W towarzyskim meczu rozegranym na Craven Cottage reprezentacja Republiki Irlandii pokonała Kolumbię 1:0. Jedyną bramkę meczu strzelił na samym początku spotkania Robbie Keane. Był to dopiero drugi mecz piłkarzy z Zielonej Wyspy pod wodzą Giovanni Trapattoniego.
Korespondencja z Craven Cottage
Choć kibice nie zapełnili w całości stadionu Fulham FC, obecnym nie dano możliwości spokojnie zasiąść, kiedy angielski sędzia Mark Clattenburg rozpoczął spotkanie. Już w trzeciej minucie Robbie Keane, nie bez pomocy kolumbijskich obrońców, strzelił gola dającego Irlandii prowadzenie. Piłkarz Tottenhamu zdawał sobie sprawę, iż nowy selekcjoner dużo od niego oczekuje, porównując jego pozycję i rolę na boisku do Francesco Tottiego.

Szybko zdobyta bramka tylko ugruntowała przewagę Irlandii, która w pierwszej fazie meczu była futbolowo lepsza od rywali. Podopieczni Jorge Pinto mięli problemy nawet z wybiciami piłki, które zazwyczaj były za krótkie i kończyły się stratami. Zawodnicy Trapattoniego natomiast byli niezwykle „gościnni” dla piłkarzy zza Atlantyku i nie przeszkadzali im raz po raz wykonywać składne podania prostopadłe do napastników. Inna kwestia, że ci dalszą penetracją i skutecznością nie grzeszyli.
W 30. minucie Kolumbia powinna była wyrównać. Juan Carlos Escobar niespodziewanie i potężnie uderzył po szybko wykonanym rzucie rożnym, ale fenomenalną interwencją popisał się Dean Kiely. 37-letni bramkarz wrócił do bramki reprezentacji po pięcioletniej przerwie oraz bardzo udanym minionym sezonie w barwach West Bromwich Albion.
W końcówce pierwszej oraz na początku drugiej połowy zarysowała się lekka przewaga Kolumbii, której jednak nie udokumentowano golami. Dwukrotnie jednak irlandzka obrona musiała wybijać piłkę z linii bramkowej, a na piłkarza meczu wyrósł wspomniany wyżej Kiely. Świetnie zbudowani fizycznie Latynosi przejęli kontrolę nad grą. Do ciężkiej pracy w środku pola zmuszony został zwłaszcza Liama Millera, który de facto asystował przy golu Keane’a.

Spotkanie było więcej niż otwarte. Co chwile piłka znajdowała się w polu karnym raz jednej, raz drugiej drużyny, nie brakowało strzałów. Zawodnicy w pewien sposób dostosowali się do radosnej postawy kibiców obu drużyn. Ubrani przeważnie w żółte kolory kolumbijscy fani rozjaśnili deszczowy wieczór w zachodnim Londynie, oraz „” stadion robiąc „”. Na dużo pozwalał także sędzia Clattenburg, który w bardzo „” sposób prowadził spotkanie, dopuszczając do ostrych wślizgów. Kolumbijczycy nie byli do tego przyzwyczajeni, o czym na pomeczowej konferencji wspominali selekcjonerzy obu ekip.











