczeństwu pod swoją bramką. O czym jednak myślał w chwilach radości piłkarz? Czy przed oczyma zawitał mu obrazek z dnia, w którym miały miejsce feralne w życiu piłkarza wydarzenia?











