Złośliwcy mogliby powiedzieć, że wygryzienie Piotra Celebana z podstawowego składu Śląska Wrocław to właściwie… żadna sztuka. I być może wielu z nich (przy odpowiedniej argumentacji) miałoby rację, jednak nie w chwili, gdy polski obrońca rozpoczął nowy sezon ekstraklasy w sposób absolutnie niepodlegający krytyce. Bo powiedzmy sobie szczerze: wygrać rywalizację z Celebanem w szczycie jego formy to nie lada wyzwanie. Nieszczęśliwie dla żywej legendy WKS-u złożyło się, że od pewnego czasu w klubowej szatni zasiada ktoś, kto owe wyzwanie podjął. I co ważne, potrafi mu sprostać. Israel Puerto „lubi to”!
Kiedy pewnego czerwcowego poranka do Wrocławia spłynęła nowina, że bliżej nieznany szerszej publice hiszpański stoper zasili szeregi Śląska, kibice mogli być nieco zdezorientowani. Słusznie? Słusznie. Moda na hiszpańskie wynalazki panuje w Polsce od lat, ale akurat w przypadku klubu ze stolicy Dolnego Śląska angaż piłkarza pochodzącego z Półwyspu Iberyjskiego to coś wyjątkowego. W XXI wieku (przed sezonem 2019/2020) barwy WKS-u reprezentowało tylko trzech Hiszpanów (Calahorro, Riera, Roman), stąd Israel Puerto wraz z Erikiem Exposito mieli niemal pustą kartę, by zapisać się w historii klubu. I póki co wygląda to tak: Puerto chce to zrobić długopisem, a Exposito ołówkiem.
„El presidente” – Śląsk Wrocław ubił złoty interes?
Zaglądając do hiszpańskich mediów, można odnieść wrażenie, że Israel Puerto jest w swoim rodzimym kraju cenioną postacią. A przynajmniej taką, która wzbudza zainteresowanie nawet po transferze do 25. ligi w Europie. W licznych artykułach Hiszpanie okrzyknęli defensora Śląska mianem „El Presidente”, jednocześnie zaznaczając, że to piłkarz nietuzinkowy. Taki, który ze swoim naprawdę przyzwoitym potencjałem trafił do Polski dość niespodziewanie. Wychowanek Sevilli, kilka występów w La Liga, epizody w Lidze Europy i Copa Del Rey, gra na poziomie 2. ligi hiszpańskiej – o przeciętności mówić tutaj nie można.











