Ivica Iliew był jednym z niewielu jasnych punktów w przegranym przez Wisłę Kraków meczu z Odense. Serbski skrzydłowy żałował słabej dyspozycji swojego zespołu w pierwszej części meczu i to według niego było przyczyną porażki.
Co było powodem Waszej słabej gry w pierwszej połowie?
Nie potrafię tego zrozumieć. Byliśmy jakby poza grą, to nieprofesjonalne z naszej strony. Trener wstrząsnął nami w przerwie i drugą połowę zaczęliśmy dobrze. Strzeliliśmy bramkę, mieliśmy szanse na kolejne trafienia. Drugi gol dla Odense nas załamał i nie potrafiliśmy już doprowadzić do wyrównania.
Czy rywale czymś Was zaskoczyli?

Absolutnie nie. Wiedzieliśmy, że to twardo grający zespół, który nie gra pięknej piłki. Dużo drużyn w Europie prezentuje taki siłowy styl. W ataku Odense miało kilku szybkich graczy, na przykład Utakę, który sprawiał nam sporo problemów. Po przerwie nawiązaliśmy jednak z nimi walkę.
Do momentu utraty drugiej bramki nie prezentowaliście się źle.
Tak, mieliśmy kilka dobrych sytuacji. Gdybyśmy strzelili drugą i trzecią bramkę, wynik meczu byłby zupełnie inny. Tak się jednak nie stało i w rezultacie przegraliśmy.
Przed Wami mecze z Twente i Fulham – zespołami, które na papierze są silniejsze niż Odense.
Jeśli zagramy tak jak w pierwszej połowie, to na pewno przegramy te spotkania. Jeśli powalczymy tak jak po przerwie, to mamy szansę na korzystne rezultaty. Nie wiem, co jesteśmy w stanie osiągnąć w Lidze Europy. Jeszcze przed startem tych rozgrywek założyliśmy, że dla nas najważniejsza jest liga i obrona tytułu mistrzowskiego. Za rok ponownie spróbujemy awansować do Ligi Mistrzów.
W rozmowie uczestniczył Mateusz Stanaszek











