Gdy 2 grudnia 2020 roku przejmował stery przy Reymonta, chyba nikt nie sądził, że tak szybko złapie wspólny język z drużyną, Wisła Kraków zacznie wygrywać i na dodatek będzie robiła to w sposób, w jaki chce Hyballa. Po trzech miesiącach jego rządów możemy jednak stwierdzić, że się udało. „Biała Gwiazda” przestała regularnie przegrywać, jej mecze, z wyjątkiem spotkania w Płocku, ogląda się z przyjemnością, a Hyballa w Krakowie czuje się jak w domu.
Za każdym razem, gdy do Polski przychodzi zagraniczny trener, pojawia się lekki zachwyt połączony ze sporą niepewnością. No bo skoro przychodzi do nas, to coś z nim jest pewnie nie tak. Kibice momentalnie sprawdzają jego profil w Transfermarkt i uważnie patrzą na jego pierwsze kroki. Z Hyballą od początku było nieco inaczej, bo każdy, kto regularnie ogląda piłkę, mógł go kojarzyć. Ten fakt jednak sprawił, że oczekiwania na starcie momentalnie poszybowały w górę.
I jak na razie nowy trener Wisły daje sobie radę. Jego przykład pokazuje, że wszelkiego rodzaju teorie o aklimatyzacji, poznaniu nowego środowiska, większej wyrozumiałości w początkowym okresie nijak mają się do rzeczywistości. Jeśli dany trener ma odpowiedni warsztat szkoleniowy i posiada łatwość komunikowania się, to nie potrzebuje rundy, by odcisnąć swoje piętno na zespole. Wiadomo, miał trochę łatwiej niż inni. Bo interesował się w jakimś stopniu polskim futbolem, a i geograficzne pochodzenie Hyballi też uprościło mu nieco sprawę.
Jakość, nie ilość
Ledwie dwie porażki w ośmiu spotkaniach, Wisła grająca w piłkę, a nie tylko przeszkadzająca rywalowi, mityczny już gegenpressing, niezwykła elastyczność taktyczna i angażowanie się w życie klubu na każdej płaszczyźnie. Tak w skrócie moglibyśmy opisać pierwsze trzy miesiące Niemca nad Wisłą.
Peter Hyballa jest szczery do bólu i nie boi się konkretnych decyzji. Po kilku tygodniach stwierdził, że praca z takimi piłkarzami jak Michał Mak, Dawid Abramowicz, Michał Buchalik czy Dawid Niepsuj większego sensu nie ma. I tak kontrakty z Makiem i Abramowiczem zostały rozwiązane, Buchalik nie mieści się w kadrze zespołu, a Dawid Niepsuj gra już w Podbeskidziu.
I choć wiele osób mogłoby Niemcowi zarzucić porywczość, to te decyzje jak na razie się bronią. A trzeba mieć na uwadze, że Wisła Kraków nie jest Legią i szerokość kadry jest mocno ograniczona. I tak na przykład we Wrocławiu Hyballa dokonał raptem dwóch zmian, bo po wpuszczeniu na boisko Medveda i Starzyńskiego na ławce jedyną alternatywą byli Chuca i Boguski. A w spotkaniu z Jagiellonią ograniczył się do raptem jednej roszady. Buchalika pozbył się, mimo że jedyną opcją dla Lisa pozostał 19-letni Kamil Broda, który jak na razie w Wiśle jeszcze nawet nie zadebiutował.
Po tych ruchach można stwierdzić, że Hyballa nie znosi słowa przeciętność. Kolejnym piłkarzem, na którym szkoleniowiec „Białej Gwiazdy” prawdopodobnie postawi krzyżyk, jest Hiszpan Chuca, który zaliczył katastrofalny występ w Płocku. A jeden zły mecz Niemcowi czasami w zupełności wystarcza, co pokazują powyższe przykłady.














