W piłce nożnej utrwaliło się powiedzenie, że nie ma nic stałego. Wszystko się zmienia – piłkarze, właściciele, dyrektorzy sportowi, a nawet sprzątaczki. Przede wszystkim jednak trenerzy. W Chrobrym Głogów jest jednak inaczej. Tu wszystko się może przewrócić do góry nogami, ale na pewno nie będzie to dotyczyło osoby Ireneusza Mamrota.Kibice mówią o nim tylko ze szczerą sympatią. Czasy, w których podśmiewano się z jego nazwiska, bezpowrotnie minęły wraz występami w niższych klasach rozgrywkowych. Teraz szacunkiem darzą go wszyscy fani futbolu w Głogowie, który długo nie miał swojego godnego reprezentanta w wysokiej lidze. Teraz wreszcie miasto zaistniało na piłkarskiej mapie i niewykluczone, że zadomowi się na niej na stałe. – Cieszy nas niezmiernie fakt, że Chrobry godnie reprezentuje nasz powiat w piłce nożnej. Zależy nam na zdobyciu popularności, bo tylko w taki sposób możemy zyskać uznanie turystów, co pozwoli nam rozwinąć Głogów – twierdzi uśmiechnięty prezydent miasta Rafael Rokaszewicz. Trudno się mu dziwić. Dziś w środowisku piłkarskim mało kto nie słyszał o Chrobrym. Wszystko to prawdopodobnie dzięki jednej osobie. Ireneusz Mamrot to w tym klubie alfa i omega.
Kiedy 44-latek obejmował drużynę w 2010 roku, miał już na koncie sześć awansów do wyższych lig. To właśnie między innymi ze względu na marzenia o dobrych wynikach i w konsekwencji zmianie ligi na silniejszą zdecydowano się zatrudnić go w Głogowie. Wcześniej jako niezły, ale niedoceniany trener musiał dorabiać jako dziennikarz. Pisywał w lokalnej gazecie z Trzebienicy, bo z prowadzenia zespołu w III czy IV lidze nikt się nie utrzyma. Mamrot jednak zaryzykował i przyjął ofertę pracy w nowym miejscu, gdzie dano mu szansę na wdrożenie swoich pomysłów. Warunek był jeden: rozwój. W taki właśnie sposób młody szkoleniowiec trafił na Dolny Śląsk.
Ireneusz Mamrot przejął trzecioligową drużynę przed rundą wiosenną sezonu 2010/11. Przeciwnicy? Ilanka Rzepin, Pogoń Świebodzin, Lechia Dzierżoniów czy Promień Żary. Nie brzmi groźnie, ale na tym poziomie były to całkiem przyzwoite zespoły. Po jesieni na górze tabeli panował spory ścisk i kilka zespołów chciało grać o awans, ale ostatecznie po zakończeniu sezonu zwycięsko z boju wychodził Chrobry. Władze były zadowolone z wyboru sternika.

Przyszedł czas na II ligę, która okazała się być bardziej wymagająca. Na tym poziomie prezentuje się futbol bardziej toporny i siłowy. Trzeba było przedefiniować sposób gry i wybrać prostsze środki. Mamrot i spółka zajęli ósme miejsce, ale obyło się bez rozmów z władzami. Wszyscy w klubie wierzyli w jego pomysł. – Miałem okresy bardzo miłej pracy, jak wtedy gdy awansowałem z klubem do II ligi, ale niedługo później przyszedł trudniejszy czas. Wiosną 2012 roku – jako beniaminek – nie wygraliśmy żadnego spotkania na własnym boisku. Nie brakowało głosów i nacisków z różnych stron, żeby mnie zwolnić. Byli jednak ludzie życzliwi i pomocni. To właśnie ich decyzje bardzo pomogły nie tylko mi, ale też całemu klubowi – wspomina Mamrot.












