Przerwa reprezentacyjna to kiepska wiadomość dla psychofanów ekstraklasy (jeżeli tacy w ogóle istnieją). Nasza najlepsza liga wówczas pauzuje, piłkarze rozjeżdżają się po kadrach, pozostali cierpliwie trenują. Inaczej jest jednak na zapleczu – I liga raczy nas swoimi urokami nawet w czasie, gdy gra nasza kadra.

Siódmą kolejkę pierwszoligowych zmagań otworzyło spotkanie w Grudziądzu, gdzie Olimpia podejmowała Zawiszę Bydgoszcz. Mecz zapowiadał się na hit kolejki, takim też się ostatecznie okazał. Gospodarze przez długi czas kontrolowali spotkanie, w końcówce do głosu doszły jednak dwie wielki gwiazdy Zawiszy i całej ligi – Kamil Drygas oraz Mica, którzy swoimi bramkami rozstrzygnęli losy meczu. 3:2 w Grudziądzu. Zawisza od początku sezonu mocno zaskakuje. Mariusz Rumak był raczej znany z dosyć zachowawczej gry, tymczasem „Niebiesko-czarni” od początku sezonu strzelają najwięcej bramek (niedziwne), tracą ich jednak równie dużo (pod tym względem byliby na miejscu spadkowym. 3:3, 3:2, 2:2 – tego mogą się spodziewać kibice, obserwujący drużynę z Bydgoszczy.
Pierwszoligową sobotę zainaugurowało spotkanie dwóch GKS-ów w Bełchatowie. Spisujący się zaskakująco dobrze gospodarze mierzyli się z mającym olbrzymie aspiracje – lecz żadnych wyników – klubem z Katowic. Ostatecznie zwyciężyli goście, mimo, że od 10. minuty grali w dziesiątkę, zaś po brutalnym faulu Grzegorza Goncerza – w dziewiątkę . Takie spotkania kształtują charakter, może w końcu coś ruszy w katowickim GKS-ie. Bełchatów przegrał na własne życzenie – widać jednak spore braki w doświadczeniu bardzo młodej kadry.
Cenny punkt u siebie wywalczył beniaminek z Kluczborka. MKS podejmował bowiem bardzo solidnie spisującą się drużynę Wigier Suwałki. Co prawda remis gospodarzom daje niewiele, dalej tkwią oni w strefie spadkowej, niemniej wyraźnym faworytem byli goście. Na uwagę zasługuje postawa bramkarza MKS-u, Krystiana Rudnickiego. Były zawodnik Pogoni Szczecin udowadnia, że I liga nie są to dla niego zbyt wysokie progi – jest on w końcu bardzo utalentowanym „piłkołapem”.

Potworny łomot u siebie zebrała Bytovia. Dolcan Ząbki przyjechał na północ Polski, zaaplikował cztery bramki (po dwa trafienia Gołębiewskiego i Świerblewskiego), sam stracił tylko jednego gola. Gospodarze nie potrafili wykorzystać karnego, ogólnie gra Bytovii zasługuje na mocny minus. Nad trenerem Kafarskim zaczynają się zbierać coraz gęstsze chmury – jeśli spadnie deszcz, spadnie również głowa byłego szkoleniowca Lechii.












